----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij swoim znajomym:

Afganistan znów jest na ustach całego świata. Wycofanie wojsk amerykańskich z tego kraju, ofensywa talibów, załamanie się dotychczasowego rządu w Kabulu, a także obrazy uciekinierów tłoczących się na lotnisku wstrząsnęły światową opinią publiczną. Afganistan znów okazał się bagnem, które pochłania mocarstwa.

Moim celem nie jest dyskusja nad celowością amerykańskiej interwencji i dwóch dekad militarnego pobytu pod Hindukuszem, ani też przyczyn tak szybkiego załamania się wspieranego przez Waszyngton rządu kabulskiego. Specjaliści wskazują z jednej strony na wewnętrzną słabość afgańskiej administracji i korupcję, z drugiej zaś coraz wyraźniej mówi się o rażących błędach popełnianych przez „budowniczych demokracji” z Zachodu, łącznie z eksploatacyjnym podejściem do uwolnionego spod islamskiej dyktatury kraju. Warto spojrzeć jednak na dramat Afganistanu w perspektywie historycznej – tłumaczy ona dzisiejszą sytuację, dając kontekst obrazkom, które widzimy w telewizji.

Tereny dzisiejszego państwa afgańskiego były od wieków tradycyjnym pomostem pomiędzy dwoma głównymi ośrodkami ciężkości w Azji – ludnymi i bogatymi Indiami i kolebką cywilizacji na Bliskim Wschodzie, z Mezopotamią, Persją, Anatolią i Syrio-Palestyną. Historia przetaczała się przez te ziemię co jakiś czas. Aleksander Wielki w drodze do podboju Hindusów podporządkował sobie tereny afgańskie, które potem orbitowały wokół państwa perskich Sasanidów. W kolejnych wiekach ziemie te stały się częścią arabskiego kalifatu, co przyniosło na te ziemie islam. Średniowiecze i wczesna epoka nowożytna stała w tym regionie pod znakiem ekspansji mongolskiej, która doprowadziła w tym regionie do rządów dynastii Timurydów, a później tzw. Wielkich Mogołów – muzułmanów, którzy podbili niemal cały subkontynent indyjski. Dopiero u schyłku XVIII wieku Afganistan wybił się na jako-taką niepodległość, był jednak państwem słabym i biednym.

Niedługo potem jednak państwo to znalazło się po raz pierwszy w centrum uwagi polityki światowej, i to od razu w roli, którą utrzymuje do dziś – „grobowca imperiów”. W połowie XIX wieku między Wielką Brytanią a Rosją toczyła się typowa mocarstwowa „wielka gra” o kontrolę nad Azją Środkową i Persją. Tereny te miały być kluczem do Indii i Bliskiego Wschodu, z tego też powodu rozgrywały się tam interesy światowych potęg, a co za tym idzie wywiadów i dyplomacji. W latach 1839-1842 toczyła się I wojna afgańsko-brytyjska, w czasie której Europejczycy próbowali osadzić w Kabulu wiernych sobie ludzi. Choć zajęli kraj, powstanie które wybuchło pod koniec 1841 roku i sukcesy afgańskich partyzantów zmusiły ich do wycofania się do Indii. W kolejnych dekadach Brytyjczycy dwukrotnie walczyli z Afgańczykami, nie osiągnęli jednak spektakularnych sukcesów.

W XX wieku historia Afganistanu przyśpieszyła. Królowie, rządzący państwem do 1973 roku, próbowali przeprowadzić reformy na wzór perski, wiążące się z modernizacją i liberalizacją społeczeństwa, co wywoływało konflikty ze środowiskami tradycjonalistycznymi. Później przez kilka lat dyktatorskie rządy sprawował były premier Daud Chan, którego w 1978 roku obaliła lewicowa rewolucja. Zaczął się najbardziej „gorący” okres w dziejach państwa pod Hindukuszem. Walki w obozie władzy doprowadziły do śmierci premiera Nur Mohammada Tarakiego i przejęcia rządów przez Hafizullaha Amina. Jego rządy nie spodobały się jednak Związkowi Radzieckiemu, który w swoim bliskim sąsiedztwie chciał mieć państwa jak najmocniej sobie podporządkowane. W nocy z 24 na 25 grudnia 1979 roku radzieckie oddziały powietrznodesantowe opanowały lotniska w Kabulu i Bagram, a dwa dni później Specnaz zdobył pałac, w którym urzędował Amin i zlikwidował niepokornego przywódcę.

Rozpoczęta w 1979 roku wojna w Afganistanie miała mieć charakter szybkiej i sprawnej kampanii wojskowej, okazała się jednak piekłem. Interwencja pogorszyła sytuację międzynarodową i cofnęła proces odprężenia dekady lat 70. Nowy przywódca afgański, Babrak Karmal, mimo prób bycia politykiem umiarkowanym, nie zdobył sobie poparcia społecznego. Armia Radziecka wysyłała kolejne siły do Kabulu, które toczyły beznadziejną wojnę antypartyzancką z odwołującymi się do islamskiej tradycji bojownikami – mudżahedinami. Ich siły, rekrutowane spośród ludności prowincji i muzułmańskich ochotników z innych państw toczących „świętą wojnę”, przez dekadę nie pozwoliły utwierdzić się władzy komunistycznej. Niebagatelną rolę odegrała w tym pomoc rządów Pakistanu, Egiptu czy Arabii Saudyjskiej, przede wszystkim zaś USA – prezydentowi Ronaldowi Reaganowi zależało na „podgryzaniu” ZSRR i angażowaniu jego wysiłku w Azji Środkowej. Wyhodowana w ten sposób siła później zemściła się na Amerykanach.

W lutym 1989 roku Armia Radziecka wycofała się z Afganistanu, pozostawiając w Kabulu rząd na czele z prezydentem Mohammadem Nadżibullahem. Próbował on prowadzić kompromisową politykę, przechodząc na pozycje islamskie. Państwo było jednak słabe i podatne na konflikty wewnętrzne. Z kolejnej wojny domowej zwycięsko wyszli talibowie – radykalny nurt islamistyczny, wyrosły z szeregów mudżahedińskich. Utworzony w 1996 roku Islamski Emirat Afganistanu okazał się religijną dyktaturą, opartą na prawie szariatu i krwawo tłumiącą inność. Przy okazji zaś okazała się matecznikiem terroryzmu, co po 11 września 2001 roku doprowadziło do amerykańskiej interwencji. Jej skutki wciąż widzimy na własne oczy, obserwując tłumy zrozpaczonych Afgańczyków na lotnisku w Kabulu.

Tomasz Leszkowicz