----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

02 lutego 2022

Udostępnij znajomym:

Jeśli fenomen freudowskiej koncepcji rozpoznawania zawirowań osobowościowych jesteśmy w stanie, lepiej lub gorzej, rozpoznać, to o wabi sabi nie mamy zielonego pojęcia. Poza tym rodzi się pytanie, co ma jedno z drugim wspólnego? Jakie potyczki i jakie wabi sabi.

No cóż, ścieżki nakładania się tekstów są nieogarnione, a odkrywanie ich wspólności jest zajęciem nadzwyczaj fascynującym.

W Potyczkach z Freudem, Tomasz Stawiszyński pisze o mitach, pułapkach i pokusach psychoterapii. Jakie to mity, pułapki i pokusy? Przede wszystkim pokładanie, ponad miarę, wiary w moc sprawczą terapii, czyli przekonanie o konieczności spędzania masy czasu na kozetce (czy w fotelu), by wyrzucić z siebie wszystko to, co nas męczy i dręczy i tym samym zrzucić trudność zanalizowania samych siebie na osobę psychoterapeuty, który nie ma innego wyjścia, jak nas słuchać, bo w końcu bierze za to pieniądze i to zupełnie spore.

Tak ustawiona sytuacja daje złudne wrażenie, że terapia pozwoli rozwiązać życiowe utrapienia i przestawi zwrotnicę naszej codzienności na właściwe tory, a potem już tylko alleluja i do przodu! Rzecz zresztą nie dotyczy jedynie psychologii i psychoterapii sensu stricto, ale całego, ogromnego nurtu różnych wersji para, meta czy pop psychologii, w nieskończenie wielu odmianach od new age ku biznesowej.

Co jest ich najważniejszym przesłaniem? Możesz, jeśli wierzysz, że możesz? Jesteś kowalem własnego losu? Twoja moc jest w tobie? Możesz uzdrowić swoje życie? Naprawdę? Okazuje się, że nie zawsze i niekoniecznie. Cóż za rozczarowanie! Jednak nie jesteśmy idealni, jednak nie wszystko da się załatwić psycho czy inną terapią. Jednak dzwony, czy misy tybetańskie, mimo że cudnie brzmią, nie są w stanie wydźwięczeć z nas choroby, a kadzidełka, kamienie szlachetne, codzienne medytacje i afirmacje, jakkolwiek miłe i obiecujące, są nadzwyczaj często rozczarowujące, tak jak i przekonanie, że odpowiednie zarządzanie czasem i inne nawyki, są warte miliony, które spłyną do nas szerokim strumieniem, jak tylko przeczytamy polecane poradniki.

Dziwnym trafem i nie bardzo wiadomo dlaczego, żyjemy w przedziwnym i głęboko ułudnym przekonaniu, że jeśli: „pozbędziemy się negatywnych emocji, zintegrujemy wyparte lęki, wybaczymy tym, którzy nas skrzywdzili, to osiągniemy stan głębokiego, wewnętrznego spokoju, pewności siebie, życiowego dobrobytu, poczucia kontroli nad swoimi uczuciami i relacjami z innymi, zawodowej i emocjonalnej satysfakcji, fizycznego i psychicznego zdrowia, rozumianego jako stan harmonii pozbawiony elementów zaburzających dobrze samopoczucie”. (s.13)

Jednym słowem będziemy wtedy żyli długo i szczęśliwie, ale zapominamy, że takie życie jest możliwe tylko za siedmioma górami i za siedmioma lasami, albo w Polsce, czyli nigdzie w pobliżu. A co jest w pobliżu? Wszystko! A zatem nie tylko to, co cudne, ale też to, co przeciwnością cudności jest. Zapominamy bowiem, że wiedziony instynktami i erotyczną fascynacją Adam, w przejawie skrajnej nieodpowiedzialności, charakterystycznej przecież dla wszystkich mężczyzn stających twarzą w twarz z nagą kobietą, zjada jabłko z drzewa poznania dobrego i złego, czego absolutnie nie musiał robić. Tym sposobem załatwił nas na zawsze, wpuszczając w kanał wiecznej niedoskonałości, a przede wszystkim śmiertelności. Wszystko to, zawdzięczany jednemu, niezdrowo podnieconemu facetowi. I ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, co do aktualności freudowskiego przekonania o tym, że głównie rządzi nami popęd seksualny?

Nie ma nas zatem w raju, z którego bardzo słusznie zostaliśmy wypędzeni, bo w końcu trzeba ponosić jakieś konsekwencje za niesubordynację, a poza tym Pan Bóg chyba przejrzał na oczy po tym wydarzeniu i zdał sobie sprawę, że Adam i Ewa to, być może, pomyłka w dziele jego stworzenia. A gdy znaleźliśmy się poza rajem, to nic już nie było takie, jak po przednio – zostaliśmy bowiem wystawieni na doświadczenie niedoskonałości. I w tej niedoskonałości wiecznie trwamy, aczkolwiek nie chcemy tego akceptować. Tęsknimy przecież do raju! Stąd iluzja objawiająca się w twierdzeniach, że możesz, jeśli wierzysz, że możesz, że jesteś kowalem własnego losu, że twoja moc jest w tobie, że możesz uzdrowić swoje życie. Najbardziej drastycznym skutkiem takich tęsknot, często nieuświadomionych, jest „całkowite odizolowanie się od mądrości i wartości, jakie wnoszą w nasze życie ciężkie, czasami okrutne doświadczenia. Nie chodzi tutaj jednak o konstatację w rodzaju wątpliwej prawdy o ‘uszlachetniającym cierpieniu’, ale o budowanie wrażliwości na cierpienie własne i cudze, budzenie empatii, świadomości ograniczenia i śmiertelności, a wreszcie – o pozostawanie w kontakcie z realnym, nie zaś wyobrażonym doświadczeniem.” (s. 13)

W kulturze Zachodu wykasowaliśmy z powszechnej świadomości fakt, że życie to nie jest bajka, a my nie mieszkamy już w raju – o dziwo! W wyrafinowanej kulturze Japonii, umiejętność doświadczania radości z/w niedoskonałości jest istotą wabi sabi - japońskiej filozofii, sztuki i estetyki w jednym. Wabi sabi ulotnie i wyrafinowanie prowadzi nas przez i ku „artystycznej ekspresji w formach równie czystych i wzniosłych jak zasady zen, które to formy manifestują, unika intelektualizmu i pozorów, dążąc do odkrycia i ujawnienia piękna obecnego w tym, co oferuje natura. Wabi sabi ucieleśnia nihilistyczne poglądy zen, poszukując w niedoskonałości odkrywanej, kiedy wszelkie rzeczy, w ciągłym stanie przepływu, rodzą się z niczego i obracają w nicość” (s.1/2)

To niezwykłe dla nas i istotnie niezrozumiałe, nieomalże mistyczne, czerpanie radości ze skończoności i poczucia śmiertelności. Coś kompletnie sprzecznego z naszymi przekonaniami, bo żyjemy przecież w kapitalizmie szalonego konsumpcjonizmu, gdzie fundamentalnym pytaniem egzystencjalnym jest "how much?". Wabi sabi jest dla nas tak dramatycznie inne, jak inne jest zen i chrześcijaństwo.

„Termin wabi sabi sugeruje takie cechy jak nietrwałość, pokora, asymetria czy niedoskonałość. Te podstawowe zasady są diametralnie różne od swych odpowiedników w świecie Zachodu, którego wartości zakorzenione są w hellenistycznym światopoglądzie ceniącym trwałość, wielkość, symetrię i perfekcję”. (s.2)

Co jednakowoż cudownie zaskakujące, wabi sabi – japońska sztuka dostrzegania piękna w przemijaniu, wpisuje się płynnie w Potyczki z Freudem, czyli mity, pułapki i pokusy psychoterapii. Jak? W zadziwiającym odkryciu, iż mimo nietrwałości nas i tego, co nas otacza, to właśnie akceptacja, a nie zaprzeczenie, niedoskonałości i przemijania, pozwala nam odkryć piękno naszego wewnętrznego i zewnętrznego nie-raju.

Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, za:
Tomasz Stawiszyński, Potyczki z Freudem, mity, pułapki i pokusy psychoterapii, wyd. PWN, 2016, s.308.
Andrew Juniper, Wabi sabi – japońska sztuka dostrzegania piękna w przemijaniu, wyd. Sensus, 2018, s.165.

54

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

MCGrath Evanston Subaru

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----