Jeśli płynność, to na ile?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Brak czy już tylko nieprzejrzystość norm – anomia – jest najgorszym, co może przydarzyć się ludziom, którzy zmagają się ze swym losem. Normy d o p u s z c z a j ą pewne zachowania, paraliżując inne. Anomia zwiastuje wyłącznie paraliż. Odkąd znikły zasady normatywne regulujące przebieg życiowych zmagań człowieka, na placu boju pozostały jedynie niepewność i obawa. (Z. Bauman)

Miał rację profesor Bauman określając naszą rzeczywistość mianem płynnej i wymykającej się racjonalizującym ją regulacjom. Przewidywalność tego, co tu i teraz jest nikła. W swej kultowej książce „Płynna nowoczesność” szczegółowo analizuje sytuację jednostki w czasach bez reguł i pewników, w czasach rozproszenia dotychczasowych, wydawałoby się niezmiennych, wartości takich jak: praca, zatrudnienie, wykształcenie i edukacja, pomoc socjalna czy ubezpieczenia zdrowotne. Nie jest to sytuacja w żaden sposób nowa. Życie ludzkie zawsze jest obumieraniem, ale ten proces zbliżania się ku śmierci od momentu urodzenia, nigdy nie był tak dynamicznie naznaczony zmianami. Ich ilość, energia i marketingowo motywowana konieczność sprawia, że tracimy umiejętność odnajdywania siebie w zagubieniu.

Jak pisze profesor we wspomnianej książce: /Ciężka nowoczesność zamknęła kapitał i siłę roboczą w żelaznej klatce, z której nie było ucieczki. Lekka nowoczesność wypuściła z klatki jednego z partnerów. „Solidna” nowoczesność była epoką wzajemnego zaangażowania. „Płynna” nowoczesność jest erą braku zobowiązań, nieuchwytności, łatwych ucieczek i beznadziejnych pogoni. W „płynnej” fazie nowoczesności władzę sprawują najbardziej nieuchwytni — ci, którzy potrafią przemieszczać się niezauważalnie/.

Ten brak oczywistości, niejasność i niepewność jest szczególnie dotkliwy obecnie, gdy zmagamy się z próbami zrozumienia tego, co i dlaczego się dzieje, a nade wszystko z elementarnym pytaniem: - do czego to zmierza? I jakkolwiek brzmi to groteskowo i wygląda na kwestie z epoki łączenia się proletariuszy wszystkich krajów, bo przecież możemy też spytać o to, kto za tym wszystkim stoi, albo co za tym się kryje – to kwestia niemożności znalezienia rozwiązania pozostawia nas w stanie nieustannego niepokoju.

W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania autorzy „Rozmów o przyszłości – w którą stronę zmierza świat”, Grzegorz Jankowicz i Katarzyna Janowska przepytują swych rozmówców m.in. Olgę Tokarczuk, Martina Caparrosa, Jacka Dukaja o intuicje dotyczące najbliższej przyszłości. Pytają oczywiście o intuicję, bo jak można się domyślać, nikt nie jest w stanie dać jednoznacznej i klarownej recepty, która nam powie po co, dlaczego i dokąd płyniemy w owej baumanowskiej, ale także heraklitejskiej rzece. Stoicy powiedzieliby wprawdzie, że to nie ma większego znaczenia, o ile ma jakiekolwiek, bo istotna jest jedynie umiejętność zachowania dystansu i równowagi przez panowanie nad emocjami i instynktami w świecie naznaczonym absurdem przemijalności, na który nie mamy żadnego wpływu, ale możemy go przynajmniej próbować odabsurdalnić. Marek Aureliusz w swych Rozmyślaniach, przetłumaczonych na nowo przez Krzysztofa Łapińskiego, pozwala nam spojrzeć na siebie oczami myśliciela sprzed dwu tysięcy lat i skonstatować, że zmiany w świecie tu i teraz rzeczywiście są drastyczne, ale nasze pytania o sens istnienia nie różnią się niczym od tych stawianych dwa tysiąclecia temu. Daje to pewien stoicki komfort, bo musimy uznać, że świat się toczy bez względu na wszystko, co się wokół nas dzieje, a nasz wpływ na owo toczenie się, czy raczej rozpływanie, jest nikły, albo żaden. Ale czy naprawdę?

Czy musimy aż tyle i koniecznie najtaniej kupować?

Czy musimy zaciągać aż tyle kredytów i tak bardzo się zadłużać, by w efekcie pracować znacznie więcej i dłużej, niż byśmy chcieli?

Czy koniecznie potrzebujemy tyle rzeczy? 

Czy nasze życie jest mądrzejsze i bardziej myślne, gdy nie wypuszczamy z ręki elektronicznych gadżetów?

Czy jesteśmy bardziej wyrozumiali i tolerancyjni dla innych, wyzbywając się umiejętności rozmowy?

Czy nasz umysł jest niepomiernie bardziej otwarty na świat, gdy go oglądamy, a nie czytamy o nim?

Czy wyzbywając się umiejętności pisania, stajemy się rzeczywiście mniej bezradni i mniej zagubieni?

Czy uczestnicząc w świecie wirtualnym w istocie kontaktujemy się z innymi, czy mamy tylko takie wrażenie?

Czy zmęczeni czytaniem tekstu rzeczywiście odkrywamy sensy przerzucając się obrazkami?

Nasza moc sprawcza w relacji to tychże pytań jest tylko pozornie inna od tej, którą dysponował cesarz Marek Aureliusz. On rzeczywiście miał władzę i stanowił fakty. My nie mamy aż takiej mocy, ale ciągle jesteśmy w stanie „sadzić drzewa, mniej pracować, lepiej żyć” jak pisze Przemysław Wielgosz w artykule” Wyleczmy się z kapitalizmu”, zamieszczonym w Magazynie Opinii Pismo z sierpnia tego roku, w którym możemy przeczytać:

„W obliczu splotu kryzysów ekonomicznego, klimatycznego i ekologicznego (którego częścią jest pandemia) nie trzeba nowej rewolucji technologicznej. Do rozbrojenia tykających dziś bomb nie potrzebujemy cudów geoinżynierii, manipulowania stratosferą, sieci satelitów oplatających Ziemię parasolem ani nawet pojazdów na wodór i zielonego kapitalizmu. Rozwiązanie jest znacznie prostsze, a zarazem trudniejsze do zrealizowania. Jak policzyli naukowcy z Zurychu, mogłoby nim być posadzenie biliona drzew. Miałyby one nie tylko absorbować nadwyżki dwutlenku węgla, ale też zapobiegać skutkom ocieplenia klimatu, czyli suszom. Skuteczność takiej strategii potwierdzają doświadczenia z Sahelu, gdzie po 2000 roku w ramach programu „Regeneracji wspomaganej naturalnie” (Régénération naturelle assistée, RNA) zaprzestano wycinania milionów samosiejek drzew na polach uprawnych, a w efekcie nawodniono i zazieleniono ogromne obszary, bez wielkich nakładów potrzebnych przy projektach promowanych przez organizacje rozwojowe w rodzaju fundacji Jeffreya Sachsa. Z kolei naukowcy z uniwersytetu w Massachusetts przekonują, że kolejnym prostym rozwiązaniem jest skrócenie czasu pracy o jeden dzień tygodniowo. Można by do tego dodać darmową komunikację publiczną i rozszerzenie sfery dóbr wspólnych”.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak