Yan Lianke – ostatni rozdział Czteroksięgu - Rękopis
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

Jaki jest sens w niekończącym się pchaniu kamienia pod górę? Czy można to jakoś zracjonalizować? Co ta czynność, czy raczej to działanie, ma udowodnić, do czego zmierzać, a nade wszystko, kto lub co za tym stoi?

No właśnie – co to wszystko ma znaczyć? Gdzie kryje się sens wiecznego skazania na absurd istnienia w pozbawionej sensu wędrówce ku szczytowi góry z kamieniem przed sobą?

Zanim zajrzymy w historię mitu o Syzyfie, odwróćmy przebieg toczenia kamienia z tego tradycyjnego, czyli pod górę na ten o kierunku przeciwnym – czyli z góry. Czy ta zmiana ułatwi nam odnalezienie poszukiwanego sensu w historii Syzyfa, czy wręcz przeciwnie, otuli ją jeszcze większą mgłą tajemnicy?

Staczać kamień z góry, zamiast wtaczać go na szczyt – dlaczego nie? Pozornie sytuacja jawi się jako znacznie łatwiejsza dla Syzyfa, w końcu prawo grawitacji wyraźnie działa tu na jego korzyść. Ale nie w ostatnim rozdziale Czteroksięgu Yana Lianke’go. Tu znojny wysiłek wtaczania czy staczania jest identyczny, tożsamy. Nie ma żadnego ułatwienia grawitacyjnego, bo w mitach prawa fizyki przecież nie obowiązują.

Dlaczego Syzyfowi w Czteroksięgu odwrócono bieg wydarzeń i kto to zrobił? Musimy sobie przypomnieć, iż cała ta kultowa i powszechnie znana historia mitologiczna opowiada o karze za nieposłuszeństwo, plotkarstwo i działanie wbrew boskim ustaleniom. Kara jest obezwładniająca w swym perwersyjnym wyrafinowaniu i absurdalności. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że nie daje nadziei. Bezwarunkowo skazuje króla Koryntu na wieczną powtarzalność tej samej czynności. Nic się w tym układzie Syzyf – kamień nie może zmienić. Czasowość zostaje zawieszona. Nie ma otwarcia na nowe, ani powrotu do tego, co stare. Jest tylko to, co teraz w nieskończonej sekwencji powtórzeń, a jeśli nie istnieje możliwość przyszłości czy przeszłości, nie ma mowy o zaistnieniu nadziei, jest tylko absurdalna beznadzieja.

Po drugie – Syzyf dostaje szansę od bogów i mógłby uniknąć kary, ale w rezultacie bosko-ziemskich gierek i zawirowań postanawia uwięzić boga śmierci Thanatosa – co jest niewybaczalne i oczywiście bezwzględnie karalne.

Po trzecie zaś – można oskarżać Syzyfa o małostkowość i brak wyobraźni, ale nie można mu odmówić wspaniałomyślności. Zafundować ludziom poczucie nieśmiertelności, choćby złudne i choćby na jakiś czas – to rzecz niebywała i piękna!

Yan Lianke w magicznie cudowny sposób bierze pod uwagę ową niespójność natury króla Koryntu i uruchamia, a raczej przywraca, bojaźń i oczekiwanie w historii Syzyfa. Wyrywa go z absurdalnej i beznadziejnej, samotnej powtarzalności i wystawia na spotkanie z innym. To zmienia wszystko! Czyli co?

Przede wszystkim relację z bogami (Bogiem), a co najważniejsze daje mu nadzieję na kolejne spotkanie z drugim. Wprawdzie obawia się, że zostanie za to ukarany i ponownie skazany na jakąś inną drogę toczenia kamienia, na przykład w poprzek góry, ale owa trwoga przeradza się w umiejętność tworzenia pozorów.

Biorąc pod uwagę kontekst Czteroksięgu, który jest opowieścią o obozie pracy stworzonym dla reedukowania intelektualistów w czasie Rewolucji Kulturalnej w okresie rządów Mao, ostatni jej rozdział, który jest parafrazą mitu o Syzyfie, zostawia nas w powiewie metaforycznego uogólnienia. Nakłada na czasy paranoi maoistycznej aspekt powszechności. Historia Króla Koryntu w Lianke’owym odwróceniu, pozwala uwierzyć, że z każdego absurdu, nawet tego naznaczonego piętnem wiecznej powtarzalności, jest jakaś droga, czy raczej możliwość, wymknięcia się.

Jak to się dzieje i dlaczego? Żeby znaleźć odpowiedź, musimy zajrzeć do tekstu Rękopisu, czyli ostatniego rozdziału Czteroksięgu:

/(Księga złoczyńców wchodząca w skład Czteroksięgu została wydana w latach osiemdziesiątych XX wieku jako zbiór materiałów źródłowych. Natomiast liczące niemal 500 stron Pradawne rzeczysko ukazało się dopiero w 2002 roku, w zupełnie innych czasach i przeszło praktycznie niezauważone. Jeśli chodzi zaś o Niebiańskie Dziecko - kilka lat temu kupiłem tę książkę w antykwariacie, opublikowaną w Wydawnictwie Ksiąg Klasycznych i Mitów, a w miejscu, gdzie powinno się znajdować nazwisko autora, widniało tylko „utwór anonimowy”. Jedyną niewydaną częścią była nieukończona rozprawa filozoficzna Uczonego, efekt wieloletnich rozmyślań—Nowy mit o Syzyfie. Składa się z trzech rozdziałów i jedenastu podrozdziałów i do dziś nie została wydana z powodu ekscentrycznych i trudno zrozumiałych poglądów Uczonego na temat społeczeństwa. Znalazłem ten rękopis w Narodowym Instytucie Studiów Tekstów Filozoficznych. Lektura wstępu da czytelnikom ogólne wyobrażenie na temat tego dzieła).

Kara wymierzona Syzyfowi przez Boga jest jak wola nieba, w myśl której rok dzieli się na cztery pory. Czas płynie na przód dzień za dniem. Ale są również głosy mówiące, że czas płynie nie w przód, ale w tył, a nadejście jutra i pojutrza to jedynie odsłanianie zastygłych scen ułożonych według planu, tak jak wtedy, gdy się otworzy na ostatniej stronie książeczkę z historyjką obrazkową i kartkuje ją do strony tytułowej. W ten sposób pamiętamy przeszłość, a przyszłość jest dla nas nieznaną prognozą. W tak odwróconym porządku czasu kara Syzyfa stała się jego codziennością, do tego stopnia, że przestał ją traktować jako Bożą zemstę za swoje przewiny. Jesteśmy skonfrontowani z faktem, że Syzyf każdego dnia musi wturlać głaz pod górę i kiedy odpoczywa na szczycie, kamień znów stacza się do podnóża i wraca na swoje dawne miejsce. Następnego ranka Syzyf, spocony i zawieszany, znów wpycha go pod górę. Ten powtarzalny trud, wieczny i nieskończony, przygniata jak góra nasze dusze gapiów stojących z boku./

Czteroksiąg, Yan Lianke, wyd.PIW, 2020, s.148.

Zbyszek Kruczalak