----- Reklama -----
----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij swoim znajomym:

„Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?” – pytał jeden z bohaterów najwybitniejszego polskiego dramatu. Chiny od pewnego czasu spędzają sen z powiek Zachodowi, zwłaszcza Stanom Zjednoczonym, zagrożonym na swojej pozycji najważniejszego supermocarstwa. Skąd wzięło się ta chińska siła?

Od co najmniej kilkunastu lat w centrum amerykańskich rozważań strategicznych coraz więcej dyskutuje się o głównym wyzwaniu w globalnej rywalizacji, jaką jest Chińska Republika Ludowa. O przenoszeniu punktu ciężkości amerykańskiej polityki zagranicznej na Pacyfik mówiło się w czasach prezydentury Baracka Obamy, sławę zdobyło powtarzanie przez Donalda Trumpa słowa „China”, ostatnio zaś doszło do istotnego faktu w ramach międzynarodowego systemu bezpieczeństwa – USA, wespół z Wielką Brytanią i Australią zawiązały nowy sojusz militarny, którego celem jest odegranie istotnej roli na morzach otaczających Azję od południa i wschodu. Chiny to bowiem prężna gospodarka, rosnące wpływy na całym świecie, broń jądrowa oraz konwencjonalne siły zbrojne, rozwijające zdolności ofensywne oraz antydostępowe.

Jakieś sto lat temu stwierdzenie, że Chiny są na drodze do stania się wiodącym światowym mocarstwem mogłoby być uznane za oderwane od rzeczywistości. W początkach XX wieku Państwo Środka nie było nawet kolosem na glinianych nogach – raczej ogromnym tworem bez możliwości skoordynowanego ruchu. Koniec rządów cesarzy z dynastii Qing był czasem słabości państwa, rozrywanego wewnętrznymi konfliktami, zacofanego gospodarczo i eksploatowanego przez inne mocarstwa. Państwa europejskie (Wielka Brytania, Francja, Niemcy) zajęły niektóre tereny nadmorskie (tzw. koncesje), wymusiły dla siebie przywileje handlowe i naruszały suwerenność chińskiego państwa. Japonia zajęła niektóre tereny chińskie, rywalizując z Rosją, a Stany Zjednoczone stały na pozycjach „polityki otwartych drzwi” – każdy może robić takie same interesy w Chinach. Nic dziwnego że w takich warunkach doszło w tym państwie do rewolucji, która w 1912 roku obaliła dwuletniego cesarza Puyi i doprowadziła do powstania Republiki Chińskiej.

Jak można się domyśleć, państwo to było słabe i wciąż trapione konfliktami wewnętrznymi. Bardzo szybko pojawił się kandydat na nowego cesarza (generał Yuan Shikai), w poszczególnych częściach państwa władzę zdobywali zaś wojskowi watażkowie (warlordowie). W 1925 roku zmarł Sun Jat-sen – polityk demokratyczny i ojciec Republiki, a jego miejsce na czele Kuomintangu, czyli głównej narodowej partii chińskiej, zajął Czang Kaj-szek, zmierzający coraz mocniej w kierunku autorytaryzmu. Żeby tego było mało, w siłę urosła Komunistyczna Partia Chin, która wywoływała rewolucje w uprzemysłowionych ośrodkach. Następnie zaś, w ramach tzw. Wielkiego Marszu, komuniści przedarli się na północ, gdzie rozkręcili „małą wojnę”, która wyniszczała biedne i zacofane Chiny przez kolejne lata.

W końcu zaś do gry włączyli się Japończycy, gotowi do wzmocnienia się kosztem słabego sąsiada. W 1931 roku zajęli północno-wschodnią część kraju (Mandżurię), a w 1937 roku rozpoczęli normalną wojnę z Chińczykami, zajmując w szybkim tempie trzon kraju, przede wszystkim zaś wybrzeże oraz wielkie miasta takie jak Pekin, Szanghaj, Kanton czy Nankin – w tym ostatnim mieście żołnierze japońscy dokonali okrutnej masakry, w której zginęło kilkadziesiąt, a być może nawet kilkaset tysięcy ludzi. Dołączenie Japonii i Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej zahamowało podbój Chin, które dzięki pomocy aliantów ostatecznie nie poddały się wrogowi.

Po klęsce okupantów kraj wpadł w nową wojnę domową – Kuomintang kontynuował starcie z komunistami, na czele których stał przewodniczący Mao Zedong. Jego siłom do 1949 udało się zająć całe kontynentalne Chiny, wypierając wojska Czang Kaj-szeka na Tajwan. 1 października tego roku Mao proklamował powstanie Chińskiej Republiki Ludowej – ogromnego państwa socjalistycznego z niemniejszymi ambicjami międzynarodowymi.

Mao początkowo związał się sojuszem z ZSRR, wspierał też Kim Ir Sena w czasie wojny koreańskiej. W II połowie lat 50. rozpoczął tzw. Wielki Skok Naprzód – dogmatyczny zryw gospodarczy stawiający sobie ambitne cele, który doprowadził do wielkiego głodu i zapaści ekonomicznej. Na kilka lat pozycja przewodniczącego osłabła, a w połowie lat 60. rozpoczął on tzw. rewolucję kulturalną, w której pozbył się konkurentów wewnątrz partii komunistycznej, przy okazji zaś zerwał z ZSRR (w 1972 roku nawiązał zaś kontakty… z USA). Gdy Mao Zedong zmarł w 1976 roku, rządzone przez niego państwo zbudowało podstawy swojej potęgi, było jednocześnie wyniszczone i izolowane.

Deng Xiaoping, wcześniej atakowany przez Mao nowy przywódca Chin, od końca lat 70. zainicjował nową politykę gospodarczą, której celem było stworzenie socjalistycznej gospodarki rynkowej – wzmocnienie sektora prywatnego, powstanie specjalnych stref ekonomicznych, postawienie na rodzinne gospodarstwa rolne. Dzięki tej polityce Chiny zaczęły intensywnie rozwijać się gospodarczo, co zostało wzmocnione w latach 90. szerokim otwarciem się na świat i wprowadzeniem rozwiązań de facto kapitalistycznych. Równolegle reżim wciąż trzymał silną ręką władzę polityczną, czego przykładem stłumienie protestów na Placu Tiananmen w czerwcu 1989 roku.

Dziś Chin to dynamiczny kraj z wieloma problemami (społecznymi, demograficznymi, ekologicznymi) na głowie. Jedno jest pewne – z Państwem Środka trzeba się liczyć, a powtórka z sytuacji sprzed stu lat nie wchodzi w grę.

Tomasz Leszkowicz