29 maja 2024

Udostępnij znajomym:

„Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy”

(Osip Mandelsztam)

Reportaż Muronga Xuecuna, Śmiertelnie ciche miasto – Historie z Wuhanu, dość drastycznie odziera nas z jakichkolwiek złudzeń dotyczących praw jednostki i mechanizmów państwa demokratycznego, rzecz jasna jeśli jakieś jeszcze mamy, wobec współczesnych Chin. Rzeczywistość tego totalitarnego państwa, nawet ubranego w złudny kostium wolnego rynku, odsyła nas do, genialnie nakreślonego przez Orwella, konstruktu totalnej inwigilacji i manipulacji.

Xuecun pokazuje wydarzenia roku 2019, gdy w wielomilionowym Wuhan wybucha pandemia spowodowana, nieznanym wtedy, wirusem. Apokaliptyczne sytuacje bezradności państwa wobec sytuacji zagrożenia życia wielu milionów ludzi poznajemy z perspektywy indywidualnych postaci, które zbiegiem różnych okoliczności, znalazły się wtedy w epicentrum zarazy. Zabieg ten nadaje z jednej strony reportażowi Xuecuna niesamowicie intymny wymiar, ale jednocześnie, dzięki temu, pokazuje tragiczny wymiar nieudolnych działań administracji centralnej i lokalnej w jak najszerszym, państwowym i krajowym wymiarze.

Śmiertelnie ciche miasto to reportaż o pierwszych tygodniach pandemii w Wuhanie opowiedziany z perspektywy zwykłych ludzi. Lekarza z pierwszej linii frontu. Sprzątaczki w głównym szpitalu miejskim, bezpośrednio obserwującej narastanie grozy. Aktywistki próbującej ujawniać skalę zaniedbań rządu. Wolontariuszy przybywających do Wuhanu wbrew nasilającej się inwigilacji. Wreszcie obywateli, którzy całe życie podporządkowali władzy, a w obliczu pandemii zrozumieli, że zastawiono na nich pułapkę” (z noty redakcyjnej).

Co bardzo orwellowskie i bardzo kafkowskie, po raz kolejny okazuje się, że najistotniejsza dla dyktatur wszelkiego autoramentu jest kontrola nad językiem. To tu skupia się największa uwaga rządzących. Informacja o czymkolwiek musi być przefiltrowana instytucjonalnie i podawana tak do wiadomości, aby służyć tylko i wyłącznie partii i budowaniu jej wizerunku – los ludzi, zwykłych obywateli nie ma w procesie konstruowania informacji żadnego znaczenia. Gdyby natychmiast wzięto pod uwagę opinię lekarzy, którzy hospitalizowali pierwszych pacjentów z koronawirusem i podjęto odpowiednie kroki w odizolowaniu ich od reszty zarażonych, rozprzestrzenianie się szczepu Covid-19 miałoby kompletnie inny przebieg – ale wzięła górę ideologia i propaganda nieomylności partii, która spowodowała, że pandemia stałą się faktem ogólnoświatowym. Wystarczyło przeformułować parę zdań i wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, szczególnie tragiczna była początkowa, rządowa informacja, iż wirus nie przenosi się z człowieka na człowieka. Konsekwencje tego kłamstwa były niewyobrażalne.

Orwell pisze w Roku 1984 o myślozbrodni – czyli o kontroli totalnej, która obejmuje wszystko, nawet myślenie obywateli. Ta konieczność wszechobecnej cenzury koncentruje się przede wszystkim na języku:

„Prowadząc z nią rozmowy uzmysłowił sobie, jak nietrudno jest udawać wierność ideologii, o której nie ma się bladego pojęcia. I rzeczywiście partyjny światopogląd najłatwiej dawał się wpoić ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby go mogli pojąć. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalała im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich - nie strawione - niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka”.

Stąd też wręcz obsesyjna obawa jakiejkolwiek tyranii przed słowem, które może otworzyć obywateli na inny, niż propagandowy, sposób postrzegania rzeczywistości.

Pisze o tym Liao Yiwu we wstrząsającym reportażu „Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu”.

„Jak bardzo jeden wiersz może wpłynąć na czyjeś życie? W przypadku Liao Yiwu bardzo. Gdyby nie ten jeden wiersz, prawdopodobnie uniknąłby wielu cierpień, ale też nie stałby się tym, kim jest obecnie – najsłynniejszym korespondentem z wojny, jaką zwykli ludzie od dziesięcioleci prowadzą z Komunistyczną Partią Chin”. (fragment recenzji wydawniczej)

Przyjrzyjmy się fragmentom tekstu wiersza „Masakra”, który „Liao napisał cztery godziny przed masakrą 4 czerwca i który przyczynił się do jego zguby. To lament żałobny, powódź obrazów;

/W imieniu matek dusić dzieci!

W imieniu dzieci gwałcić ojców!

W Imieniu żon mordować mężów!

W imieniu mieszkańców wysadzać miasta!

Żołnierze natomiast ‘wycierają wojskowe buty spódnicami martwych dziewcząt’. I nieustannie, niczym refren, powraca:

Strzelać! Strzelać! Strzelać! Co za rozkosz, co za rozkosz!

Przebijać czaszki!

Przypiekać skalpy!

Niech tryska posoka.

Tryskają dusze.

Ta elegia jest napisana – powinno się właściwie powiedzieć: wykrzyczana – w panicznym imperatywie, w rozkazującym tonie niemocy. […]

Masakra dokonuje się w trzech światach.

Dokonuje się w skrzydłach ptaków, brzuchach ryb,

drobnym pyle/ (s. 15/16).

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż historia Liao Yiwu jest swoistym powtórzeniem historii, wprawdzie z innego totalitaryzmu i innej epoki, ale która w swej istocie skupia całą swą moc w roli języka, szczególnie języka poezji. Aż trudno uwierzyć, że wszelkiej maści dyktatorzy obawiają się mocy, jaka może skrywać się w wierszu – a jednak! Mowa o obezwładniającym w swym tragizmie losie Osipa Mandelsztama, naznaczonym śmiertelnie wierszem „Epigram na Stalina”. Prześledźmy tekst tego utworu, z powodu którego autor został skazany na śmierć w sowieckim łagrze:

Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,
A w półsłówkach, półrozmówkach naszych
Cień górala kremlowskiego straszy.
Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.
Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.
I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś.
Listopad 1933

(przekład Stanisław Barańczak)

Mandelsztam został skazany na zsyłkę do łagru dwukrotnie. „Zmarł w łagrze tranzytowym Wtoraja Rieczka pod Władywostokiem w drodze na Kołymę. Jako oficjalną przyczynę śmierci podano zawał serca. Wszyscy zastrzeleni umierali na zawał serca. Ciało złożono we wspólnej mogile” (za: strumienie.eu).

Co łączy te dwa teksty? Niezwykła moc poetyckiej frazy odsłaniająca hipokryzję i okrucieństwo totalitarnej tyranii w paru dosłownie wersach – i być może właśnie ta porażająca skrótowość i kondensacja opisu, stanowiły istotę represji, jakie spadły na obydwu autorów:

zestawmy dwa krótkie fragmenty z cytowanych już wierszy. Pierwszy z Masakry:

„Strzelać! Strzelać! Strzelać! Co za rozkosz, co za rozkosz!
Przebijać czaszki!
Przypiekać skalpy!
Niech tryska posoka.
Tryskają dusze”

I parę wersów z „Epigramu”:

„I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś”

Tylko parę słów i jakie konsekwencje! Cztery lata w chińskim więzieniu, śmierć w sowieckim łagrze. Wszystko przez szczególnie i wyjątkowo uporządkowane słowa, które w innym układzie mogłyby im dać splendory – ale Liao Yiwu i Osip Mandelsztam postanowili te słowa uporządkować w zgodzie ze sobą.

Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, za:
Śmiertelnie ciche miasto. Historie z Wuhanu, Murong Xuecun, wyd. Czarne, 2024, s. 242.

Za jeden wiersz, cztery lata w chińskim więzieniu, Liao Yiwu, wyd. Czarne, 2017, s. 478.

Rok 1984, George Orwell, wyd. Rebis, 2023, s. 352.

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

----- Reklama -----

Crystal Care of Illinois

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor