Ach, prezenty…
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Nadszedł czas, gdy większość z nas zaczyna wysyłać swym bliskim sygnały dotyczące preferowanych upominków świątecznych. Dzieci to mają łatwo, bo na wielkiej kartce napiszą co chcą, przyczepią to do lodówki, ewentualnie lustra w łazience, albo piekarnika, jak ma to miejsce u nas w domu, i już.

Sprytne są, te dzieci, niby piszą do Mikołaja, ale tak, by przeczytali to rodzice. Te dzieci, które ze względu na wiek lub lenistwo dorosłych jeszcze nie piszą, mogą pytać o każdą literkę. Na przykład „mamo, jak się pisze iPhone?”, „tato, xbox to przez x czy eks?”. Sprawa załatwiona, bo nic później wywieszać i wysyłać już nie muszą.

Problem tylko w tym, że w listach do Mikołaja z roku na rok widoczna jest eskalacja żądań. Już najmłodszym nie wystarczą edukacyjne zabawki, nie ucieszą proste, miłe i przyjazne gry, książki i pluszaki. Musi mieć to kilka układów scalonych, kilometr kabli, chodzić i mówić. No cóż, rodzicu, nie narzekaj, tylko do sklepu marsz!

Czasami pojawiają się poprawki. Mój już kilka tygodni temu stworzył listę marzeń. Z dumą muszę przyznać, że nie było tam niespotykanych i nieprzyzwoitych jak na kilkulatka wymagań. Ale coś mu nie pasowało. Nie pasowało i już.

Myślał, zastanawiał się, patrzył z prawej, z lewej, z poziomu podłogi. W końcu obok słowa „czekolada” dopisał „wielka”. Oczywiście upewniając się u dorosłych co do pisowni. Skończył dzieło i zadowolony odłożył flamaster.

Kilka minut później przybiegł i przejętym głosem przypomniał, by pamiętać o kupnie mleka i ciasteczek dla Mikołaja. „Mogą być Oreo” – zasugerował.

Dorośli mają znacznie gorzej. Trzeba to robić tak, by nie było zbyt oczywiste, ale jednocześnie na tyle jasne, by nawet najbardziej oporny współdomownik załapał. Od razu uprzedzam, pozostawianie otwartych katalogów na wierzchu nic nie daje. Może w czasach, gdy Sears był symbolem zakupów i w ogóle katalogi znajdowały się jeszcze w użyciu. Dziś są natychmiast uprzątane, jeszcze dostaje się za robienie bałaganu.

Można wspomnieć, że gdzieś tam u kogoś lub w jakimś sklepie widziało się fajną rzecz. Ale to szybko umyka z pamięci innych, bo chwilę potem pojawiają się zawsze inne tematy.  

Stworzyć można listę marzeń w internecie, ale to ryzykowne, bo jak raz przeniesiemy się ze świątecznymi zakupami w internet, nie będzie powrotu. Nigdy już nie zobaczymy wystrojonego świątecznie sklepu, choinki pod dach i tłumów, wielkich tłumów oszalałych ludzi.

Najlepsza jest informacja bezpośrednia: Widzisz to? Chcę na Gwiazdkę.

Można ewentualnie kupić samemu i poprosić o zwrot kosztów. Też działa. Widziałem już taką akcję. U znajomych.

Dla mężczyzn okres przedświąteczny jest podwójnie stresujący. Obserwują oni bowiem kobiety, które już od miesiąca poukładane mają w jakimś kącie dziesiątki większych i mniejszych prezentów choinkowych. Dla najbliższych, dla nieco dalszych, dla całkiem nieznajomych i jeszcze kilka na wszelki wypadek. Ładne, kolorowe, ze wstążeczkami i kokardkami. Do tego w każdym pudełeczku jest coś innego!!!

My? My na dwa dni przed Bożym Narodzeniem wpadamy w panikę. Przesyłka internetowa nie dojdzie na czas, więc pędzimy do najbliższego centrum sklepowego, gdzie próbując zaparkować dostajemy pierwszych objawów zawału. Potem przedzieramy się przez tłumy kompletnie nierozumiejących naszej sytuacji ludzi, usilnie starających się nie dopuścić nas do wybranego stoiska. Zaczynamy opadać z sił, w ostatniej chwili chwytając pierwszą napotkaną rzecz i modląc się, iż przypadnie ona do gustu obdarowanej osobie. Najgorsze jest to, że we własnych oczach w zakupy wkładamy mnóstwo wysiłku i staramy się, by wyszło jak najlepiej, a potem jest jak zawsze.

Kiedy jakoś uporamy się już z kupnem właściwych upominków, przychodzi najtrudniejszy moment. Ładnie to zapakować. Czyli ukryć zakup w kolorowym papierze. Niektórzy posiadają wrodzoną umiejętność pakowania prezentów. Zużywają dokładnie tyle papieru i taśmy, ile potrzeba, a zapakowane przedmioty zachowują swój kształt. Pozostałym jest trudniej, więc pod choinką lądują półokrągłe, pomięte pakunki, które po rozpakowaniu okazują się np. pudełkiem z butami. Szanując modną ostatnio poprawność polityczną nie chcę wskazywać konkretnej płci, która ma z tym problemy. Więc panowie, umówmy się, że to nie o nas...

Mówi się nam, że okres świąt Bożego Narodzenia to nie tylko prezenty. Są one wręcz nieistotne, kiedy się nad tym zastanowimy. Ale nie wyobrażam sobie bez nich choinki i samych świąt. Poza tym, spróbujmy to wytłumaczyć najmłodszym. Zwłaszcza tym, którzy godzinami pisali list do Mikołaja.

Cały ten okres jest nieco zwariowany, szybki i czasami nieco męczący. Jednak mimo zabiegania, włożonej w przygotowania pracy, sporych wydatków, często smutku wywołanego czyjąś nieobecnością lub wspomnieniami, dzień po świętach żałujemy, że już się skończyły.

Bo Boże Narodzenie to coś więcej niż zwyczaj. Niezależnie kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy, każdego roku w tym właśnie okresie odkrywamy siebie i świat na nowo. Za chwilę będziemy składać sobie tysiące życzeń. Szczerych w większości. Bo zdrowia i powodzenia w życiu nie powinniśmy innym żałować. Osobiście życzę wszystkim niespotykanych zasobów silnej woli, realizacji najdrobniejszych pomysłów i marzeń, a to wszystko niech będzie okraszone radością z najdrobniejszych rzeczy.

Pogodnych Świąt.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.