----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

Czy propaganda to manipulacja, a jeśli tak, to na ile? Jak mają się do siebie te dwie kategorie robienia nam wody z mózgu i wprowadzania w obieg treści ważnych dla trzymających władzę po to, by mogła tę władzę trzymać jak najdłużej?

Słowo „propaganda” przeniknęło do języków europejskich z języka łacińskiego. Jak wskazuje Krzysztof Szymanek, termin propagare zapożyczony został z dziedziny ogrodnictwa i oznaczał: „krzewić” lub „zaszczepiać”. Sam rzeczownik „propaganda” został oficjalnie użyty już w XVII wieku w nazwie instytucji kościelnej powołanej w celu krzewienia wiary katolickiej wśród ludów pogańskich – Sacra Congregatio de Propaganda Fide. […] Założono, iż obejmuje ono (pojęcie propagandy): systematyczne, jednostronne, zinstytucjonalizowane, realizowane przy wykorzystaniu metod perswazyjnych i manipulacyjnych oddziaływanie emocjonalno-intelektualne na świadomość jednostek lub grup społecznych, ukierunkowane na podtrzymanie albo modyfikację ich postaw lub zachowań, zgodnie z interesami dysponentów propagandy. (za: Mateusz Bartoszewicz, Teorie propagandy w obliczu algorytmizacji internetowego komunikowania społecznego, w: Kultura Współczesna 1(104)/2019)

Mamy zatem jasność w relacjach określających funkcje manipulacji w propagandzie, która, o dziwo, towarzyszy nam od zawsze, jakkolwiek ostatnimi czasy przyjęła tak wyrafinowane formy cyfrowe - nie umniejszając w żaden sposób starożytnym Grekom i ich oratorskim manipulacjom – iż nie jesteśmy w stanie określić, czy to już manipulacja, czy jeszcze nie. Czy znajdujemy się w centrum propagandowego zawirowania i celowych działań tych, którzy mają mnóstwo, ale chcą jeszcze więcej, czy tylko tak nam się wydaje? Pisze o tym Matt Taibbi w dość niezwykłej i bardzo osobistej mieszance reportażu, eseju i wspomnień, zatytułowanej Nienawiść sp. z o.o.- Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem. Gardzić? Dlaczego? Propagandowe manipulowanie było zawsze i w każdej kulturze. Zawsze ktoś, kogoś chciał uwieść, żeby zastosować elegancki i poetycki termin w stosunku do czynności raczej mało uroczej, bo oscylującej wokół oszustwa, fałszu i intrygi, a to przecież tylko trzy z ogromnej ilość synonimów przynależnych manipulacji, a skoro manipulacji, to również propagandzie.

Jak wyjaśnia Taibbi, co nie jest niestety szczególnie odkrywcze, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i nie jest inaczej w kontekście mediów wszelkiego rodzaju, od tradycyjnych po elektroniczne. Najistotniejszym motorem ukrytej manipulacji algorytmicznej jest kasa – i to kasa ogromna! Jak to się robi?

„Ktoś wrzeszczy: Ej, widziałeś, co te cholerne lewaki dziś zrobiły? Choć tu, w ten zaułek. Nienawidzisz lewactwa, więc skręcasz w zaułek. Po drodze do tej historii masz witrynę oferującą samobieżne wózki sklepowe i inwestycje z złoto (nadchodzi krach – nawet ten miliarder tak twierdzi!) […] To nie jest dziennikarstwo. To proces marketingowy, zaprojektowany tak, by tworzyć retoryczne uzależnienia i zatrzaskiwać w waszych umysłach wszelkie drzwi niewiodące do konsumpcji. Powstają przez to nie tylko ogniska politycznej zajadłości. Tak tworzą się masy konsumentów mediów wytresowanych do patrzenia tylko w jednym kierunku, jakby ciągnięto ich przez dzieje po szynach, z końskimi klapkami założonymi na oczy, patrzących tylko w jedną stronę. Jak się okazuje, takie dzielenie nas jest dla kogoś użyteczne. Im bardziej podzieleni jesteśmy jako naród, tym bardziej bezsilni politycznie się stajemy. […] Najpierw uczy się nas, byśmy nie wychylali się intelektualnie poza pewne granice. Potem zagarnia nas wszystkich do zagród dla poszczególnych grup demograficznych, rozmieszczonych na różnych parcelach w obrębie dopuszczalnego zakresu myślenia. […] Nienawiść idzie w parze z ignorancją, a my (dziennikarze) w mediach staliśmy się już ekspertami w sprzedaży jednej i drugiej.” (s. 27/28)

Potem zostaje jeszcze podkręcanie podziałów w wyłącznie dwubiegunowym świecie (my, dobrzy – oni, źli), nadmuchiwanie spiskowych teorii dziejów, które jakkolwiek tragicznie głupie, są wiecznie żywe, tak jak i głupota, wyciąganie na światło dzienne wszelakich stereotypów, zamykanie świata w bezrefleksyjnym przekonaniu, że tylko moja wizja rzeczywistości jest tą właściwą, a z innymi to najwyżej na drzewo, i mamy idealnego użytkownika portali społecznościowych, telewizji od Sasa da Lasa czy jakichkolwiek innych przekaźników informacyjnych. Dlaczego tak jest? Bo wszystkim rządzi kasa, której podporządkowane są media, politycy, dziennikarze i cały korporacyjny układ bez granic. Taibbi pisze:

„Odkryliśmy, że możemy sprzedawać nienawiść, a im jadowitsza retoryka, tym lepiej. Służy to również ważniejszym celom politycznym. Dopóki społeczeństwo zajęte jest wzajemną nienawiścią i nie kieruje swego gniewu przeciwko bardziej złożonym procesom finansowym i politycznym dziejącym się z dala od obiektywów kamer, ryzyko czegoś w rodzaju powszechnego powstania jest znikome”. (Nienawiść…, s. 51)

Dlaczego to, co pisze Matt Taibbi jest ważne? Przecież to nic nowego ani odkrywczego. Jedną z odpowiedzi na istotność tez Taibbi’ego jest powieść Jeanine Cummins, Amerykański brud. Tekst kompletnie fikcyjny, który opowiada historię właścicielki księgarni z Mexico City, która musi uciekać na dachach pociągów zwanych bestiami przed okrucieństwem kartelu narkotykowego. Z osoby prowadzącej komfortowe, wyrafinowane życie, w parę chwil przeistacza się, bo nie ma innego wyjścia, w kogoś, kto jest nikim i nikogo nie obchodzi – w migrantkę, kobietę zdecydowaną na wszystko, byle uciec przed śmiercią z rąk „sicarios” i uratować siebie i swego syna. Ale ta ucieczka naznaczona jest tym wszystkim, czego chce uniknąć: śmiercią pod kołami pociągów, gwałtami, kradzieżami, głodem, brakiem jakichkolwiek praw i nieustannym strachem.

Jak postrzegamy emigrantów, a w szczególności migrantów, poprzez przekaz, który serwują nam media i jak manipulują naszym myśleniem o ich drodze ku „el norte”? Oczywiście tylko i wyłącznie dwubiegunowo, oni źli, my dobrzy, i co najistotniejsze, ów obraz musi przynosić korzyści polityczne, musi by zyskowny.

Jak pisze Matt Taibbi o takim przekazie medialnym: „cokolwiek by to było, naszym zadaniem (dziennikarzy) jest zrobić z tego treść, szybko stosując następujący algorytm:

ZŁE WYDARZENIE
Czy da się o nie oskarżyć przeciwnika politycznego?
TAK (zajmujemy się tematem)
NIE (nie zajmujemy się tematem)” (s. 59)

Jeśli przypomnimy sobie poruszające reportaże Óscara Martineza, zebrane w tomie Bestia - O ludziach, którzy nikogo nie obchodzą, to już sam tytuł uzmysławia skalę propagandowej manipulacji. „Zajmiemy się tematem” jeśli może przynieść nam profity, jeśli nie, co nas to obchodzi.

Wymiar emigranckiej czy migranckiej drogi, naznaczonej przez koszmar ucieczki, nie nakłada się jedynie na losy tych, którzy uciekają przed biedą i okrutną brutalnością świata Meksyku czy Ameryki Środkowej. Grażyna Skoczeń przytacza w zbiorze opowiadań Ten kolor miał zapach niebieski parę historii, które z fikcją nie mają nic wspólnego i tym samym są jeszcze bardziej przekonującym dowodem na to, iż żyjemy w świecie ułudy, myśląc, że losy innych to nie jest nasza opowieść. Nic bardziej błędnego. Nie trzeba być Latynoską, by podróżować pod ciężarówką tylko po to, by dostać się przez Meksyk, do Polski, a potem do Stanów przez Kanadę.

„A teraz leżała na deskach owiniętych starą szmatą pod wielką ciężarówką, trzymała mamę za rękę i czekała aż to się skończy.” (s.81/82)

To historia matki, która zrobi wszytko, by odzyskać swoje dziecko. Taka determinacja jest wspólna tej, która w fikcyjnym Amerykański brudzie, układa się w pełną intensywnego napięcia, akcję. Ten sam motyw powraca w jeszcze bardziej niezwykłym układzie Polska, Stany, Egipt w opowiadaniu Porwanie.

Migracje i emigracje są idealnym tematem do manipulowania. Można na nim budować propagandę strachu przed innym, obcym, który powinien napawać nas obawą przed chorobami, utratą naszych „benefitów” i innymi zagrożeniami, jakie niesie ze sobą ten, który przebył długą i niebezpieczną drogę od czegoś, ku czemuś innemu. Ale to tylko jedna strona medalu. Można przecież użyć emigranta/migranta jako symbolu nieudolności, albo udolności w propagandzie uzależnionej od opcji politycznej czy społecznej. Dlaczego? Bo jest to doskonały temat do zrobienia ogromnych pieniędzy w mediach. Jak pisze Taibbi:

Jeśli chcecie przewidzieć, jakiego typu historie o wybieralności zobaczycie w roku wyborczym, spójrzcie na pulę kandydatów i sprawdźcie, za kim stoją duże pieniądze z lobbingu i reklam. (s.142) […] jak w filmowej fantastycznej dystopii pewne prawdy wielkiej wagi o naszym społeczeństwie są ujawniane dopiero wtedy, gdy zdarzy się nieszczęście – na przykład kiedy uderzy huragan”. (s. 113)

Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, za:
Amerykański brud, Jeanine Cummins, wyd. NieZwykle 2020, s. 460.
Nienawiść sp. z o.o., Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem, Matt Taibbi, wyd. Czarne, 2020, s.357.
Ten zapach miał kolor niebieski, Grażyna Skoczeń, wyd. Press & Media, 2020, s.240.

Zbyszek Kruczalak