----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij znajomym:

Nienawiść sp. z o.o., Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem

„Dziś gromadki konsumentów mediów demonizują się wzajemnie, nawołują do ognia krzyżowego obostrzeń. Staliśmy się najgorszymi wrogami dla siebie nawzajem, a im dłużej trwają te cykle, tym bardziej autorytarna przyszłość nas czeka.” (s. 197)

Oczy Wielkiego Brata? A może nie-wielkiego-brata? Może patrzą, a może nie patrzą? Może kłamią, a może mówią prawdę? Tak przynajmniej się łudzimy stojąc, albo siedząc, w rozkroku przed komputerem, telefonem czy telewizorem. To rozkroczenie jest rzecz jasna, jakby powiedział Gombrowicz, mistrz paradoksu i drastycznej ironii, trochę nam na rękę, a trochę na nogę. Może tego chcemy, a może się boimy przyznać, że na nas patrzą nieustannie i cały czas, bez chwili wytchnienia?

„Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani Żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między Bytem i Niebytem trzymał” (W. Gombrowicz, Trans-Atlantyk).

Może nam tak dobrze, że dobrze nam tak z medialnymi oczętami niewinnych korporacji medialnych, wpatrującymi się w nas z demonicznym uśmiechem Lucyfera w przebraniu celebryckim i wmawiającymi nam, iż to dla naszego dobra, dla dobra ludzkości, dla budowania relacji bez granic i ograniczeń, dla naszej świetlanej przyszłości – widzimy i słyszymy to, co widzimy i słyszmy. Ale co to jest to TO? I czy rzeczywiście oglądamy i słyszmy to, co przed naszymi oczami i uszami?

Telewizja kłamie! To hasło znamy skądinąd. Z innej epoki, z innego świata, który był orwellowski tradycyjnie, nieomalże swojsko i przaśnie. Nikt nie miał wtedy pojęcia o algorytmizacji naszych zachowań w mediach elektronicznych, bo nikomu się jeszcze one nawet nie śniły. Mało tego, nikt nawet nie przypuszczał, że świat internetu, który dopiero miał wychynąć z mroków tego, który niesie światło, sprawi, że manipulacja informacjami przybierze wymiary, o których Orwellowi się nawet nie marzyło w momentach największego natchnienia i świętej literackiej ekstazy. A jednak się stało i mamy to, co mamy – bajkową, magiczną manipulację w obezwładniającej propagandzie wszystkich mediów do tak zwanej kupy. Każdy nas jakoś w tym szaleństwie dopada, bo każdy chce coś uszczknąć dla siebie. Co chce uszczknąć? Oczywiście trochę kasy, bo wszystko, teraz i zawsze, krąży i rozgrywa się wokół pieniędzy.

Telewizja kłamie i sprawa rozwiązana. Każdy brał w nawias to, co tam się mówiło i pokazywało, a ci, którzy byli poza owym nawiasem, byli społecznie sekowani i marginesowani. Manipulacja była jak swojska kiełbasa. Można ją było zjeść i nic, ale można ją było też wyrzygać, w zależności od dostawcy owego produktu.

Manipulacja mediów w erze internetu, to sprawa programistów pracujących dla binarnej (my kontra oni) rzeczywistości świata tu i teraz. Wiecznie żywy Gombrowicz, gdyby nie umarł, pewnie by nam dał czadu w jakimś kolejnym Trans-Atlantyku punktując nasze upodobanie do może bycia, a może niebycia:

„A płyńcież wy, płyńcież Rodacy do Narodu swego! Płyńcież do Narodu waszego świętego chyba Przeklętego! Płyńcież do Stwora tego św. Ciemnego, co od wieków zdycha a zdechnąć nie może! Płyńcież do Cudaka waszego św., od Natury całej przeklętego, co wciąż się rodzi, a przecież wciąż Nieurodzony! Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani Żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między Bytem i Niebytem trzymał.”

Tekst ów nakłada się jak ulał do zalgorytmizowanej rzeczywistości proletariuszy, a w istocie prekariuszy, wszystkich krajów, którzy już nawet nie potrzebują się łączyć, bo są połączeni, czy tego chcą czy nie, przez platformy społecznościowe i inne grupowe formy kultury życia w cyfrze.

„Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani Żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między Bytem i Niebytem trzymał”. Gombrowicz wielkim pisarzem był – w tym jednym zadaniu ogarnął istotę płynnej rzeczywistości (płyńcież, płyńcież), tajemnych sił rządzących światem (ON), a nade wszystko dotknął clue i istoty tego, co tu i teraz i na wieki, czyli – nicościowania nicości - jak mówi jedna z tytanek intelektu z kraju za wieloma lasami i górami.

Miejmy nadzieję, że Gombrowicz nie naplułby nam w twarz, albo naplułby za to porównanie i łudząc się tak beznadziejnie, spójrzmy jeszcze raz na to zdanie, a szczególnie na jego ostatni człon:

„Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani Żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między Bytem i Niebytem trzymał”.

Między Bytem i Niebytem, czyli gdzie? To akurat wygląda jak kwestia superłatwa, ale nie łatwizna, dla autora Króla Ubu, ale niekoniecznie dla Matta Taibbi’go, którą analizuje w milionie małych kawałków, w książce Nienawiść sp. z o.o., Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem.

Media wszelkie w istocie mają nas za głąbów, którzy zawieszeni gdzieś pomiędzy tym, co jest i tym, co nam się pokazuje (albo mówi), że jest – udają, że kumają tę różnicę. Ale medio-twórcy wiedzą doskonale, że medio-biorcy niczego nie kumają, a nawet jeśli trochę, to nie na tyle, żeby ogarnąć poziom manipulacji tak, by go zracjonalizować. Dlaczego? Bo to nie leży w niczym interesie. A co w tym interesie leży? Oczywiście - tylko i wyłącznie kasa!

„To nie jest dziennikarstwo. To proces marketingowy, zaprojektowany tak, by tworzyć retoryczne uzależnienia i zatrzaskiwać w waszych umysłach wszelkie drzwi niewiodące do konsumpcji. Powstają przez to nie tylko ogniska politycznej zajadłości. Tak tworzą się masy konsumentów mediów wytresowanych do patrzenia tylko w jednym kierunku, jakby ciągnięto ich przez dzieje po szynach, z końskimi klapkami założonymi na oczy, patrzących tylko w jedną stronę. Jak się okazuje, takie dzielenie nas jest dla kogoś użyteczne. Im bardziej podzieleni jesteśmy jako naród, tym bardziej bezsilni politycznie się stajemy. […] Najpierw uczy się nas, byśmy nie wychylali się intelektualnie poza pewne granice. Potem zagarnia nas wszystkich do zagród dla poszczególnych grup demograficznych, rozmieszczonych na różnych parcelach w obrębie dopuszczalnego zakresu myślenia. […] Nienawiść idzie w parze z ignorancją, a my (dziennikarze) w mediach staliśmy się już ekspertami w sprzedaży jednej i drugiej.” (s. 27/28)

Idealną metaforą Taibbi’ego ilustrującą genialne zdanie z Trans-Atlantyku jest zestawienie współczesnego, w ogromnej już mierze elektronicznego, świata mediów i dziennikarstwa z realiami wrestlingu – brzmi paranoicznie? Owszem, ale tylko pozornie. Na czym polega istota walki na ringu dwu przedziwnie poubieranych mięśniaków? Na udawaniu, na budowaniu iluzji, na archetypicznym przegięciu między dobrem a złem, czarnym i białym charakterem, a wszystko to, ku uciesze gawiedzi, żeby sobie miło i kulturalnie spędziła parę chwil w pięknych okolicznościach przyrody:

„Gdyby widzowie nie angażowali się emocjonalnie, mielibyśmy tylko mięśniaków w gaciach rzucających jeden drugim po kątach, bezsensowny show. Obecność tłumu wyjących kibiców nadaje walce autentyczność i moc. Wobec tego wszystko kręci się tu wokół budowania energii tłumu. Bez niej nie byłoby ani łotrów, ani bohaterów.

Rozstrzygnięcie, kiedy mistrz ma przegrać, czy ma dać się upokorzyć, czy stać się draniem, czy coś tam jeszcze, to niełatwa sztuka. Sterowanie tymi procesami to przywilej promotorów, starannie strzeżony branżowy sekret zwany KAYFABE. Złamanie kayfabe, czyli wyjście z roli, ujawnienie, że to teatrzyk, uważa się w wrestlingu za ciężki grzech.

Jak wyjaśnia Bischoff, problem w tym, że w branży wiecznie brakuje autentycznych heelów (tych złych). Nie da się ściągnąć tłumu bez bohaterów, a bohatera nie będzie bez świetnych niemiluchów. Nikt jednak nie chce być tym złym do końca kariery: nie chcą, żeby na nich gwizdali. Ale żeby historia zagrała, musi być bohater negatywny. Trzeba mieć, a przynajmniej odgrywać, te cechy, których publika szczerze nienawidzi. Trzeba być kłamcą, kanciarzem, chytrusem i tchórzem – a kibice muszą w to uwierzyć”. (s.156)

I tu skupia się istota medialnego tu i teraz i zawsze: wykreować iluzję rzeczywistości ku uciesze tych (widzów, wyborców, obywateli), którym się wydaje, że ich wycia i rozkazy, rzeczywiście wpływają na grę toczącą się na ringu. A w istocie:

„Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani Żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między Bytem i Niebytem trzymał”.

Kontynuacja za tydzień

Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, za:
Nienawiść sp. z o.o., Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem, Matt Taibbi, wyd. Czarne, 2020, s.357.

Zbyszek Kruczalak