Jak to się stało?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

To zdaje się Słonimski, a może Wańkowicz, uważał, że aby napisać felieton trzeba się na coś wściec.

Czyli - trzeba się z jakiegoś powodu bardzo zdenerwować. Oburzyć.

Ja się ostatnio wściekłam czytając w wiadomościach z Polski o rzeczniku praw dziecka, który publicznie twierdził, że edukatorzy /chyba mu chodziło o nauczycieli albo wychowawców/ wyłuskują spośród uczniów dzieci zaniedbane, opuszczone, rozchwiane emocjonalnie i dają im tabletki, które mają zmieniać płeć.

Czy tu trzeba coś wyjaśniać? Może jednak. Więc - zmiana płci to nie ból głowy, czy katar, które się leczy tabletkami bez recepty. To po pierwsze, a po drugie - po kiego grzyba zmieniać tym opuszczonym dzieciom płeć? Po co ktoś miałby to robić? Czy zmiana płci miała poprawić sytuację tych dzieci?

Nawet nie chce mi się z tym niedo-rzecznikiem dyskutować. Nawet szkoda czasu na szukanie argumentów.

Zastanawiam się natomiast nad czymś innym - jak to się stało, że tyle głupstwa dookoła, że tylu głupców bez cienia zażenowania głosi publicznie swoje głupstwa. Jak to się stało, że ludzie już się nie wstydzą niewiedzy, nie wstydzą się okazać głupkami, nawet się swoja głupotą popisują, szczycą, chlubią. Kiedy to się wdarło do dyskursu publicznego, jak się wspięło na mównice, na łamy /gazet/ katedry /uniwersytetu/. Dlaczego?

Dlatego, że my wszyscy na to pozwoliliśmy. Tak jak pozwalamy, żeby ten rzecznik był nadal rzecznikiem. Urzędnikiem państwa. Za nasze pieniądze. I nie boimy się o dzieci?

Po zamachach z 11 września 2001 roku, kiedy jeszcze na niebie nie było samolotów, jechałam w Chicago samochodem i jak większość z nas, słuchałam radia. Pan profesor, pan autorytet, pan osobistość, światowiec i intelektualista nadawał korespondencję z Polski. I z przejęciem donosił, że jedna z ogólnopolskich stacji radiowych wystąpiła w kraju nad Wisłą z bardzo wartościową i jakże na czasie inicjatywą. Ucha nadstawiam, co też takiego fajnego się tam dzieje. I co słyszę? Pan Szanowany i Podejmowany i często-w -Chicago goszczony mówił mniej więcej tak: Proszę Państwa to radio zrobiło, w tej sytuacji, rzecz najlepszą, najcenniejszą. To radio rozpoczęło nadawanie w Polsce w odcinkach powieści "W pustyni i w puszczy." Tak, proszę Państwa, to bardzo cenna inicjatywa, bo my Polacy, proszę Państwa, z terrorystami arabskimi mamy do czynienia od czasów Stasia i Nel!

Ameryka została zaatakowana w sposób niewyobrażalny. My musimy mieć w tym swój udział. Jak ta koza, co podstawia nogę, gdy konie podkuwają. Taka była logika Korespondenta, Profesora zresztą i kawalera różnych odznaczeń? Przyjeżdżał potem wiele razy do Chicago, zapytał go ktoś, co mu odbiło? Wątpię.

Inny wielki autorytet moralny, światowej sławy uczony, profesor wspaniałego uniwersytetu, też wielokrotnie tu do Ameryki zapraszany, wysłuchiwany z uwielbieniem walnął kiedyś ni mniej ni więcej tylko takie cudo: działo się też nie za długo po zamachach i nasz Profesor opowiadał o swojej podróży po Ameryce. Był tu i tam i w końcu także w Nowym Jorku, na miejscu po wieżowcach. I zwierzył się, że rozmawiał tam ze strażakami, z polskimi strażakami: "bo tak to jest proszę Państwa, że się ciągle w Ameryce Polaków wykorzystuje do takich prac". Jednym słowem wykorzystuje się Polaków do bycia strażakami. I już jest swojsko, my Polacy biedne ofiary ogólnoświatowego wykorzystywania, życie i zdrowie oddajemy i tak dalej, i wszyscy juz się czują szczęśliwi... Potem jeszcze wielokrotnie ten wybitny polski intelektualista tu bywał, wykłady wygłaszał, Rodaków w patriotyzmie i wartościach chrześcijańskich umacniał. Wyjaśnił mu ktoś , co trzeba w USA zrobić, żeby być strażakiem? Wątpię.

A jeśli sięgnąć pamięcią jeszcze dalej, to przypomina mi się taki autor książek chętnie w Chicago rozprowadzanych, zapraszany tu, goszczony, wychwalany. Opisywał biedaczysko straszną niedolę Narodu Polskiego, Narodu, na którego cześć i wolność czyhają różne wrogie Siły, i on ostrzegał i przestrzegał i napominał, że Historia dybie na nas nieustająco, historycy są na usługach i politycy są na usługach i w ogóle - jest źle. Byłam świadkiem, jakaś przytomna osoba zapytała Wieszcza, skoro jest tak źle, to co my możemy zrobić, żeby się bronić? I co usłyszała? Mniej więcej tyle: "Ja proszę pani, nie piszę książek o tym, co zrobić, ja piszę o tym, jak jest". Jasne. Straszenie ludzi zawsze się dobrze sprzedawało, a namawianie do tego żebyśmy razem zrobili cos mądrego i dobrego, eee, kto by za to zapłacił.

Ilu takich mędrców od lat słuchamy? Ilu takim ekspertom powiedzieliśmy - nie wygłupiaj się człowieku? Albo choć: ogarnij się facet i bzdur nie opowiadaj! Ucha nadstawiamy, wsłuchujemy się, powtarzamy, każdy lubi w towarzystwie jakąś sensacją błysnąć. Czy ktoś zaprotestował po wykładzie na temat "cnoty nacjonalizmu"?

A w międzyczasie rozumu ubywa?

Chyba tak. Z jakiegoś powodu czytywałam ostatnio o Zofii Nasierowskiej. Wybitna polska artystka-fotografik, teraz mówi się fotograficzka, żona wybitnego reżysera filmowego. Janusza Majewskiego. Trafiłam na artykuł, którego autor postawił tezę, że oboje p. Nasierowska i jej mąż, p. Majewski nadawali ton życiu artystycznemu w Polsce, ludzie się na nich wzorowali na przykład w kwestii: co się nosi, co kolekcjonuje. I to niewinne sformułowanie, jakże przyjęte w opisach życia artystów, spotkało się z gwałtownym sprzeciwem czytelników. Pojawiły się pod artykułem wpisy takiej mniej więcej treści: co, jaki ton nadawali, ja już 54 lata żyję i nigdy o nich nie słyszałem, co za brednie. Może i nadawali, ale kto o nich słyszał?

I to jest właśnie to, czemu jesteśmy wszyscy winni : głupiec się nie krępuje, rozpycha się łokciami, swoje wie i niech mu tu nikt nie opowiada. I głos zabiera, bo przecież mu się należy. A skoro on nie słyszał, to widocznie nic takiego. Założę się, że któreś filmy Majewskiego widział, ale sobie nie zapamiętał nazwiska reżysera.

Czy głupota jest wieczna, jak mawiała Marta w Korczynie? Jest wieczna, ale czy zwykle tak się panoszy, czy to dopiero w naszych czasach? Ważniejsze jest inne pytanie - czy to jest groźne?

PS. Jeśli ktoś nie wie, kim była Marta w Korczynie, cóż poradzić? Trzeba pojechać nad Niemen, albo zapytać wujka Google.

PS numer 2. Czy trzeba dodawać, że Staś i Nel to były i są postaci fikcyjne? Być może wzorowane na rzeczywistych, ale jednak - fikcyjne.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.