Wymarzony połów i tygrysek-grubasek
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Z Andrzejem Kulką w świat: Wodospady Wiktorii, rzeka Zambezi, Zimbabwe 

Wysmarowany przeciwsłonecznym blokiem nr 30, stąpam teraz w "crocsach" po kamieniach, a Wellington wskazuje dłonią najbardziej obiecujące miejscówki w tej przepięknej okolicy. Mając już zaliczoną pierwszą rybę-tygrysa, spokojnie zakładam woblerka Lake z firmy Dorado, którego nazywam garbusek trójpalczasty. Też nosi ślady uzębienia na lakierze, gdyż w końcu maja wyjąłem na niego kilka bassów małogębowych z jeziora Michigan w stanie Wisconsin. Między dwoma wysepkami dostrzegam pogłębienie przy kilku wystających z wody głazach i tamże celnie rzucam przynętę... Dwa ruchy korbką i czuję uderzenie w woblerka, mocno przycinam i ryba fika młynki w powietrzu. Dzielnie walczy, ale w końcu ląduje na brzegu. Posiada piękne barwy, około 60 cm długości, w swoim wodnym żywiole szalała, lecz wzięta w dłonie zadziwiająco spokojnie pozuje do zdjęć. To dobrze, bo jej ostre zęby mogą skrzywdzić. W gorącym powietrzu (ok. 40 stopni Celsjusza) nie chcę jej zbyt długo męczyć, sesja fotograficzna trwa tylko minutę. Parę następnych rzutów przynosi drugą pod rząd rybę tygrysią na garbuska, nieco mniejszą, około 45 cm, ale bardzo bojową. Kolejne zdjęcia!

Zupełnie zrelaksowany zmieniam przynętę na sugerowaną przez Wellingtona podwójną blachę wahadłową do złudzenia przypominającą dawnego polskiego gnoma, nr 4, w kolorze czystej miedzi. Spływamy poniżej "czwartej katarakty" do kolejnych zakamarków pośród malowniczych odnóg rozcinających następne wysepki. Znowu wysiadamy, w spokojniejszej i płytkiej wodzie trudniej jest podejść ostrożną rybę, a wahadłem można rzucić daleko penetrując znacznie większy obszar. Dwadzieścia minut "czesania" wody przynosi dwa "tygrysy", co a radość. Z pokładowej lodówki wyjmuję lokalne piwo Zambezi niebiańsko schładzające wysuszone gardło i dochodzę do wniosku, że poprawnie, po polsku ten gatunek winien zwać się rybą tygrysią. Łacińska nazwa naukowa brzmi Hydrocynus vittatus, żyje w wodach Delty Okavango i w rzece Zambezi z jej dużymi jeziorami na terenie Zambii, Zimbabwe, Mozambiku i RPA. Osiąga 28 kilogramów wagi, 105 cm długości i jest bardzo agresywnym drapieżnikiem często polującym stadnie, znanym nawet z chwytania ptaków w locie. Jest mniejszym krewnym Goliata tygrysiego (Hydrocynus golliath), mniej kolorowego, ale za to dochodzącego do półtora metra długości i 50-70 kg wagi, znanym m.in z wód dorzecza Kongo.

Dochodzi jedenasta, Wellington zawraca prowadząc łódź wolno w dół rzeki, informując, że teraz płynąc wzdłuż zambijskiego brzegu będziemy z bliska obrzucać wszystkie kamienne brzegi ciągnąc woblery szybko z nurtem. Przy samych skałach, w miejscach ze wstecznym prądem czyhają największe drapieżniki. Mój guide tutaj właśnie złowił rekordową rybkę ważącą 9 kilogramów. Zmieniam gnoma na Dorado i po chwili mam wściekłe, agresywne branie. Tym razem ryba nie skacze w powietrze, trzyma się mocno blisko dna, aby jednak po chwili poddać się i wylądować w siatce. To mój największy tygrysek-grubasek, waży nieco ponad 4 kilogramy! Zakładam znowu garbuska Lake i szybko wyjmuję dwa następne "tygrysy", w tym najmniejszy swój okaz, tak śliczny, że muszę go uwiecznić na zdjęciu! Zapinam ponownie rapalkę przewodnika z wyśmienitym skutkiem; do południa mam dziewięć ryb tygrysich do ręki, kilka wyjść do przynęty i kilka sztuk wypiętych przy łódce. Takiego rezultatu nie oczekiwałem w najśmielszych marzeniach. Pokazuję Fishmanowi kierunek do domu, siadam wygodnie na fotelu i snuję plany na przyszłość. Prawdopodobnie powrócę tutaj z grupą turystów za rok, ale wtedy zabiorę muchówkę zapewniającą jeszcze mocniejsze wrażenia. Wezmę również blachy obrotowe, miedziane wirówki nr 4, jakie świetnie sprawdzają się m.in. na alaskańskich łososiach. Wiele razy byłem z grupami w Argentynie i południowej Brazylii, gdzie występuje równie atrakcyjna wędkarsko ryba zwana dorado. Nigdy nie miałem czasu, aby ją łowić, ale w 2019? Kto wie. Daleko w świecie, na łódkach w egzotycznych krainach powstają nowe marzenia, oby się spełniły.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Afryki Południowej. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.

 

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: