Zagłada Żydów w czasie II wojny światowej była koszmarem. W najczarniejszej chwili wszechogarniającej śmierci znaleźli się jednak ludzie, którzy wykazali się wyjątkowym człowieczeństwem, na serio ryzykując przy tym życie. 24 marca to w Polsce dzień upamiętniający ich odwagę i poświęcenie.
Hitler i stworzony przez niego ruch nazistowski był nie tylko jawnie antysemicki – nie było to coś szczególnego w realiach politycznych dwudziestolecia międzywojennego – ale też wprost dążył do wykluczenia współobywateli żydowskiego pochodzenia. Od dojścia NSDAP do władzy w styczniu 1933 r. niemieccy Żydzi, dobrze zasymilowaniu w ramach nowoczesnego społeczeństwa, doświadczali kolejnych fal represji, począwszy od wyrzucenia ich z posad finansowanych ze środków publicznych (od urzędników i nauczycieli po muzyków z filharmonii), poprzez utrudnianie im prowadzenia działań gospodarczych, po tzw. ustawodawstwo norymberskie z 1935 r., które czyniło z osób pochodzenia żydowskiego obywateli drugiej kategorii. Towarzyszyła temu mniej lub bardziej intensywna przemoc, której ukoronowaniem była tzw. Noc Kryształowa z 10 listopada 1938 r., kiedy to z inicjatywy rządzących nazistów doszło do masowej akcji pogromowej w niemieckich miastach.
Wybuch II wojny światowej stał się okazją do nowych zbrodni. Hitler zresztą w swoim przemówieniu towarzyszącym agresji na Polskę przedstawiał Żydów nie tylko jako rzekomo winnych wojnie, ale także jako zakładników, którzy poniosą konsekwencje za wszelkie wrogie wobec Niemców działania. W czasie kampanii polskiej dochodziło do zbrodni na ludności żydowskiej, w kolejnych miesiącach podjęto wobec niej całą serię represyjnych działań, na czele ze stworzeniem gett, czyli wydzielonych dzielnic, w których stłoczeni i pozbawieni wystarczającego wsparcia Żydzi mieli wegetować i w znacznym stopniu wymierać. Zaostrzanie się światowego konfliktu, który dla Hitlera był coraz bardziej ostatecznym starciem dobra ze złem (tym pierwszym oczywiście miała być III Rzesza), stało się okazją do decyzji o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, czyli wymordowaniu milionów przedstawicieli tej grupy etnicznej. Decyzję w tej sprawie podjęto w styczniu 1942 r. w Wannsee pod Berlinem i w kolejnych miesiącach realizowano z zimną dokładnością: od bezpośrednich masakr gdzieś na ziemiach dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich po komory gazowe Auschwitz i innych obozów zagłady i dymiące w nich kominy krematoriów.
Część polskich Żydów zdawało sobie sprawę, co oznacza polityka nazistów i podjęła próbę ukrycia się jeszcze na początkowym etapie wojny, co było łatwiejsze w przypadku osób z klasy średniej i dobrze zasymilowanych. W swojej masie ludność żydowska nie mogła jednak spodziewać się, że Niemcy podejmą decyzję o zbrodni na niewyobrażalną skalę. W obu przypadkach ci, którym udało się uciec z zaciskającej się obławy, czyli zdołali uciec na tzw. aryjską stronę bądź w ostateczności wyrwać się z transportów śmierci, musieli w jakiś sposób przetrwać w okolicznościach całkowicie niesprzyjających ukrywaniu się. Niemcy polowali na wszystkich Żydów, jednocześnie zaś ogłosili (i wprowadzali tę zasadę w życie), że za ich ukrywanie karą jest śmierć. Pamiętać trzeba przy tym o specyfice okupacji w Polsce i na wschodzie Europy (dużo ostrzejszej niż na zachodzie), trudnościach bytowych i różnego rodzaju uwarunkowaniach związanych chociażby z dystansem społecznym między Polakami i Żydami. Stąd uzasadniona wydaje się opinia, że większość społeczeństwa okupowanej Polski była obojętna, czy raczej bierna wobec Zagłady. Oczywiście, istniała też grupa ludzi, która stanęła po haniebnej stronie – chodzi tu zarówno o kolaborantów, którzy wprost (i nie z przymusu) uczestniczyli w wyłapywaniu Żydów, jak i tzw. szmalcowników, czyli szantażystów, którzy żądali pieniędzy grożąc doniesieniem Niemcom o ukrywających się. Trudno szacować liczebność tej grupy, chociaż nie powinno się jej traktować zarówno jako marginalnej, jak i masowej.
W tych właśnie okolicznościach działali tzw. Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata, czyli osoby pomagające prześladowanym Żydom. Medalem o tej właśnie nazwie, wydawanym przez izraelski instytut Jad Waszem, uhonorowano 7232 osoby z Polski. Jest to oczywiście liczba minimalna osób ratujących Żydów, wiele nazwisk nie zachowało się (ratowani, a często też ratujący zginęli), pomoc miała też nierzadko charakter doraźny. Nie da się oczywiście powiedzieć, jak chcieliby niektórzy, że to cały naród polski ratował Żydów w czasie wojny – stwierdzenie takie jest nie tylko nieprawdziwe, ale także odziera tych bohaterskich ludzi, którzy rzeczywiście nieśli pomoc ofiarom terroru, z ich wyjątkowości.
Znamy dzisiaj wiele historii osób ratujących, czy to skupionych wokół podziemnej Rady Pomocy „Żegota” czy działających indywidualnie. Kalendarz sprzyja przypomnieniu o rodzinie Ulmów z podkarpackiej Markowej. Józef, jego ciężarna żona Wiktoria i szóstka ich dzieci właśnie 24 marca 1944 r. zostali, po donosie, zamordowani przez Niemców za ukrywanie ośmiorga Żydów w swoim gospodarstwie. Ich historię przypomniano w ostatnich latach, w Markowej powstało muzeum, oni sami zostali beatyfikowani, a data tego wydarzenia obchodzona jest jako Narodowy Dzień Pamięci o Polakach ratujących Żydów. To tylko jedna z historii Sprawiedliwych która przypomina nam o wartości dobra czynionego nawet w najgorszych okolicznościach, wbrew niebezpieczeństwu, z powodu miłości bliźniego.
Tomasz Leszkowicz