Dorosły, ale czy dojrzały?
----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Jak można określić moment, w którym kończy się młodość i zaczyna dojrzałość? Czy jest to jakaś dokładna data, taka sama dla każdego z nas? A może to moment, gdy porzucamy dziecięce zabawy i zaczynamy zajmować się poważnymi sprawami. Nawet jeśli w opinii innych nie powinniśmy tego robić?

Według prawa tego kraju pełnoletniość osiągamy wraz z ukończeniem 18. roku życia. Wtedy możemy zaciągnąć pożyczkę, zginąć na wojnie, wstąpić w związek małżeński i decydować o sobie. Do pewnego stopnia, oczywiście.

Pić wciąż jeszcze nie możemy, bo na tyle społeczeństwo nam nie ufa. To dopiero od 21 lat, choć w niektórych stanach w towarzystwie starszego opiekuna można wcześniej (Wisconsin). Czy w takim razie wraz z pierwszym legalnym drinkiem alkoholowym uzyskujemy dojrzałość? Chyba wciąż nie, bo w niektórych stanach musimy czekać kolejne 3 lata, by wypożyczyć samochód.

Dopiero w wieku 25 lat możemy starać się o miejsce w Izbie Reprezentantów. Ale jeszcze nie w Senacie. Tam przyjmują tylko po trzydziestce. Jeśli komuś marzy się prezydentura, to po spełnieniu wymogu urodzin w USA musi jeszcze upewnić się, że od tego naszego przyjścia na świat minęło co najmniej 35 lat...

Wiemy doskonale, iż poza dojrzałością fizyczną wiek niczego nie gwarantuje. Bywa często, że na osiągnięcie dojrzałości emocjonalnej długo się czeka. Czasami nie przychodzi ona nigdy. Zróbcie test, zapytajcie najbliższych, czy przekroczyliście tę granicę Pewnie co druga osoba wzniesie wzrok do nieba i szeptem, choć z uśmiechem, powie: mam nadzieję, że to już niedługo.

Poza tym dzieciństwo i młodość od dorosłości niewiele się różni. Mamy tylko inne przyczyny tych samych problemów. Wcześniej spadliśmy z drzewa lub trzepaka, naderwaliśmy mięsień skacząc i biegając za piłką, przez nieuwagę spadliśmy z łóżka. Jako dorośli też odnosimy ciężkie kontuzje, gdy za długo siedzimy, mocniej kichniemy, lub zbyt długo leżymy. Ba, niekontrolowane ziewnięcie może spowodować wizytę w szpitalu.

Dorosłość i dojrzałość niekoniecznie oznaczają to samo. Można więc być dorosłym będąc niedojrzałym. To częsta kombinacja. Występuje u wielu z nas. Jestem zdania, że młodość w dużym stopniu zostawiamy za sobą wraz ze śmiercią bliskiej osoby lub narodzinami potomka. Nic później nie jest już takie samo, następuje przewartościowanie wielu składowych elementów życia.

Brytyjscy naukowcy po żmudnych badaniach doszli do wniosku, że dopiero po 30. roku życia nabieramy dorosłych cech osobniczych. Podobno wcześniej zachodzące w mózgu zmiany świadczą o niedojrzałości. Dlatego najgłupsze pomysły mamy przed 30-tką, dlatego niemal wszystkie nałogi mają swe korzenie w pierwszych 3 dekadach naszego życia. Poza tym zwykle tak około 30-tki zaczynamy z niepokojem zauważać, iż upodabniamy się do swoich rodziców. To nie żart. Ponad połowa kobiet biorących udział w badaniu poświęconemu temu zagadnieniu przyznała, iż w wieku 33 lat zaczynają zachowywać się jak ich matki, przestając tym samym imprezować, łamać zasady i generalnie buntować się przeciw... własnym matkom. Mało tego, często oglądają podobne programy w telewizji, podobnie gotują, używają tych samych określeń i słów.

Mężczyźni zamieniają się w swych ojców tylko troszeczkę później, po 34 roku życia. Naukowo dowiedziono, iż podzielamy ich poglądy polityczne, gust dotyczący urody kobiecej, sposób wychowania dzieci.

Czy moment przeobrażenia się we własnych rodziców należy uznać za dorosłość? Może... A może moment, gdy zauważamy, iż nasze decyzje mają jakieś konsekwencje lub gdy stajemy się niezależni finansowo?

No więc pijemy alkohol, walczymy na wojnie, staramy się o miejsce w Kongresie, mamy własne dzieci, zarabiamy, wydajemy i zachowujemy się jak nasi rodzice. Czy już jesteśmy dorośli?

Niektórzy twierdzą, że wciąż jeszcze nie. Według tych mądrali dorosłość pojawia się w momencie, gdy zaczynamy narzekać na młodzież. Na jej zachowanie, ubiór, rodzaj słuchanej muzyki, zwyczaje, itd. Nasza niechęć świadczy o silnym wstrzymaniu procesów poznawczych i potrzeby zmian. Będąc młodym wiemy, że zmiany są dobre. Będąc dorosłym, boimy się ich jak ognia. Natomiast kiedy użyjemy słów „Za moich czasów”, albo „Jak byłem w tym wieku”, to już możemy sobie dołek kopać. Jesteśmy na ostatnim etapie i dorosłości nie widać już nawet we wstecznym lusterku.

Wiemy więc, że określony wiek nie czyni nas ani dorosłymi, ani dojrzałymi. Musi wystąpić jeszcze dojrzałość emocjonalna, psychiczna oraz społeczna. Według tej definicji niewielu z nas, wręcz nieliczni, może powiedzieć o sobie, że na pewno jest dorosłym. Osobiście nigdy bym się na to nie odważył, bo wciąż bywam impulsywny jak nastolatek, ciągle potrafię zareagować złością na niepowodzenia, szukać winy tam, gdzie jej nie ma. To, że zdaję sobie z tego sprawę – zwykle później - wcale mnie nie usprawiedliwia. Nie czyni też podobno w pełni dojrzałym.

To jak określić tę granicę? Nie wiem i tak naprawdę wie mało kto. Wydaje mi się jednak, że rację mają ci, którzy mówią, że dojrzały to ten, który nie robi tego, co chce, a to, co uważa za w danym momencie słuszne. No i tu zaczynamy kolejny temat…

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.