Wiara może przenosić góry, a wiara w teorie spiskowe całe pasma górskie
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

No cóż, żyjemy w ciekawych czasach i o dziwo fakt, że przypadają one na początek XXI wieku w żaden sposób nie przekłada się na zmiany w postrzeganiu świata. Wydawać by się mogło, że - po lądowaniu człowieka na Księżycu, wynalezieniu bomby atomowej, niewiarygodnych postępach w medycynie transplantacyjnej, niewyobrażalnym jeszcze 100 lat temu wydłużeniu ludzkiego życia, przeniesieniu aktywności w rzeczywistość wirtualną, powszechny Internet i dostęp do edukacji i informacji – zmienimy, albo przynajmniej zmodyfikujemy nasze wcześniejsze przekonania, stereotypy, uprzedzenia i przesądy dotyczące tego, co się wokół nas dzieje i czego doświadczamy.

Nic bardziej błędnego. Niezrozumiałym zupełnie upodobaniem człowieka do utrzymywania myślowego status quo i szukania odpowiedzi na nurtujące pytania raczej w spoglądaniu wstecz, aniżeli do przodu, jesteśmy chyba nawet bardziej podatni na wszelkiego typu uproszczenia myślowe, aniżeli nasi przodkowie. Bezprzytomnie kochamy teorie spiskowe i wszystko to, co łatwo, lekko i przyjemnie tłumaczy nam sytuacje niezrozumiałe czy przerażające. Nieważne czy to ma sens, czy też sensu nie ma. Ważne, że daje nam poczucie bezkrytycznego samozadowolenia poprzez ułudne i złudne wrażenie rozjaśnienia tego, co mroczne.

Spiskowe teorie dziejów miały się zawsze dobrze, ale obecnie mają się znacznie lepiej niż dobrze, mają się fantastycznie. Kapitalnie analizuje ten fenomen Umberto Eco w swej błyskotliwej powieści „Cmentarz w Pradze”, która opisuje fenomen jednej z najbardziej śmiercionośnej koncepcji spiskowej zawartej w niewielkiej objętościowo, ale niesłychanie potężnej w swej toksyczności książeczce zatytułowanej „Protokoły Mędrców Syjonu”. Pomijając już fakt, że jest to fałszywka tajnych służb rosyjskich, tekst ten widoczny jest w wielu przemówieniach Hitlera i jest wielokrotnie przytaczany w „Mein Kampf”. Oczywiście nic nie dzieje się samo i nic nie wydarza się przez przypadek. Biali Rosjanie na emigracji w Niemczech i Paryżu walnie przyczynili się do upowszechnienia Protokołów. Pisze o tym szczegółowo Maciej Ruciński w artykule „Rosyjscy współtwórcy nazizmu”.

Zupełnie inaczej o manipulowaniu naszymi emocjami i przekonaniami pisze Jacque Pereti w „Zakulisowych umowach, które zmieniły świat”. Tu nie ma już mowy o jednym tekście, który umiejętnie dystrybuowany powoduje śmierć milionów ludzi, ale o całych sieciach biznesowo-politycznych, które niesłychanie skutecznie manipulują nami w naszej codzienności. Autor nie pozostawia nam złudzeń. Grupy wpływów mają niewyobrażalne możliwości sterowania tym, w jaki sposób postrzegamy wydarzenia, które mają miejsce wokół nas. Jakby tego było mało, manipuluje się nie tylko tym, w jaki sposób myślimy, ale też jak i jakie podejmujemy decyzje. To, czy zagłosujemy tak czy inaczej, czy kupimy ten, czy inny produkt, czy wybierzemy taki, a nie inny sposób postępowania, jest efektem, głównie medialnego, wpływania na nas przez grupy trzymające kasę i władzę. Te dwie kategorie są nierozłączne i to właśnie one stanowią o istocie każdej teorii spiskowej.

Co ciekawe, z jednej strony teorie owe są skrajnie paranoiczne i w oczywisty sposób nacechowane absurdem (idealny przykładem jest koncept mówiący, iż lądowanie człowieka na Księżycu to medialna, polityczna ustawka, służąca Stanom za argument w wyścigu zbrojeń z ZSRR). To jedna strona medalu, ale jest też ta zupełnie odwrotna. Dosyć przerażająca, o której pisze wspomniany Jacques Peretti, a także Niall Ferguson w potężnej pracy zatytułowanej „Rynek i ratusz– o ukrytej sieci powiązań, która rządzi światem”. Przypomnijmy, że Ferguson jest autorem monumentalnej „Cywilizacji” i „Potęgi pieniądza”, co ostatecznie tworzy trylogię, której ideę przewodnią można by skupić w starym, polskim przysłowiu – jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

No cóż, niby wszystko jasne, bo mamy do czynienia z czymś, co jest, a jakby tego nie było, zgodnie z definicją Fergusona, który mówi w swej książce, że najlepsze są takie spiski, które pozornie nie istnieją. UFO nie ma, a przecież jest, Hitlera spalone zwłoki zidentyfikowano, a przecież nadal żyje w Argentynie, a tragedia ataku na World Trade Center to tylko pozornie efekt zamachu terrorystycznego, w istocie stoją za tym elity rządzące.

Tych i wiele innych przykładów tego, co jest, a jakby tego nie było, w kontekście konspiracyjnych matactw, przytacza Nick Redfern w książce „Tajemna historia świata – teorie spiskowe od starożytnych wizyt obcych, po nawy ład światowy”. Tam możemy znaleźć wszystko, co spiskiem pachnie w kapitalnym, historycznym przekroju:

„Oficjalna historia ludzkości – ile z niej to prawda, a ile fikcja? Ile ważnych faktów ona zataja, ile przekłamuje? Czy mamy wierzyć w oficjalne wersje wydarzeń, nawet gdy są sprzeczne z relacjami świadków i dowodami naukowymi? A w ogóle kto tak naprawdę sprawuje dziś nad nami władzę?

Od zarania cywilizacji do XXI wieku, od teorii na temat obcych ingerujących w rozwój starożytnych kultur po nowy ład światowy, autor "Tajemnej historii świata" przedstawia to, co uchodzi za skrupulatnie skrywaną część dziejów. Przygląda się zagadkom z początków rodzaju ludzkiego, spiskom tajnych bractw i stowarzyszeń, lotom UFO, inwigilacji społeczeństw przez współczesne rządy i badaniom nad kontrolą umysłów. Docieka, ile jest prawdy w pogłoskach o tajemniczych czarnych śmigłowcach, bierze pod lupę ustawę Patriot Act, doniesienia o światowej akcji mikroczipowania i rewelacje Snowdena”. (z recenzji wydawnictwa)

Ale co tam Snowden, UFO i katastrofa Challengera, skoro mamy wirusa i do tego koronawirusa. Co się dzieje? Niewyobrażalnie dużo. Mniej więcej co dwa lata jesteśmy bardzo blisko pandemii światowej, bo to SARS, świńska grypa, choroba szalonych krów czy cokolwiek innego sprawia, że świat, za sprawą podkręconych i podnieconych do białości mediów, staje nieomalże na głowie. Wprawdzie więcej, i to zacznie, ludzi umiera w wypadkach zamachowych spowodowanych przez tych, którzy w czasie jazdy tekstują, nie wspominając już o innych, mniej spektakularnych powodach zejścia, takich jak zwykła, stara, dobra grypa, która zbiera nieporównywalnie większe żniwo, i to co roku. Na szczęście duch spiskowania nie ginie i już mamy cały szereg błyskotliwych teorii na ten temat.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: