Jak to jest być Polakiem?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Tak strawestowane zdanie Thomasa Nagela - które w oryginalnym brzmieniu odnosi się do nietoperza i przesuwa poznanie ze zredukowanego jedynie do połączeń neuronowych na otwarte interpretacyjne pojęcie osoby – pozwala nam trochę inaczej spojrzeć na sytuację Polaka zanurzonego w historii. Co kryje się w pytaniu – jak to jest być Polakiem? Idąc śladem Nagela trzeba by powiedzieć, że nie potrafimy tego stwierdzić. Może to zrobić tylko ktoś indywidualnie i ferować jakieś odpowiedzi tylko o sobie, cała reszta to sfera domysłów.

Można jednocześnie podejrzewać, że jest w tym „byciu” pomieszczona kategoria „wydawania się”. Niczego nie można twierdzić na pewno, czy z pewnością, bo w byciu Polakiem nic nie jest zdefiniowane ostatecznie. Gombrowicz byłby zachwycony taką definicją, ale rzecz jasna uznałby ją za skrajnie głupią i nieadekwatną do rzeczywistości, czego dowód dał w Transatlantyku, w którym postaciom wydaje się raczej nic niż coś. Odpływając jednakowoż w inne rejony polskich doświadczeń, trudno pozbyć się wrażenia, że polskie wydawanie się ma często dosyć drastyczne realizacje i znacznie sprawniej prowadzi do tragedii, aniżeli do radosnych spełnień.

Metafora polskiego piekła, czy piekiełka jest nadzwyczajnie dobrze osadzona w kontekście pytania o to, jak to jest być Polakiem. Przypomnijmy tylko, że polskie piekiełko to:

  • synonim zazdrości, zawiści połączonej z ciągłym narzekaniem, apatią, brakiem jakiejkolwiek inicjatywy,
  • prywata, działanie poza prawem,
  • pojmowanie „patriotyzmu” pod własną korzyść,
  • brak zdolności działania „ponad podziałami”, wypracowania ogólnego konsensu, kompromisu,
  • nieumiejętność konstruktywnej dyskusji, warcholstwo, kłótliwość

Ale to tylko jedna strona medalu, a jest tych stron w wersji polskiej znacznie więcej niż dwie. Jakim cudem? Na przykład cudem romantycznego przekonania o prometejskim posłannictwie narodu i jego mesjańskiej roli w Europie, co naturalnie znajduje potwierdzenie od Grunwaldu poprzez Wiedeń aż do Cudu nad Wisłą, a co można stwierdzić jasno w niejasnym przekonaniu, iż „my, Polacy, złote ptacy” przetrwaliśmy w legendzie - stworzonej i rozpowszechnianej przez nas samych - jako ludzie szlachetni, dumni, o wielkiej odwadze i czułym sercu, kochający dzieci i zwierzęta, a zwłaszcza konie”.(za: E. Szumańsla, Legenda, w: Tygodnik Powszechny).

Można więc zaryzykować pewien układ zależności, który kryje się za pytaniem „jak to jest być Polakiem?”, a na który składają się takie kategorie, jak: legenda, piekło, ptactwo i konie. Nie jest to zbiór zamknięty. Każdy z nas może na zasadzie „wydawania się” dodać od siebie coś swojego, coś, co jemu się indywidualnie, jednostkowo, wydaje. Możliwości są nieskończone i intrygujące.

Warto w ich poszukiwaniu zajrzeć do książek Sławomira Kopra, w których pisze, iż piekiełko, czy raczej piekło polskiego Londynu w latach drugiej wojny, można traktować, jako metaforę relacji polsko-polskich w ogóle. Przypomina o sprawach żenujących, skandalicznych i potwornych, a których autorami byli ludzie władzy II Rzeczpospolitej. Jest czymś niebywale trywialnym i banalnym twierdzić, że historia się powtarza i to, co było, niewiele różni się od tego, co jest, aczkolwiek w rozdziale zatytułowanym „Profesor Stanisław Kot” (Polskie piekiełko, s.95), czytamy:

/Najbardziej znienawidzoną postacią polskiej emigracji okazał się profesor Stanisław Kot, minister bez teki w rządzie Sikorskiego. Szara eminencja rządu generała i zwolennik rozliczeń z przeszłością wytwarzał chorobliwą atmosferę nienawiści. Cała energię kierował na sprawy personalne, nie przejmując się specjalnie wiarygodnością swoich oskarżeń:

„Dla profesora Kota – pisał Mackiewicz – którym zresztą, moim zdaniem, powinien nie zajmować się prokurator, lecz raczej lekarz, oskarżyć kogoś, że jest szpiegiem niemieckim, ukradł sto tysięcy dolarów czy walizkę z ubraniem, było niewinną drobnostką./

W najnowszej swej książce „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją” i wcześniejszych: „Tajemnice Marszałka Śmigłego-Rydza. Bohater, tchórz czy zdrajca”, „Mity polskiego września 1939”, czy „Miłość w Powstaniu Warszawskim” możemy znaleźć zupełnie niebywałe wydarzenia, postaci i sytuacje, które z pewnością ułatwią nam znalezienie odpowiedzi na pytanie „jak to jest być Polakiem” i to nie jednej, a bardzo wielu, zgodnie z założeniem, że polska moneta ma zdecydowanie więcej, aniżeli tylko jedną stronę.

Dosyć drastycznie widać to w „Miłości w Powstaniu Warszawskim”. Powstanie 44 to chyba najbardziej lustrzane odbicie tego wszystkiego, co stanowi o kategorii „wydawania się” w kontekście pytania o to, jak to jest być Polakiem. Jednym z nas wydaje się, że to rzecz heroiczna i wspaniała, innym że fatalna i tragiczna w skutkach, jeszcze innym jawi się jako niewybaczalna pomyłka i gra żałosnych polityków polskiego Londynu. 

/Po pierwszych godzinach walki zapanowało poczucie klęski i kompletny chaos – przy braku łączności oddziały z Żoliborza wyszły w nocy do Kampinosu, gdy te z Kampinosu szły na Żoliborz. A te z Mokotowa i Ochoty wyszły do lasów Kabackich i Chojnowskich – sądząc, że powstanie w centrum miasta upadło” – napisał w znakomitym eseju „»Burza« a Powstanie Warszawskie” dr Andrzej Chmielarz, jeden z najrzetelniejszych badaczy polskiego państwa podziemnego. W świetle jego badań łącznie, tylko tego pierwszego dnia walki poległo lub zostało rozstrzelanych 2 tys. powstańców, a 5 tys. żołnierzy opuściło miasto i wyszło do lasu. Ludzie byli przekonani, że powstanie już upadło. Niepowodzeniem zakończyła się próba opanowania przez powstańców najważniejszych strategicznie punktów miasta: mostów, lotnisk, arterii przelotowych, dworców czy niemieckich koszar i magazynów broni. Buńczuczne wezwanie gen. Grzegorza Pełczyńskiego z ostatniej przed powstaniem odprawy Komendy Głównej Armii Krajowej skierowane do dowódcy powstania gen. Antoniego Chruściela „Montera”, by nie narzekać na brak broni, bo broń się zdobywa na wrogu, już tego pierwszego dnia walki wydało się niewykonalne. Zresztą, jak się niebawem miało okazać, to nie brak broni stał się najważniejszym problemem powstańców, a głównie brak amunicji, której już nie sposób było zdobywać na wrogu/. (za: D. Baliszewski, Akcja Zemsta)

Jak to jest być Polakiem? Wydaje się, że to znaczy być za, a nawet przeciw.

Zbyszek Kruczalak

Udostępnij swoim znajomym: