----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

22 września 2025

Udostępnij znajomym:

Relacje polsko-rosyjskie, czy szerzej – całego NATO z Federacją Rosyjską – są mimo prób zaklinania rzeczywistości bardzo napięte. Ostatnim przejawem tego zjawiska były incydenty naruszenia przestrzeni powietrznej Polski i Estonii przez statki powietrzne z Rosji. Świat wraca, a może już dawno wrócił, do zimnowojennych realiów obecnych od końca lat czterdziestych do końca lat osiemdziesiątych.

Media światowe zaczynają regularnie informować o rosyjskich wtargnięciach w przestrzeń nad państwami NATO. W nocy z 9 na 10 września z terenu Białorusi nad Polskę wleciało kilkanaście bezzałogowców. Wydarzenie to towarzyszyło ogromnemu nalotowi rosyjskiemu na terytorium Ukrainy i mogło sprawiać wrażenie przypadku, część komentatorów zwraca jednak uwagę na szczegóły świadczące o celowości działania. Pojedyncze wtargnięcia rakiet lub dronów zdarzały się już od pewnego czasu, tu skala była jednak o wiele większa. Stąd decyzja wojskowa o zestrzeleniu części intruzów, m.in. przez sojusznicze (holenderskie) myśliwce F-35. Kilka dni później doszło do wlecenia myśliwców Rosjan w obszar powietrzny Estonii – zgodnie ze standardową procedurą w powietrze wzbiły się NATO-owskie maszyny strzegące estońskiej przestrzeni powietrznej (państwa bałtyckie nie posiadają własnego lotnictwa) i dokonały tzw. przechwycenia, a więc pojawienia się obok naruszających i odpędzenia ich poza naruszaną strefę powietrzną.

Tego rodzaju incydenty są w większym lub mniejszym stopniu codziennością na flance wschodniej NATO. Działania takie mają różne cele – z punktu widzenia wojskowego to okazja do sprawdzenia, jak potencjalny przeciwnik reaguje na różne zagrożenia, jakich sił używa, by im przeciwdziałać, co robi na wieść o naruszeniu. Rosjanie od dawna zakładają, że działania zbrojne prowadzić można nie tylko na pełną skalę (tak jak dzisiaj w Ukrainie), ale także poniżej tak zwanego progu wojny, a więc w taki sposób, który nie uruchamia reakcji sojuszniczych czy mobilizacji. Według niektórych ekspertów, wtargnięcie dronów nad Polskę miało być też okazją do rozpoznania przez specjalistyczne systemy elektroniczne sposobu alarmowego działania polskiego i sojuszniczego lotnictwa. Z perspektywy politycznej to oczywiście element wojny nerwów i drażnienia się Putina z Zachodem – Rosja jest jak klasowy łobuz, który małymi krokami irytuje inne osoby, by je ośmieszyć, zdenerwować i pokazać, jaki sam jest ważny.

Patrząc na problem w szerszej perspektywie, dostrzec można coraz bardziej widoczne podobieństwa dzisiejszych sytuacji do tych, które rozgrywały się w epoce tzw. zimnej wojny, czyli rywalizacji pomiędzy USA i ZSRR w okresie po II wojnie światowej. Obydwa państwa od końca lat czterdziestych dysponowały bronią jądrową, co oznaczałoby, że w przypadku wybuchu bezpośredniej wojny mogłaby ona eskalować do poziomu starcia pochłaniającego nie tylko miliony ofiar, ale także niszczącego życie na ziemi. Stąd właśnie pojęcie zimnej wojny stało się synonimem konfliktu i wzajemnego podgryzania się przez dwie wrogie strony fundamentalnego sporu ideologiczno-politycznego bez formalnego i praktycznego wypowiadania wojny.

Wskazać można szereg elementów charakterystycznych dla zimnowojennej rywalizacji. Jednym z najważniejszych były tzw. wojny zastępcze (proxy wars), w których to jedno z supermocarstw walczyło z państwem wspieranym przez drugie, tudzież do wojny przystępowały dwa państwa popierane i zasilane środkami, bronią, ekspertami przez Amerykanów lub Sowietów. Najbardziej znanymi wojnami tego typu była oczywiście druga wojna wietnamska, w której od połowy lat sześćdziesiątych do początku lat siedemdziesiątych brały bezpośredni udział Stany Zjednoczone (a pośrednio – dużo wcześniej), a także wojna w Afganistanie, toczona od 1979 r., od czasu radzieckiej interwencji w tym państwie. Ale taka „zastępczość” była w wielu przypadkach jasno widoczna – któraś z walczących stron miała zwykle protektora w Moskwie lub Waszyngtonie, przez co druga w naturalny sposób szukała poparcia po alternatywnej stronie żelaznej kurtyny. Przykładem może być chociażby tzw. wojna sześciodniowa na Bliskim Wschodzie w 1967 r., w czasie której Izrael rozgromił państwa arabskie – w społeczeństwie polskim pojawiły się wówczas sympatie dla zwycięzcy, który miał pokonać „ich”, czyli proradzieckich, Arabów.

Zimna wojna to także czas niezliczonych incydentów granicznych i wojskowych, rozgrywających się czy to na miejscu najważniejszego rozgraniczenia „dwóch światów” w Niemczech, ale też na morzach lub w powietrzu. Najsłynniejsze napięcie zimnowojenne miało miejsce w październiku 1961 r., w czasie drugiego kryzysu berlińskiego, wywołanego decyzją o budowie muru oddzielającego wschodnią i zachodnią część miasta. Na przejściu między obydwoma strefami, tzw. Checkpoint Charlie, pojawiły się wówczas radzieckie i amerykańskie wozy pancerne, które przez dłuższy czas w pozostawały naprzeciw siebie w gotowości do rozpoczęcia walki. We wrześniu 1983 r. radzieckie myśliwce, przez pomyłkę, zestrzeliły południowokoreański samolot pasażerski uznany za maszynę szpiegowską, zabijając 269 osób.

Niestety, dzisiejsze napięcia, wywołane agresywną polityką putinowskiej Rosji, prowadzą do powrotu tamtych zimnowojennych realiów. Incydenty wojskowe, wzajemne prężenie muskułów, stan napięcia międzynarodowego – to wszystko sprawia, że przypominamy sobie o wydawałoby się zapomnianym już czasie, gdy zamiast pokoju i międzynarodowego dialogu świat szykował się na ryzyko atomowej zagłady.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor