Pierwszy taniec
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Czy prawdziwe będzie następujące stwierdzenie - im więcej rozwodów, tym śluby bardziej okazałe? Nie mam pojęcia. Chyba nikt tego nie bada. Jednak prawdą jest, że z jednej strony coraz więcej małżeństw się rozpada, a z drugiej - zawieranie związku małżeńskiego ostatnio przybiera rozmiary olbrzymiego przedsięwzięcia, czy też najważniejszego w życiu doświadczenia.

W miesiącach największego zagrożenia pandemią, w Polsce można było - obserwując media - odnieść wrażenie, że jako bardzo dotkliwe Polacy odbierają właśnie ograniczenia związane z wyprawianiem hucznych wesel. Jakby wesele stało się właśnie niezwykle ważnym wydarzeniem życia rodzinnego, społecznego...tak? Jak to, nie można zaprosić 300-tu osób! W tym samym czasie poświęcone modzie dodatki gazet nieustająco zamieszczają propozycje sukienek najbardziej odpowiednich na wesele, najlepszych na wesele butów. Dziwne. Nie ubieramy się wiec na dzień, na wieczór, do pracy, na spotkanie, takie czy inne - ubieramy się specyficznie: na wesele. Jakoś trudno uwierzyć, ale widocznie tak jest. Popyt inspiruje podaż. Przecież recepta na udany biznes, wiadomo to od lat, brzmi: wykreować jakąś potrzebę, a następnie własną działalnością biznesową tę potrzebę pomóc spełnić, zaspokoić. Moda na wesela? No to lansujemy na te wesela sukienki. Czy buty, czy generalnie cały model imprezy pod tytułem: wesele.

Pojawiają się wiec firmy specjalistów, którzy nam to wszystko zaplanują. Za opłatą, oczywiście. Od przyjęcia z okazji zaręczyn, o - wróć, najpierw pierścionek zaręczynowy, tak, potem to przyjęcie. Potem wieczór panieński i kawalerski, więc znowu cała zgraja "artystów" do wynajęcia, restauracja, a wcześniej na przykład zaproszenia. Potem - jak to w Ameryce: próba generalna, czyli dzień przed obiad. Trzeba się jakoś ubrać, trzeba lokal wynająć, menu opracować. A sam najważniejszy dzień? Och lista tych "trzeba" jest nieskończona: zaproszenia, lokal, kwiaty i dla panny młodej i do kościoła, suknia panny młodej, welon, frak, buty, suknie dla panien z orszaku, dekoracja stołów weselnych, ładne ubranie krzeseł, limuzyna, albo kareta, fotograf, muzyka, obrączki!, fryzjer, kosmetyczka, wizażystka, tort, może wodzirej, obiad, alkohole. Uff. A jeszcze gości odpowiednio przy stolach posadzić, a napisać parę słów, a toasty uzgodnić. Jest tego, a jest. Nic dziwnego, że wynajmujemy profesjonalnego organizatora i że podobno wiele amerykańskich dziewczynek już od wczesnych lat marzy o tym dniu, tak pełnym wydarzeń, tak perfekcyjnie zorganizowanym, tak wspaniałym. Monica z serialu "Przyjaciele", czy starsza od niej Molly, z Chicago zresztą, znakomicie nam pokazały, jak to w tych dziewczęcych marzeniach jest. Monica, jako perfekcjonistka, miała nawet cały tom, taki specjalny folder wypełniony pomysłami, jak to wszystko powinno pięknie i wspaniale wyglądać. W Polsce już od lat istnieją specjalne sale bankietowe, które właśnie na wesela są wynajmowane. Może to być dworek, może zameczek, czy zamczysko. Może być tam również hotel. I to kolejne problemy organizacyjne - goście sami za nocleg zapłacą, czy zapraszający? A za transport - z kościoła do zameczku?

Wszystko to razem dużo kosztuje, więc nic dziwnego, że w Internecie można się naczytać rozważań właśnie o kosztach takiej imprezy. Są utyskiwania na rodzinę, czy innych gości, którzy wręczają młodej parze puste koperty, albo z nędzną stówką, są narzekania zapraszanych - oni nam nic nie dali, to my im też nic nie damy. Są, a jakże, rozważania o tym, czy koszty wesela mają się zwrócić, dzięki właśnie tym datkom w kopertach, czy też nie po to się to robi, żeby liczyć na kasę od gości. Ktoś nawet złośliwie kwituje: to sprzedawajcie na swoje wesele bilety wstępu, to się wam "zwróci"!

A co w sytuacji, gdy zaprasza się nas na wesele na Karaiby, do Meksyku, albo - do Polski! Kto zapłaci, kto pokryje koszt biletów lotniczych?

Wszystko oczywiście do ustalenia i do dogadania. Ale, mam wrażenie, że atmosfera może być dość nerwowa, gdy organizuje się wesele za pożyczone pieniądze. Gdy młodzi, albo rodzice, biorą na przykład kredyt, 70 tysięcy złotych i spłacają go długo jeszcze.... po rozwodzie, bo i o takich sytuacjach można poczytać. Różni zdrowo rozsądni apelują o opamiętanie, o kupienie młodym raczej mieszkania, zamiast wydawać takie kwoty na imprezę. Zwłaszcza, gdyby to miał być kredyt. Ale znowu inni będą przekonywać, że tak nie można, że trzeba wyprawić, zaprosić, uczcić, bo taki zwyczaj i tradycja. Pomijam oczywiście, że i dlatego, że u tamtych było i u tamtych, to my co? Gorsi? Nie ma mowy.

Takie kłębowisko marzeń dziewczęcych, zazdrości, zawiści, zastaw się a postaw się i jeszcze jednego narodowego przekleństwa: "co ludzie powiedzą?"

I nie ma co z tym walczyć. Będą decydować młodzi. Jeśli kolejna generacja X czy Z postanowi, że wesel się już nie robi, to dorośli nic nie poradzą. Dopóki latorośle chcą - rodzice nie mają nic do gadania. Choć czasem to jednak rodzice decydują. Płacą i wymagają!

Pamiętamy te od lat podnoszone lamenty, że z okazji przystąpienia dziecka do I Komunii urządza się prawie wesela.? No i co to dało? To labidzenie? Czy ktoś się opamiętał? Mody się pojawiają, nie wiadomo skąd i dlaczego i mijają. Z pewnością są środowiska, w których ani komunia, ani wesele nie jest powodem do zaciągania kredytu i urządzania drogiej, wystawnej imprezy. Może nawet pandemia trochę te zapędy imprezowe zmniejszy. Ale póki co "szczęść Boże młodej parze" i oczepiny i pierwszy taniec, i filmowe opowieści o rodzinie nowożeńców i barszczyk po północy! A potem sprawdzimy zawartość kopert...

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.