Dlaczego Yan Lianke wielkim pisarzem jest?
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

Całe szczęście, że mamy Gombrowicza, bo zawsze można spytać, dlaczego Yan Lianke wielkim pisarzem jest? Cóż to jednak znaczy? A jeśli nawet uznany owego pisarza wielkość, to jak ją mierzyć i dlaczego to w ogóle robić? Jednym słowem, jeśli jest wielki to na ile i dlaczego?

Yan Lianke nie dostał Nobla, nie jest tłumaczony na wszystkie języki świata (jakkolwiek mamy go po polsku, po polska sztuka translatorska wielka jest!!!), nie gości na literackich festiwalach i nie udziela się szaleńczo w mediach tradycyjnego i wirtualnego typu. Dlaczego więc wielki jest?

We wstępie do Kronik Eksplozji definiuje termin „mitorealizm” jako ten, który określa charakter jego twórczość. Nie trzeba szczególnej bystrości ducha, żeby spostrzec, że termin ów to połączenie dwu kategorii: mitu i realizmu. Jeśli pierwszy odsyła nas ku temu, co wyobrażone i wykraczające poza „tu i teraz”, to realizm, przez swą naturę nigdzie nas nie odsyła, a wręcz przeciwnie, wrzuca nas w rzeczywistość tego, co „tu i teraz”.

Jak zatem mitorealizm jawi się w jego powieściach? Zadziwiająco! Teksty Lianke wprawiają nas w zadziwienie. Wprowadzają w stupor poznawczy. Jak? Poprzez kreślenie horyzontu świata, w którym dwa plus dwa niekoniecznie równa się cztery. Wrzuca nas w powiew, a raczej wichurę absurdu tak mocną i tak niszczącą, że musimy jakoś w niej się odnaleźć, jakoś ją opanować, żeby przeżyć. Czy można ją zracjonalizować, obezwładnić i ujarzmić? Być może, ale niekoniecznie. To dramatyczne i desperackie przeczucie najwidoczniej jawi się w nierealnościach balansujących na granicy mitu, magii – jednym słowem rzeczywistości odrealnionej. Widać to niezwykle ostro w Kronikach Eksplozji, gdzie dzieją się rzeczy z pogranicza jawy i snu: drzewa zakwitają w zimie, kury znoszą gęsie jaja, najmłodszy z Kongów odczytuje proroczy almanach niczym Melquiades w Macondo, a odtworzenie wietnamskiej wioski z czasów wojny z USA w sercu Chin to drobnostka.

Mitorealizm to kategoria, która doskonale pomaga w interpretacji wszystkich teksów Yana Lianke, bo wszystkie one są w jakiś sposób opowieścią o tym, co istnieje w specyficznie chiński sposób. Co to znaczy? Lianke wyjaśnia ten fenomen wprost:

„…mamy dziś w Chinach nierzeczywistą rzeczywistość, nieistniejące istnienie, niemożliwe możliwe. Świat, w którym rządzą dziwne prawidłowości, niewidzialne i nienamacalne. Nową logikę i nowy rozsądek. Stan, który można określić jako mitorealność. Owa mitorealność początkowo budziła w Chińczykach zdziwienie i zasiewała wątpliwości, potem stałą się codziennością, do której powoli przywykli, aż w końcu całkowicie na nią zobojętnieli, akceptują ją, a nawet identyfikują się z nią”. (Kroniki, s.6/7)

Nie jest to jednakowoż „nierzeczywista rzeczywistość”, którą znamy ze Stu lat samotności, którą to powieść Lianke przywołuje razem z tekstami Kafki, pisząc o mitorealizmie. Marquez stworzył bowiem coś na kształt traktatu filozoficznego o świecie, który jest, a jakby go nie było. Macondo zmierza do samounicestwienia, ale zanim to nastąpi dzieją się przed nami cuda i potworności świata specyficznie przynależne kulturze Ameryki Łacińskiej – znacząco zeuropeizowanej i jednocześnie wyjątkowo oryginalnej i unikalnej u swych prekolumbijskich korzeniach.

„Z biegiem lat można zaobserwować rozpad wioski, zgodny z rozpadem więzi nie tylko w rodzinie Buendía, lecz wśród wszystkich jej mieszkańców. Samotność jest jednak dla Márqueza nie tylko pojęciem natury politycznej i swego rodzaju porażką w kontaktach międzyludzkich – ma ona również charakter fizyczny”. (za: D. Wysoczyńska, w: Filozofia a filologia”)

Lianke to Chiny, kultura stara jak świat i niezwykle egoistyczna. Chińczycy są jedyni i niepowtarzalni, są wyjątkowi – tylko oni i nic poza nimi się nie liczy. Chiny to Państwo Środka i tym samym środek świata – co możemy zobaczyć gołym okiem nie tylko wokół nas, ale i na sobie.

„Każdy, kto nie miał szczęścia urodzić się Chińczykiem, jest obcym diabłem. […] w głębi duszy mieszkańcy Państwa Środka wiele lat po tym, jak pozbyli się dynastii i Synów Niebios (cesarzy), nadal wierzą, że tkwią w jądrze wszechrzeczy”. (za: Zhu Song, w: Przewodnik ksenofoba, Chińczycy)

Lianke przywołuje Marqueza i Kafkę konstruując termin mitorealizmu i czyni to, rzecz jasna, nie bez kozery. Kafka i Marquez są istotną częścią świata wyobrażonego w powieściach Lianke. Często nie bezpośrednio, bo przecież by dotknąć absurdu nie trzeba przemierzać korytarzy i pokoi klaustrofobicznego Zamku z koszmaru sennego. Ale równie często mamy do czynienia z podobieństwami zbyt uderzającymi identycznością, by zrodzić jakiekolwiek wątpliwości, co do ich natury. Wielomiesięczna susza w Śnie wioski Ding, to odwrócenie pory nieustanie padającego deszczu w Stu latach samotności, podobnie jak obraz unicestwienia i kompletnej dezintegracji Macondo i wioski Ding.

„Już w tytule dzieła Marquez zawarł trzy najważniejsze kwestie filozoficzne, a więc samotność, czas i przemijanie. Zagłębiając się w fabułę powieści, zauważamy obecność innych motywów: miłości, winy i kary, grzechu, wojny i pokoju. Dlatego też Sto lat samotności bywa nazywane traktatem filozoficznym”. (za: D. Wysoczyńska, w: Filozofia a filologia”)

Teksty Lianke to również swoisty traktat, tyle że filozoficzno-teologiczny, co jest obezwładniającym doświadczeniem przy czytaniu Czteroksięgu. Mamy tu bowiem nie tylko trzy istotne dla Marqueza kategorie: samotność, czas i przemijanie, ale też absolutnie fundamentalne dla chrześcijaństwa symbole: ukrzyżowania, ostatniej wieczerzy i kultu Maryi.

„Wieloznaczność Czteroksięgu wynika też z przyjętej formy narracji. Lianke prowadzi ją w trzech oddzielnych dziennikach, nie ułożonych w żaden zwarty sposób. Raz przytoczy fragment relacji pierwszoosobowej Dziecka, by za chwilę przenieść się do opowieści Pisarza. Całość wieńczy traktat filozoficzny Nowy Mit Syzyfa, który w oryginalny sposób dotyka mitologicznej kwestii nieustającej pracy i przeznaczenia. Choć wszystkie elementy pasują tu do siebie idealnie, a efekt synergii osiąga niesamowite rozmiary […]” (za: P. Biegajski, w: Mechaniczna kulturacja).

Zbyszek Kruczalak