----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

03 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

Choć wody Wielkich Jezior nie kryją rekinów ani innych morskich drapieżników, to żyją w nich stworzenia zdolne wywrócić ekosystem do góry nogami. Inwazyjne karpie – ryby dorównujące rozmiarami dużemu psu – od dziesięcioleci stanowią poważne zagrożenie dla rodzimej fauny wodnej Środkowego Zachodu Stanów Zjednoczonych. Właśnie ogłoszono jednak przełomowy sukces: w ciągu ostatnich 15 lat służby ochrony środowiska wyłowiły z rzeki Illinois aż 50 milionów funtów tych niechcianych lokatorów. Dla porównania, to mniej więcej tyle, ile ważyłoby 5 000 słoni.

To osiągnięcie jest efektem zakrojonej na szeroką skalę, wielopodmiotowej operacji mającej na celu ochronę rzek i jezior przed gatunkiem, który w tym środowisku po prostu nie powinien się znajdować.

Skąd się wzięły i dlaczego są groźne?

Historia inwazji karpi w Ameryce Północnej sięga lat 60. ubiegłego wieku. Jak podaje Komisja ds. Rybołówstwa Wielkich Jezior, cztery gatunki – karp wielkogłowy, karp srebrzysty, karp czarny i karp trawiasty (nazywane potocznie karpiami azjatyckimi) – zostały sprowadzone do USA jako naturalna pomoc w zwalczaniu szkodników oraz inwazyjnych roślin w sztucznych zbiornikach wodnych, jako alternatywa dla trucizn mogących uszkodzić łańcuch pokarmowy. Zaledwie dekadę później ryby wydostały się na wolność i zaczęły kolonizować kolejne rzeki: Missisipi, Missouri, a w końcu i Illinois.

Skala problemu jest olbrzymia. Każdy z tych gatunków może osiągnąć długość ponad metra i masę przekraczającą 45 kilogramów. Karpie wielkogłowe i srebrzyste żywią się planktonem, trawiasty preferuje rośliny zakorzenione w płytkiej wodzie, a czarny poluje na mięczaki i ślimaki. Ich apetyty mają katastrofalne skutki dla całego łańcucha pokarmowego.

„Pochłaniają tak wiele pokarmu i mogą występować w tak ogromnych ilościach, że drastycznie ograniczają dostępność zasobów dla rodzimych gatunków ryb" – wyjaśniał w 2024 roku Peter Alsip, ekolog z NOAA Great Lakes Environmental Research Lab. Szczególnie niebezpieczny jest karp srebrzysty, który eliminuje fitoplankton i zooplankton stanowiące podstawę wodnego łańcucha pokarmowego. Konsekwencje odczuwają nie tylko ryby – cierpią też połowy komercyjne i wędkarstwo rekreacyjne. Karpie potrafią ponadto wyskakiwać z wody, stanowiąc realne zagrożenie dla wodniaków i kajakarzy.

Bariery elektryczne i odłowy – czyli jak walczy się z karpiem

Działania zmierzające do ograniczenia populacji inwazyjnych karpi trwają od ponad stu lat i obejmują kilka równoległych strategii: masowe odłowy, budowę barier utrudniających migrację oraz stały monitoring.

Program odpowiedzialny za wyłowienie wspomnianych 50 milionów funtów koncentruje się na północnym odcinku rzeki Illinois, w odległości około 80 kilometrów od Jeziora Michigan. Jego głównym celem jest ograniczenie liczebności dorosłych osobników, co ma zmniejszyć ich zdolność rozrodczą i powstrzymać dalszą migrację w górę rzeki. Kluczową rolę odgrywa tu Elektryczna Bariera Dyspersyjna – system rozmieszczony około 60 kilometrów od jeziora, który odstraszającymi impulsami elektrycznymi blokuje rybom dostęp do akwenu. W dolnym biegu rzeki działa z kolei program zachęt finansowych dla rybaków komercyjnych zajmujących się odłowami na odcinku niemal 400 kilometrów.

„Im więcej inwazyjnych karpi usuniemy, tym bardziej ograniczamy ich niszczycielski wpływ i ryzyko przedostania się do Jeziora Michigan" – napisała na swoim profilu Służba ds. Ryb i Dzikiej Przyrody USA. Jak podkreślają urzędnicy, Illinois i kilkadziesiąt organizacji partnerskich wspólnie chronią nie tylko lokalne ekosystemy, ale też regionalną gospodarkę, której ważnym filarem jest rybołówstwo i turystyka wodna.

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor