Brak dostępu!
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Siedzę przy biurku i wpatruję się w cztery wyrazy widoczne na ekranie komputera:

Proszę, wpisz swoje hasło.

Muszę się przyznać, iż próbuję wejść na stronę, którą znam. Tyle, że jakiś czas temu jej właściciel postanowił wzmocnić zabezpieczenia i domagał się nowego, trudniejszego hasła. Posłuchałem, na swoje nieszczęście, i dziś próbując dostać się tam z innego komputera nie jestem w stanie sobie go przypomnieć.

Siedzę więc i próbuję kombinacje różnych znanych mi słów. Widzę jak liczba dostępnych prób zmniejsza się, jeszcze 5, jeszcze 4...

Wszystko to wina kolegi, który lata temu, jeszcze w początkach internetu ostrzegał, bym nie używał jednego hasła w różnych miejscach. No więc mam ich tyle, ile różnych kont.

A że w dzisiejszych czasach konto jest do wszystkiego, to człowiek się gubi nieco, zwłaszcza że wymagają używania do tego celu niemal połowy znaków z klawiatury. Dużych, małych liter, cyfr, łamańców, gwiazdek, etc.

Kiedyś nie było problemu. Można było wkładać tam proste wyrazy, typu marki samochodów lub sprzętu AGD. Cokolwiek się miało w zasięgu oka. Więc jedni jako hasło wpisywali Daichatsu lub Philips. Inni, przez życie zbytnio nie rozpieszczani, Nysa i Unitra. Na przykład.

Dziś to by wyglądało tak: daiChaTsu3127_87349$#!!

Weź i zapamiętaj. Dlatego wcale mnie nie dziwi, że coraz więcej osób tworzy najprostsze hasła dostępu i nie przejmuje się, czy one cokolwiek chronią.

Kolejna próba, znów nieudana. Możliwości wpisania właściwego słowa lub kombinacji znaków pozostały już tylko 3...

Mamy w domu tablet firmy Apple, iPad znaczy, który od wielu miesięcy nikomu do niczego nie służy, bo ktoś zapomniał hasła, po czym próbował milion razy, a teraz to nawet fabryka niewiele może pomóc. Nie ma straty, okazuje się, że iPad do życia nie jest aż tak bardzo potrzebny, jak wydawało się w czasach, gdy działał.

Kiedyś musiałem zmienić hasło w aplikacji bankowej. Zmieniłem telefon i zapomniałem zapisać niezbędne dane. Kiedy próbowałem dokonać zmian urządzenie zaczęło pytać o status imigracyjny, pochodzenie, itp. Oburzyłem się straszliwie, bo choć nie mam nic do ukrycia, to czemu bank pyta mnie o takie rzeczy? Skończyło się na długiej, telefonicznej rozmowie z żywą osobą w tej instytucji finansowej, która pouczała mnie na temat właśnie zmienionego prawa. Zapewniała również, że chodzi wyłącznie o możliwość wyśledzenia zagranicznych kont klienta przez rząd federalny i ewentualnego ściągania przysługujących mu należności. Poddałem się, bo nie ma czego u mnie śledzić, poza tym życie bez tej aplikacji było trudne. Po kilku godzinach udało mi się zmienić hasło.

Kolejna próba i pozostały mi już tylko dwie...

Widziałem kiedyś program zapamiętujący wszystkie kody dostępu. Dobry był, bo pozwalał użytkownikowi zapomnieć wszystko tuż po stworzeniu i wpisaniu w odpowiednie okienko na ekranie, po czym bez większego wysiłku umożliwiał uzyskanie wglądu we wszystkie zabezpieczone miejsca. No tak, ale potrzebował on własnego hasła, które trzeba było zapamiętać, by dostać się do zabezpieczonych innymi stron. Pomysł tylko na pierwszy rzut oka wydał się dobry. Hasło chroniące dostępu do hasła?

Znam człowieka, który do zabezpieczania stron używał nazw palonych aktualnie papierosów. Ponieważ gust i smak co jakiś czas mu się zmieniał, zmieniały się również kody. Aż pewnego dnia rzucił palenie. Po pierwsze nie wypadało, po drugie wpisując nazwę ulubionej paczki chciało mu się wrócić do nałogu, więc zaczął biedak męczyć się i zapamiętywać obce sobie słowa. Data urodzin żony połączona z numerem pierwszego domu w drugim mieście zamieszkania minus 3. Po tygodniu nie wiedział, czy to minus 3 czy plus 3. Po dwóch tygodniach mylił domy. W końcu zapomniał o urodzinach żony.

Przedostatnia próba. Może się uda... jednak nie, pozostała już tylko jedna.

Szybko wstukuję cokolwiek wiedząc, że i tak się nie uda. Postanawiam zmienić kod dostępu i instrukcja na ten temat wpada mi do skrzynki. Zaczynam proces. Wpisuję nową kombinację. Na ekranie pojawia się wiadomość:

- „Hasło musi mieć co najmniej 8 liter”

Wpisuje co innego, ośmioliterowego.

- „Hasło musi składać się z kombinacji liter małych i wielkich”

Zamieniam więc kilka znaków.

- „Hasło musi posiadać co najmniej jeden znak specjalny”

Wciskam na koniec wykrzyknik, bo tylko on przychodzi mi do głowy.

- „Takie hasło już istnieje w systemie”

W tym momencie wyrywa mi się z gardła dźwięk, który płoszy zwierzęta w promieniu kilku mil i wywołuje płacz u dzieci w sąsiednim miasteczku.

Skupiam się jednak i w końcu udaje mi się dostać do środka. Jest jednak już na tyle późno, że nie korzystam z uzyskanego do strony dostępu zostawiając to na następny dzień. Zasypiając już wiem, że następnego dnia nie będę pamiętał tego nowego, pięknego, z trudem stworzonego, cholernego hasła. 

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: