Pandemiczne polowanie na myślenie
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zdałem wprawdzie maturę, i to zupełnie nieźle, oraz wiele innych egzaminów, ale wygląda na to, że wszystko to na nic. Któż by się bowiem spodziewał, że starożytni Grecy za esencję demokracji uznawali losowanie, a nie głosowanie? Dosyć wstrząsająca informacja biorąc pod uwagę, że niby wiemy, że agora, że demokracja bezpośrednia, że tylko obywatele, oczywiście wyłącznie mężczyźni, że niewolnicy obu płci byli wykluczeni, że tu to nie demokracja, a republika - ale losowanie!

Wróćmy jednakowoż do cytatu wszech czasów, który nam może po raz kolejny miodem napełnić drżące z bojaźni przed niewiedzą serca:

„Nie wiadomo, dlaczego i komu coś daje do myślenia. Dlaczego jedni są myślicielami, wielkimi odkrywcami, a inni nie. Platon sądził, że myślicielami są ci, których dusze oglądały kiedyś światło Prawdy. A święty Augustyn, że ci, którym boskie światło daje do myślenia. Jedno jest pewne: myśl nie pojawi się, jeśli na nią nie będziemy polować, jeśli nie zdobędziemy się na wysiłek i trud, a także odwagę myślenia. Tylko myślącemu myśl daje do myślenia. Gdzie jednak tropić ślady myśli? Na polu czytania. Myślenie zawsze zaczyna się od czytania, gdyż czytanie poszerza nasza świadomość i poszerza granice naszego rozumu”. (T. Gadacz, w: Wartość wartości, s.151)

Profesor nie pozostawia cienia wątpliwości, udajmy się zatem w szał myślenia stymulowanego tym, co nas odróżnia od innych, czyli w szaleństwo czytania. Myślę, więc jestem, a myślę, bo czytam, zatem muszę być obezwładniony czytaniem, by być. Ale czy rzeczywiście, a jeśli tak to na ile, myślenie jest koniecznym aspektem naszego bytowania w czytaniu?

Wspomniany w poprzednim artykule, niezwykle ciekawy i budzący skrajne emocje, znakomity filozof i kulturoznawca, Slavoj Žižek, cytuje w swej książce zatytułowanej „Rok niebezpiecznych marzeń” Gilberta K. Chestertona i ten mały fragment wyrzuca nas w inną rzeczywistość:

/Krótko mówiąc, nieskrępowane myślenie nie uprawnia mnie do robienia czego mi się żywnie podoba. Gdy mój „publiczny użytek z rozumu” pozwala mi dostrzec słabość i niesprawiedliwość istniejącego porządku, mogę co najwyżej zaapelować do rządzących o reformy. Można pójść nawet dalej i stwierdzić jak Chesterton, że abstrakcyjna wolność myślenia (i wątpienia) czynnie przeszkadza faktycznej wolności:

„Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że wolnomyślicielstwo jest najlepszym zabezpieczeniem przed pełną wolnością. Przeprowadzone na modłę modernistyczną wyzwolenie umysłu niewolnika jest najlepszym sposobem na to, by nie dopuścić do wyzwolenia jego samego. Naucz go zastanawiać się nad tym, czy rzeczywiście chce być wolny, a nigdy się nie wyzwoli”/ […] Czy wycofanie się ze skuteczności w publicznym użytku z rozumu nie jest zarazem odłączeniem, które otwiera przestrzeń dla jakiejś nowej praktyki społecznej? […] Tylko takie podejście, które łączy uniwersalność „publicznego użytku rozumu” z zaangażowaną pozycją podmiotową, może zapewnić nam adekwatne „mapowanie poznawcze” naszej sytuacji./(s.22-23)

Ten niewielki fragment wyrzuca nas przynajmniej w parę, jeśli nierównoległych, to z pewnością przeplatających się ze sobą rzeczywistości. Pierwsza z nich to dziura w piachu, a w tejże dwie osoby. Jedna tam mieszka od zawsze, a druga wpada w nią w efekcie zbiegów różnych, w tym też naukowych, okoliczności.  Kōbō Abe, w swym niebywałym talencie, dotknął tajemnicy paradoksu wolności, bo przecież „Kobieta z wydm” pozostawia nas w stuporze niemożliwej do zaakceptowania i spożytkowania ofiarowanej nam wolności. Z jednej strony G.K. Chesterton ma obezwładniającą jednak supozycję, iż wolność myślenia zniewala, do tego wszystkiego Slavoj Žižek daje nam pewną dozę nadziei iż, jeśli się weźmiemy w kupę i coś z tego myślenia wprowadzimy w życie, to być może, trafimy w dziesiątkę, albo w jej pobliże. Jak to zrobić? Wystarczy sobie przypomnieć Pieśń filaretów, którą wieszcz napisał w 1820 roku:

Cyrkla, wagi i miary
Do martwych użyj brył;
Mierz siłę na zamiary,
Nie zamiar podług sił
.

Ale jaką siłę i na jakie zamiary? No cóż – wszyscy wiemy, że demokracja w wersji nam znanej tu i teraz, jest bardziej niż niewydolna, korporacje (czyli niewyobrażalne pieniądze i wpływy) zdegenerowały ją nieomalże do cna. My, czyli obywatele jesteśmy już tylko płatnikami podatków i coraz częściej, bez żadnego obciachu, tak się nas oficjalnie nazywa (tax payers), co oznacza, że nasza obywatelska rola i funkcja ograniczyła się w magiczny sposób do bezwzględnego obowiązku płacenia podatków (co jak wiadomo niekoniecznie obowiązuje korporacje i polityków). Zostaje nam jednakowoż jeszcze coś niezwykłego – wybory! Możemy głosować – to cudownie – ale po co? By wybierać głupich, niekompetentnych, chciwych i przekupnych polityków, którzy nas mają za idiotów i robią z nas idiotów zaraz po tym, jak zostają wybrani?

Mickiewicz poetycko nas inspiruje ku myśleniu przeciwko temu, co wydaje się racjonalne, ale co w istocie jest martwe. Wieszczy nam zatem i otwiera nas na rzeczywistość nieskończonych możliwości. Co niezwykłe, konstatując rolę intelektu, którego to funkcja musi być podporządkowana rozumowi.

O tym istotnym rozróżnieniu mówi profesor Tadeusz Gadacz w wykładzie zatytułowanym „O myśleniu w czasach bezmyślności” zamieszczonym w zbiorze „Wartość wartości”, opracowanym przez Hannę Kordalską-Rosiek:

/Intelekt ma jedynie charakter narzędziowy. Nie jest on ani dobry, ani zły, podobnie jak narzędzia, którymi się posługuje. Internet jako narzędzie może służyć do komunikacji, ale także szerzenia nienawiści i cyberprzestępczości. […] Dlatego intelekt powinien być kierowany przez rozum. A rozum „myśli dobrze” nie wtedy, gdy myśli prawidłowo, lecz gdy kieruje się dobrem. Jest to taka władza myślenia, która kształtuje się pod wpływem rozmowy i zdolna jest do rozumienia innych./ (s. 144)

Jak zatem znaleźć złoty środek w rzeczywistości zdegenerowanej demokracji, dysfunkcyjnego kapitalizmu, wyzucia obywateli z ich podmiotowości, dominacji myślenia korporacyjnego i konsumpcyjnego? Gdzie jest ów cudowny, naprawczy złoty środek? Wygląda, że jest tam, gdzie był zawsze, w starożytnej Grecji i to na agorze! Jakim cudem? Cudem uważnego myślenia!

„W starożytnych Atenach spośród siedmiu tysięcy urzędów publicznych w głosowaniu wybierano jedynie setkę, resztę – przez losowanie. I to właśnie ta procedura była uważana za istotę demokracji. […] Najwyższą władzę sprawowało w Atenach Zgromadzenie Ludowe, w którym prawo udziału przysługiwało wszystkim pełnoprawnym obywatelom, czyli kilkudziesięciu tysiącom dorosłych mężczyzn. Natomiast członków Rady Pięciuset, Sądu Ludowego oraz niemal wszystkich urzędników wybierał ślepy traf. Wybory przeprowadzane były jedynie w celu wyłonienia dowódców ateńskiej armii oraz urzędników odpowiedzialnych za zarządzanie pieniędzmi publicznymi. […] Celem losowania i częstej wymiany kadr było zmniejszenie ryzyka powstawania sieci osobistych zależności i korupcyjnych układów. Służyły one także powszechnemu i równemu udziałowi obywateli w sprawowaniu władzy. W efekcie ponad połowa z nich choć raz w ciągu całego swojego życia zasiadała w ateńskim rządzie – obywatelskim ideałem miało być zniesienie różnicy między rządzącymi a rządzonymi”. (Wylosuj sobie demokrację, J. Malko, w: Pismo Magazyn Opinii, Październik, 2020, s.60.)

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak