----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij swoim znajomym:

Podbój kosmosu to wyzwanie dla nauki, temat dla popkultury i marzenie wielu młodych ludzi. Dzieje przekraczania kolejnych granic obecności człowieka w przestrzeni kosmicznej to ważna część dziedzictwa całej ludzkości. Przy okazji to także element historii zimnej wojny.

Jednym ze skutków II wojny światowej był skok technologiczny – sześcioletni konflikt zbrojny wymusił na głównych mocarstwach rozwój techniki militarnej, wytwarzanie nowej, skuteczniejszej broni i poszerzanie skali produkcji. Bezpośrednio wpłynęło to, w mniejszym lub większym stopniu, na sam przebieg działań wojennych. Długotrwałym efektem było jednak wprowadzenie do obiegu wielu nowych rozwiązań. Jednym z nich były rakiety, które III Rzesza próbowała wykorzystać jako „cudowną broń” (Wunderwaffe). Rakietowy pocisk balistyczny o nazwie V2 od września 1944 roku używany były do bombardowania Wielkiej Brytanii. Ostatecznie ta „broń odwetowa” nie przeważyła szali wojny, sama technologia została jednak zaadoptowana przez zwycięzców. Główny konstruktor V2, Werner von Braun, został przechwycony przez Amerykanów i zaangażowany w ich program rakietowy. Jego najbliższy współpracownik, Helmut Gröttrup, dostał się natomiast w ręce strony radzieckiej.

Oczywiście, pierwszym efektem pracy konstruktorów z USA i ZSRR były klasyczne pociski rakietowe do zastosowań militarnych, konkretnie zaś – do przenoszenia broni jądrowej. Tzw. międzykontynentalne pociski rakietowe zmieniły zimnowojenny układ sił, sprawiając, że obydwie rywalizujące strony mogły ostrzelać się bombami termojądrowymi i wzajemnie się zniszczyć. Na marginesie zbrojeń pojawiła się też jednak kwestia eksploracji kosmosu. Z czasem bowiem rywalizacja między dwoma blokami ideologicznymi przestała mieć wymiar czysto polityczno-militarny – stała się sporem społecznym, gospodarczym, kulturalnym, technicznym czy prestiżowym. Podbój orbity ziemskiej i przestrzeni międzyplanetarnej dawał okazję do zdobywania „soft power”, przy okazji zaś głośnego mówienia „popatrzcie, na co nas stać”.

Jako pierwsi tego typu wyzwanie rzucili na stół Sowieci. Kluczową rolę odegrał w tym Siergiej Korolow, inżynier mechanik, naukowy partner Gröttrupa i ojciec radzieckich pocisków międzykontynentalnych (a dodatkowo – były stalinowski więzień z czasów wielkiej czystki). W połowie lat 50. zaangażował się on w program kosmiczny. Związek Radziecki postanowił odpowiedzieć na amerykański program Vanguard, mający na celu umieszczenie sztucznego satelity na orbicie okołoziemskiej w ramach Międzynarodowego Roku Geofizycznego (1957-1958). Korolow doprowadził do stworzenia prostego, sferycznego Sputnika, którego pierwszy egzemplarz, ku zaskoczeniu całego świata, znalazł się 4 października 1957 roku na orbicie okołoziemskiej. Był to ogromny sukces radzieckiej nauki i techniki, wykorzystany propagandowo przez Chruszczowa. W tym czasie administracja Eisenhowera przestraszyła się zdolności ZSRR, łącząc wystrzelenie Sputnika z intensywnym rozwojem zbrojeń jądrowych (rzekomej luki rakietowo-bombowej). Okazywało się też, że radziecka technika może wyprzedzić amerykańską w tak prestiżowej konkurencji – satelita Vanguard wyleciał w kosmos dopiero za trzecim podejściem.

Tymczasem zespół Korolowa nie zwalniał tempa wyścigu kosmicznego. Już 7 listopada 1957 roku Sputnik-2 wyniósł na orbitę okołoziemską pierwsze żywe stworzenie – psa Łajkę. Niestety, dwuletnia suczka nie przeżyła, gdyż ówczesne warunki techniczne nie pozwalał na sprowadzenie kapsuły na ziemię, psia kosmonautka zginęła już zresztą po kilku godzinach lotu z powodu wysokiej temperatury i szoku. Udało się jednak zbadać reakcję jej organizmu w czasie startu, wyjścia na orbitę i w stanie nieważkości, co pozwoliło planować dalsze działania. Dopiero wystrzelone prawie trzy lata później (19 sierpnia 1960 roku) suczki Biełka i Striełka, po locie trwającym 24 godziny, zostały skutecznie sprowadzone na ziemię. Związek Radziecki wciąż prowadził w wyścigu kosmiczny, największy sukces był jednak dopiero przed nim.

Niemal równo 60 lat temu, 12 kwietnia 1961 roku, o godz. 6:07 czasu GMT, z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie w kosmos wyleciał pojazd Wostok-1, na pokładzie którego znalazł się 27-letni oficer radzieckiego lotnictwa Jurij Gagarin. Po godzinie i 48 minutach kosmonauta powrócił na ziemię. W tym czasie informacja o sukcesie lotu już rozchodziła się po całym świecie. Wydarzenie było przełomem w historii ludzkości – oto człowiek, przy zaangażowaniu zaawansowanej techniki, przekroczył granice atmosfery i znalazł się w przestrzeni kosmicznej. ZSRR wykorzystał to we własnej propagandzie – pokazania sukcesu „ludzi radzieckich”, ale również ateizacji społeczeństwa (Gagarinowi przypisywano słowa o niezauważeniu Boga na orbicie). W maju i lipcu na orbitę trafili pierwsi Amerykanie (Alan Shepard i Virgill Grissom), 6 sierpnia w kosmosie przez całą dobę znalazł się Gierman Titow, a 16 czerwca 1963 roku na orbitę trafiła pierwsza kobieta - Walentina Tierieszkowa.

Sukcesy ZSRR trwały w kolejnych latach, Stany Zjednoczone podjęły jednak kosmiczne wyzwanie. W końcu osiągnęły największy sukces – 20 lipca 1969 roku misja Apollo-11 wylądowała na Księżycu. Po tym wydarzeniu wyścig kosmiczny wyhamował, gdyż badania w znacznym stopniu się umiędzynarodowiły, a impet rywalizacji przeniósł się na inne obszary. Po szalonych kilkunastu latach został mit zdobywców kosmosu, który do dziś inspiruje ludzi na całym świecie i pcha badania w coraz to nowych kierunkach.

Tomasz Leszkowicz