Teorie spiskowe w zatrważającym odwróceniu
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wszyscy znamy spiskowe teorie dziejów, które mówią, że światem rządzą prawdziwi Polacy, oczywiście katolicy. To oni dyktują ceny ma światowych giełdach, ustalają wartość złota, a nade wszystko manipulują wszystkim i wszystkimi, by zdominować inne, mniej inteligentne i znacznie biedniejsze nacje i ostatecznie zapanować totalnie nad całym światem. Ostatecznym celem owych działań jest zbudowanie super potężnej Polski, na odwieczne jej przynależnych terenach, obejmujących obszar od morza do morza. Tylko Polska i prawdziwi Polacy są do tego predestynowani poprzez swoje tajne organizacje i zakonspirowane siatki powiązań z globalną finansjerą, kontakty religijne i wstawiennictwo wszystkich świętych, bo tylko Polacy niosą ze sobą niekwestionowane wartości, których brakuje innym narodom, a dzięki którym zbawią oni cały świat, bez względu na to, czy ten świat tego chce, czy nie.

Oczywiście, jako ludzie inteligentni nie wierzymy owym teoriom spiskowym, co nie wyklucza ich popularności, a nawet śmiało można rzec, nieśmiertelności. Czy to znaczy, że tylko ludzie nieinteligentni są wyznawcami religii spiskowych? Można zauważyć wyraźną zależność w tej delikatnej kwestii: im bardziej owe koncepty są absurdalne, niepotwierdzone i po prostu wyssane z palca, tym bardziej zyskują na popularności i sile perswazji. Któż, dla przykładu, może bowiem wątpić w zbawczą misję narodu polskiego? Chyba tylko szaleniec!

Jak wiadomo wiara przenosi góry, a wiara w teorie spiskowe przenosi całe pasma górskie. Pisze o tym w genialny sposób, analizując fenomenalnie ten fenomen, fenomenalny Umberto Eco w swej fenomenalnej powieści Cmentarz w Pradze. Ta znakomita, sensu stricto literacka analiza kreowania koncepcji spisku i spiskujących, wprowadza nas w techniki manipulacji i sterowania powszechną świadomością. Spiskowanie i spiski to rzecz odwieczna, a manipulowanie społeczną świadomością jeszcze starsze, jakkolwiek na drodze swego rozwoju miało różne, raz lepsze, a raz gorsze momenty. Są teorie spiskowe wiecznie żywe i są efemeryczne. Jak pisze Aleksander Kaczorowski w swej recenzji „Cmentarza w Pradze”:

„W tej historii roi się od podwójnych agentów i międzynarodowych szpiegów, hochsztaplerów i plagiatorów, przebiegłych jezuitów i masonów, satanistów w księżowskich sutannach i rosyjskich mistyków w łapciach, koronowanych głów i zamachowców--samobójców, a także całej masy wielbicieli i twórców teorii spiskowych. "Protokoły" - rzekomy dokument opisujący plany osiągnięcia przez Żydów globalnej dominacji - były ulubioną lekturą Adolfa Hitlera i ostatniej rosyjskiej carycy. Henry Ford na własny koszt wydrukował i rozdał pół miliona egzemplarzy. Współcześnie w ich autentyczność wierzą m.in. prezydent Iranu Mahmud Ahmadinedżad, członkowie palestyńskiego Hamasu i terroryści z Al-Kaidy. To lektura obowiązkowa antysemitów nie tylko w krajach arabskich czy w Ameryce Południowej, lecz także w egzotycznej Japonii.

W Europie i Ameryce, które doświadczyły okrucieństw II wojny światowej, już tylko skończeni idioci sięgają po "Protokoły". Na Zachodzie cieszą się wzięciem dzieła w rodzaju "Kodu da Vinci", w którym role szwarccharakterów przypadły członkom katolickiej organizacji Opus Dei. Tym samym historia zatoczyła koło, gdyż negatywnymi bohaterami pierwowzoru "Protokołów" byli jezuici. O czym przypomina w najnowszej powieści "Cmentarz w Pradze" wybitny włoski literaturoznawca i powieściopisarz Umberto Eco. W połowie XIX wieku to właśnie członkom Towarzystwa Jezusowego, powołanego wszak do walki z reformacją i wolnościowymi trendami, przypisywano wszystkie najgorsze cechy i niecne zamiary. Eugeniusz Sue, najpoczytniejszy pisarz francuski pierwszej połowy XIX wieku, trafił w gusta całej postępowej Europy, gdy w powieści "Ludzkie tajemnice"(1849-1856) przedstawił przerażającą wizję spisku jezuitów, mającego na celu zdławienie idei wolności, równości i braterstwa.

Ta wizja tak zachwyciła paryskiego satyryka Maurycego Joly’ego, że ten słowo w słowo przepisał z niej co bardziej malownicze fragmenty i wykorzystał kilka lat później w książce "Rozmowy w piekle między Machiavellim i Monteskiuszem" (1864). Jej negatywnym bohaterem był ówczesny autorytarny władca Francji, cesarz Napoleon III, więc dzieło skonfiskowano, zaś autor spędził kilka lat w więzieniu. Wszystkie egzemplarze książki uległy zniszczeniu. A raczej, jak dowiódł w roku 1921 konstantynopolski korespondent dziennika "The Times" - prawie wszystkie.

Niccolo Machiavelli, autor powszechnie znanej maksymy, że cel uświęca środki, występuje w dziele Joly’ego jako rzecznik wszelkiej maści uzurpatorów, marzących o niepodzielnej władzy. To właśnie obszerne fragmenty jego wypowiedzi, w których tłumaczy, w jaki sposób grupa spiskowców jest w stanie zdestabilizować istniejący system polityczny i gospodarczy i ustanowić na jego gruzach dyktaturę, sprawiły, że kilka egzemplarzy zakazanej książki zachowało się w archiwach francuskiej tajnej policji. Tego rodzaju materiał po odpowiednim spreparowaniu można było przecież wykorzystać przeciwko dowolnej grupie obywateli, przypisując im jego autorstwo. Tak też się stało, ale nie we Francji, lecz w Rosji”.

Mamy zatem koncepcje spiskowe wiecznie żywe, a także efemeryczne i takie, które z pozoru wydają się spiskowe, a w istocie nimi nie są. Jak je rozróżnić i przy okazji nie oszaleć? Nie dysponujemy w tej kwestii, niestety, wyrafinowaniem warsztatu intelektualisty, jakim był Umberto Eco i musimy zrezygnować z literackiej brawury, jaką zaprezentował autor „Cmentarza w Pradze” w śledzeniu technik narodzin i funkcjonowania spisku, jako formy represji umysłowej zadawanej bezboleśnie do wierzenia tym, którym owa wiara wyjaśnia wszystko szybko, łatwo i przyjemnie, dając im błogie poczucie, niezmąconej niczym, jasności wiedzy i poznania.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: