Jest tak, albo tak, czyli jak?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

„Nie wiadomo, dlaczego i komu coś daje do myślenia. Dlaczego jedni są myślicielami, wielkimi odkrywcami, a inni nie. Platon sądził, że myślicielami są ci, których dusze oglądały kiedyś światło Prawdy. A święty Augustyn, że ci, którym boskie światło daje do myślenia. Jedno jest pewne: myśl nie pojawi się, jeśli na nią nie będziemy polować, jeśli nie zdobędziemy się na wysiłek i trud, a także odwagę myślenia. Tylko myślącemu myśl daje do myślenia. Gdzie jednak tropić ślady myśli? Na polu czytania. Myślenie zawsze zaczyna się od czytania, gdyż czytanie poszerza naszą świadomość i poszerza granice naszego rozumu”. (T. Gadacz, w: Wartość wartości, s.151)

Chciałbym, żeby ten cytat, lejący miód na moje serce, zawsze nam towarzyszył w podróżach po mnogości tekstów, w różnych językach, o wszelakiej ideowej kulturowej proweniencji. Pochodzi on, jak już uprzednio pisałem, z niezwykłej publikacji, opracowanej przez Hannę Kordalską-Rosiek, a zawierającą cztery wykłady i dyskusje o tym, czym są wartości, jak je rozumieć i jak się one mieszczą w naszym świecie, w dużej mierze wyprutym z paradygmatu życia cnotliwego, czyli takiego, które uskutecznia, albo raczej czyni je aktywnością według wartości.

W pierwszym spotkaniu dyskutujemy z Dariuszem Dumą, filozofem, biznesmenem, trenerem przywództwa i zarządzania zgodnie i w duchu wartości, który wyraźnie wskazuje na konieczność przepracowania modelu korporacyjnego czy biznesowego w ogóle, tak by chciwość, bezwzględna chęć zysku, przedmiotowe traktowanie pracowników, nieludzki wyzysk w korzystaniu z pracy jednorazowych niewolników, w tym dzieci, nieustanny wzrost wartości firm za wszelką cenę – nie stanowiły istoty funkcjonowania korporacji. Akceptacja elementarnych wartości, takich jak szacunek dla pracy innych, adekwatne to włożonego wysiłku wynagrodzenie, przestrzeganie prawa i dbałość o środowisko naturalne, może diametralnie poprawić to, co nazywa się kulturą biznesu.

Jak już chyba wszyscy zdążyliśmy zauważyć, a nawet odczuć to na własnej skórze i we własnej kieszeni, z ową kulturą jest raczej na tak zwany bakier. Kieruje się ona w istocie jednym jedynym imperatywem, i rzadko kiedy, jeśli w ogóle, ma on coś wspólnego z moralnością – ten imperatyw to oczywiście zysk za wszelką cenę.

„Rozmowy o przyszłości – w którą stronę zmierza świat” to kolejna, fascynująca książka, w której ludzie myślący dzielą się z nami swymi przemyśleniami o tym, co tu i teraz. Martin Caparros, Jacek Dukaj, Yuval Harari, Olga Tokarczuk i wielu innych myślicieli i wybitnych intelektualistów mówi o tym, co nas może czekać w najbliższej przyszłości, a że czeka nas coś na pewno, opcji owej przyszłości mamy wiele i to w bardzo różnych kolorach. Jedno jest pewne i z tym zgadzają się wszyscy, nic już nie będzie takie jak było. Nie ma powrotu do przeszłości, albo uściślając, nie ma powrotu do świata przed pandemią.

Można na to stwierdzenie spojrzeć z dozą aprobaty lub dezaprobaty, ale jedno jest pewne: pandemia koronawirusa pokazała, jak bardzo jesteśmy bezbronni wobec niewidocznego, małego i przebiegłego wirusa, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani do walki z nim, jak korporacje w pogoni za zyskiem zapomniały, że globalizacja zdeformowała kategorię obywatela do poziomu konsumenta, jak bardzo politycy są pogubieni w swych decyzjach i jak bardzo zależymy od osób, których nie opłacamy właściwie, bo czy prezesi i dyrektorzy korporacji wynagradzani w niebotycznych sumach w jakikolwiek sposób przyczynili się do pomocy chorym i umierającym na Covid-19, tak jak robili to lekarze, pielęgniarki, pracownicy opieki społecznej czy sprzedawcy sklepów spożywczych?

Można rzecz jasna na to wszytko spojrzeć ze spiskowego punktu widzenia, bo - jak powszechnie wiadomo - wróg czyha na nas wszędzie i tylko czeka, żeby nam podstawić nogę. Poza tym spiskowanie całą komplikację i zawikłanie odwikłuje, odsupłuje i wszystko nagle jest proste jak drut. Tyle tylko, że rzeczywistość skrzeczy i niekoniecznie poddaje się spiskowym teoriom dziejów, bo jednak fakty, mino wszystko, mówią i z faktami się nie dyskutuje, co nie dotyczy jednak wszystkich. Wielu z nas przecież wierzy, że ziemia jest płaska, a koronawirus to ściema i chińska robota wrażych sił żółtego imperializmu. To wizja skrajna, ta mniej radykalna twierdzi, że Covid-19 jest, ale jakby go nie było. Piszą o tym autorzy książki „Fałszywa pandemia – krytyka naukowców i lekarzy”:

„Nie ma epidemii ani pandemii koronawirusa. Ani w Polsce, ani w żadnym innym kraju. Chociaż niektóre rejony świata mają większe problemy niż inne, nie wynika to jednak z większej śmiertelności koronawirusa jako takiego, ale z dodatkowych czynników, „podłoża”, na które natrafia wirus, jak np. duża ilość zakażeń szpitalnych, zły stan służby zdrowia, panika, struktura wiekowa społeczeństwa, stan zdrowia populacji itp. Myślę, że stanie się to jasne po lekturze tej książki. Zdaję sobie sprawę, że teza o braku pandemii może brzmieć dla niektórych zupełnie niewiarygodnie i rodzić dysonans poznawczy, ale każdy z Czytelników powinien zadać sobie pytanie, czy wierzy niezależnym i odważnym naukowcom, pomiędzy którymi są również światowej klasy specjaliści, i przedstawianym przez nich danym naukowym, czy rządowi, politykom i ich anonimowym „ekspertom” (Ze Wstępu dr. Mariusza Błochowiaka)

To jeden ze wielu możliwych sposobów „ogarniania” rzeczywistości, bo przecież zaklinaczy deszczu, koni czy węży mamy na kopy – kochamy czarowników i czarodziei, co nie zmienia faktów, a one są bezwzględne i drastyczne. Bogatych pandemia jeszcze bardziej naładowała kasą, a biedota ledwie dyszy. Jak to się dzieje? Bardzo prosto i zawsze w taki sam sposób. Manipulacja tak zwanym konsumentem, czy też płatnikiem podatków, bo przecież nie obywatelem, jest genialnie perfekcyjna. Odwraca uwagę od istoty sytuacji, przekierowując ją na sprawy i wydarzenia drugo i trzeciorzędne. Pieniądze, które ładują do swoich kas zarządzający wielkimi firmami, takimi jak Google, Facebook czy Apple pochodzą w ogromnej części z projektów finansowanych z publicznych pieniędzy. Drastycznym przykładem jest koncept nauczania zdalnego, który dla wielu korporacji jest kurą znoszącą złote jaja, za które płacimy z naszych podatków – „część dzieci nie ma dostępu do Internetu lub komputera, firmy z branży technologicznej chciałyby oczywiście temu zaradzić, dostarczając im swoje produkty dzięki kontraktom z państwem”, podobnie mają się sprawy ze szpitalami i służbą zdrowia. Pisze o tym Naomi Klein w eseju „Gracze z Doliny Krzemowej chcą skorzystać na pandemii” zamieszczonym we wrześniowym Piśmie – Magazynie Opinii z tego roku.

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak