Spiski prawdziwe czy nieprawdziwe i jak je rozróżniać?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Ponieważ nie istnieje podobno coś takiego, jak kategoria przypadku i wszystko, co się nam przydarza jest zaplanowane z góry (albo z dołu), nie musimy się spodziewać niespodzianek i żyć w nieokreślonej niczym pewnym, niepewności. Determinizm sprawę załatwia i rozwiązuje ten, nieprzyjemny skądinąd, aspekt nieprzewidywalności - jednoznacznie.

Wyraźnie to widać w nieskończonym spectrum teorii spiskowych, które kochamy ponad życie, a przede wszystkim ponad miarę swoich umysłów, które niezdolne są często do objęcia rzeczy i spraw, które dopiero geniusz spiskowca objaśnić nam jedynie potrafi. Jak wiadomo bowiem, nic dla spiskującego nie jest tajemnicą, wszystko jest wyjaśnialne i przewidywalne. Wymaga wprawdzie czasami trochę gimnastyki od naszego sztampowego i spetryfikowanego sposobu myślenia, ale w końcu nie jest to aż tak trudne, by w związku z tym zrezygnować z możliwości rozwikłania tajemnic świata w swych nieskończonych komplikacjach.

Co ciekawe, zajmując się teoriami spiskowymi, coraz to nowe materiały nagle i kompletnie niespodziewanie pojawiają się, ni stąd ni zowąd, przed naszymi oczami. Cud? Absolutnie nie! Raczej pełna determinacja w dążeniu ku wyjaśnieniu niewyjaśnianego.

W jakiś sposób dotyka tego magicznego fenomenu nieprzewidywalnej przewidywalności Umberto Eco w swej bestselerowej powieści „Cmentarz w Pradze”. To tam właśnie zostajemy pogrążeni w odmętach wiecznie żywych konceptów, które wyjaśniają klarownie: dlaczego, co i w jakim celu! Niestety, Umberto Eco, człowiek wyjątkowego umysłu i niebywale rozległej wiedzy, napisał powieść dla jemu podobnych, co znacznie zawężą krąg odbiorców, ale oczywiście nikogo nie wyklucza. 

Co ciekawe, „Cmentarz w Pradze” wyraźnie sugeruje, że spiski spiskom nierówne, a im głębiej w nie wchodzimy, tym więcej się tajemnic przed nami odkrywa i zakrywa, a spisków jest przecież, co niemiara.

Są te wiecznie żywe, o których pisze Eco, są te efemeryczne wymyślane na potrzeby chwili i są jeszcze inne i my skoncentrujemy się tu na tej trzeciej grupie owych teorii spiskowych, które pozornie tylko wydają się takie, a w istocie swej nie mają z nimi nic wspólnego. Co to za teorie i jak je odróżnić od pozostałych?

Książka „Zakulisowe umowy, które zmieniły świat – Niepohamowane ambicje, tajne negocjacje i skrywane prawdy w biznesie” Jacquesa Perettiego doskonale ułatwia nam to zadanie. Jeśli bowiem nam się wydaje, że jako obywatele krajów rządzonych demokratycznie, od dawna ustrukturyzowanych instytucjonalnie i funkcjonujących w ramach powszechnie akceptowanych norm prawnych - mamy jakikolwiek wpływ na to, co się w tych krajach dzieje, to jesteśmy w błędzie. Dlaczego? Otóż, jak mówi prasłowiańskie przysłowie: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A kto ma pieniądze? Gigantyczne, ponadnarodowe korporacje. Jest ich wcale nie tak wiele, a świat dopasowują do ich potrzeb ci, którzy nimi zarządzają. W sumie parędziesiąt osób.

Co robią? Robią z nas idiotów, albo raczej pozwalają nam w spokoju ducha i dobrej wierze być idiotami. Jak to się dzieje i jakim cudem? Bardzo prosto. Chłopcy, czyli nobliwi i stateczni panowie o wyraźnie dominującej białej karnacji spotykają się i ustalają to, w jaki sposób mogliby zarobić jeszcze więcej pieniędzy, niż mają. A ponieważ mają niewyobrażalnie dużo, więc przerzucają się w niewyobrażalnych pomysłach na ich pomnożenie, które to pomysły wyglądają pozornie jak teorie spiskowe, ale swej istocie nie mają z nimi nic wspólnego. Nie są bezzasadnymi konceptami dla umysłów ubogich i cichych. Są jak najbardziej realne, sprawdzalne, logiczne i bezwzględnie egzekwowane. Jakieś przykłady? Bardzo proszę. Książka Jacquesa Perettiego nie szczędzi nam historii niebywałych, a przecież jak najbardziej „z życia wziętych”.

„Któż z nas jest świadom tego, że w listopadzie 1979 r. w Monachium Siemens, PepsiCo i doradczy gigant McKinsey podpisały umowę – jej efektem stało się wprowadzenie w największych firmach nowego sposobu motywowania oraz monitorowania pracowników, który stał się zaczynem tego, co znamy dziś jako korpopraca? Kto wie, że w 2006 r. w siedzibie Citigroup na Manhattanie główny strateg rynku akcji Tobias Levkovich przeprowadził dla kluczowych partnerów tego banku prezentację dotyczącą globalnych nierówności i doradził, jak zacząć na tych nierównościach zarabiać? To te wydarzenia miały – zdaniem autora – kolosalne znaczenie dla dalszego rozwoju świata. Dużo większe niż rytualne spotkania różnych Trumpów, Macronów i Putinów.

Peretti w dziesięciu klarownych rozdziałach opisuje dziesięć zdarzeń, które wyznaczyły ramy funkcjonowania współczesnego świata. Ramy, do których ci rzekomo potężni demokratyczni (lub niedemokratyczni) przywódcy muszą się dostosować i wśród nich nawigować. Jego opowieść zaczyna się w latach 30., gdy zebrani nad Jeziorem Genewskim producenci sprzętu oświetleniowego radzą, jak sprawić, by ludzie kupowali ich produkty częściej. Po przeczytaniu tego rozdziału nie będą się już państwo tak mocno dziwić temu, dlaczego z każdym rokiem produkty AGD psują się coraz szybciej. Potem skok w lata 80. Producenci leków kombinują, jak sprawić, by ludzie kupowali ich więcej. Efekt? W ciągu następnych lat postępuje medykalizacja kolejnych dziedzin życia. Ku uciesze farmaceutycznych koncernów oczywiście. Potem mamy jeszcze rozwikłaną zagadkę powstawania rajów podatkowych, wyjaśnioną ekspansję rynków finansowych, globalizację i wreszcie całkiem współczesną robotyzację. Kulisy tych wszystkich procesów znaleźć można na kartach tej niepokojącej i momentami kompletnie niepoprawnej książki.

Pewnie niektórzy z państwa zapytają, czy to nie populizm albo teorie spiskowe. Już wyjaśniam – oczywiście, że tak. Jasne, że Peretti tropi spiski, od których włos jeży się na głowie. I właśnie o to chodzi. Pewnie, że łatwiej byłoby o większości z tych spraw nie wiedzieć i żyć w błogim przekonaniu, że jedynym naszym problemem są nie takie jak trzeba wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce, Ameryce czy gdziekolwiek indziej na świecie. Na szczęście książki takie, jak „Zakulisowe umowy…” nas z tego błogostanu wyrywają. Dla naszego dobra. Żebyśmy wiedzieli, jakie prawdziwe siły rządzą światem. Może dzięki temu nie będą mogły nami tak łatwo manipulować” (za:GazetaPrawna.pl).

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: