Zabójcze święta
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Jak to zabójcze? No tak to, ale w tym pierwszym, podstawowym znaczeniu. „Takiej książki na polskim rynku jeszcze nie było! Ból się rodzi…”

Mgła, niesamowicie gęsta, zatrważająco nieprzenikniona otacza wszystko grubą warstwą. Niemożliwością jest jakiekolwiek rozpoznanie najbliższego nawet otoczenia. Wszystko wokół nas znika. Jest tylko biała zawiesina, prawie nieruchoma, której przybywa coraz więcej i więcej. Skąd się bierze i dlaczego pojawia się nagle i tak samo nagle znika? Jesteśmy w niej, ale jakby już nas nie było. Wciąga nas i pochłania. Nie potrafimy się jej oprzeć. Żadnym sposobem nie możemy uniknąć tego zassania w białość. Przerażające i poza naszą kontrolą. Coś, czego zdarza się nam dotknąć w snach. Potem budzimy się zlani potem z przerażenia. Ale to nie jest sen. Mgła wciąga nas w sam środek leśnej polany i tam już kompletnie tracimy możliwość kierowania naszym ciałem. Zupełny bezwład. Jesteśmy kompletnie bezsilni.

Czyje to doświadczenie, gdzie miało miejsce i w jakim celu zostaliśmy wrzuceni w ten obezwładniający koszmar senny, który nie jest snem, ale też nie jest jawą?

Pierwsze opowiadanie z cyklu „Zabójcze święta” nosi tytuł „Puszwajbla”. Grzegorz Kapla napisał tekst niesamowity. Rzecz jasna chodzi tu o ten pierwotny zakres znaczeniowy tego słowa, a nie o później nadpisane nad nim sensy. Ta niesamowitość ma dosłowny i ukryty wymiar. Nie możemy wprost uwierzyć, że to, co widzimy i czujemy naprawdę się wydarza, a przecież to ma miejsce!!! To się dzieje!!!

Wyjeżdżamy na święta do lasu. Do położonej na ustroniu leśniczówki, spodziewając się cudownie kojącego odpoczynku w leśnej głuszy. Święta spędzone z daleka od zgiełku, w ogłuszającej ciszy nocnego lasu i mroźnego, słonecznego, jaskrawego w ostrym słońcu, śnieżnego dnia. Czyż nie jest to pragnienie każdego z nas, tak popularne, że aż banalne do bólu. Święta w zaśnieżonych górach, w samym środku, prawie dziewiczego jeszcze, lasu. Cudo! Ale czy naprawdę? Okazuje się, że owszem, ale niezupełnie.

Grzegorz Kapla stworzył coś cudnego ze zlepku kryminały, horroru, opowiadania obyczajowego, baśni i mitu. Zatrważająca, magiczna i horrorystyczna opowieść, która jak owa mgła, wciąga nas bez litości w otchłań wydarzeń.

Podobnie zresztą dzieje się w innym opowiadaniu z tegoż tomu zatytułowanego „Zabójcze święta” w opracowaniu i ze wstępem Rafała Bielskiego. Tym razem mamy stół, a nie mgłę i to ten właśnie przedmiot kreuje całą historię, nastrój i napięcie. Ponieważ jednakowoż stół, jako taki, nie jest niczym innym, a jedynie przedmiotem, nie może napędzać sam w sobie, albo raczej sam sobą, akcji – no chyba, że jest stołem do specjalnych zadań, przedmiotem znacznie, a nawet zasadniczo, wykraczającymi poza atrybuty innych przedmiotów w tym zbiorze. Cóż w nim takiego unikalnego, iż posłużył Arturowi Urbanowiczowi do wykreowania historii zatytułowanej „Dodatkowe nakrycie”? No cóż – stół stołowi nierówny. Jeden okrągły, inny podłużny czy owalny, na jednej, trzech czy czterech nogach. Może być niski, wysoki rozkładany, wąski albo szeroki. Opcji jest naprawdę bardzo wiele. Wszystko jednakowoż nabiera dopiero mocy, gdy dowiadujemy się w sklepie meblowym, jakie drzewo dało drewno na ów stół. A jakie ono było? Musiało być niezwykłe, skoro stół z niego zrobiony stał się centrum opowieści. Możemy tu zdradzić małą część owej niezwykłości. To było drzewo wisielców!!! „Dodatkowe nakrycie” trzyma nas w ryzach historii wydawałoby się dość banalnej, ale nic z tego. Zawirowanie wigilijne sprawia, że wrażenie cudowności i magii świątecznej, owszem jest urocze, ale może być nadzwyczajnie złudne.

Ta ułuda i świąteczny blichtr rozsypują się też, i to raczej drastycznie, w opowiadaniu Małgorzaty Rogali „Podarunek”. Cudownie jest dostawać prezenty, jeszcze cudowniej jest je rozpakowywać, a najcudowniej jest czuć się obdarowanym. Naprawdę? Chyba nie zawsze i na pewno nie dla każdego, a już z całą pewnością nie dla Macieja, który podarował żonie prezent, którego nie podarował. Zdarza się i to chyba nie tylko w opowiadaniu zamieszczonym w tomie „Zabójcze święta”. Podarunek, który dostała jego żona – ale to nie on jej go podarował, mimo że był od niego. Paradoks? Może, ale chyba bardziej brak wyobraźni. No cóż, życie może być, i chyba jednak jest, zapętlone w swych komplikacjach rodzinno-towarzysko-przyjacielskich w sposób niebywały, ale co byśmy mieli za kryminalne historie bez tego zapętlenia? Już nie mgła, nie stół, ale piękny, kosztowny pierścionek babci – cóż za historia – i to w samą wigilię!!!

Kapitalny zbiór dziesięciu opowiadań świątecznych zamieszczonych w tomie „Zabójcze święta” to efekt pracy młodych, polskich „kryminalistów”, których na szczęście mamy coraz więcej i więcej. Paulina Świst, Magda Stachula, Małgorzata Rogala, K.N. Haner, Adrian Bednarek, Artur Urbanowicz, Alek Rogoziński, Grzegorz Kapla, Jacek Ostrowski, Joanna Jodełka – wciągają nas w świąteczny nastrój, opowiadając historie, w których i owszem, jest choinka, są prezenty, jest wigilia, ale jest też w nich moc, która raczej nie truchleje.

„Byłeś w tym roku grzeczny czy nie? Los i tak cię dopadnie!
Gdy pojawia się pierwsza gwiazdka na niebie, w kuchni czuć zapach przygotowanych potraw, a za oknem spadają leniwie płatki białego śniegu… zło czai się na każdym kroku. Gdy wszyscy siadają do stołu, gdzieś w oddali słychać głośny krzyk. Dźwięk łamanego opłatka zagłusza pękanie kości. Czy na pewno w tym roku czekasz na spóźnionego wędrowca?

10 polskich pisarzy opowie ci świąteczne historie, po których już nic nigdy nie będzie takie samo. Groza, kryminał, seks, sensacja i horror. To wszystko doprawione szczyptą poczucia humoru, gęstą kroplą morderczej żądzy, garścią krwawych opowieści i odrobiną psychopatycznego nastroju”. (z recenzji wydawnictwa)

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak