Krzyczcie ciszej, proszę
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Nie nudzę się, o nie. Mam wręcz wrażenie, że ostatnio zajęć znacznie więcej, czasu jakby mniej. Przerwy i ładowanie baterii krótsze i mniej wydajne, a to z kolei związane jest ze sposobem, w jaki się to odbywa. W końcu z kilku popularnych metod teraz trudno skorzystać.

W sieci dzieje się sporo, każdy coś robi, wysyła, przesyła, uczy siebie i naucza innych. Aktywni ostatnio stali się wszelkiej maści mówcy motywacyjni, ale ci z gatunku amatorskiego, co nawet małej sali nie zapełnią i bestsellerów jeszcze nie opublikowali żadnych. Ale mają internet, kamerkę, ściankę, wygląd i mocni są w gębie. Ach, i wiek mają odpowiedni, taki bez poważnych obowiązków jeszcze.

Mówca motywacyjny amator, to ktoś, kto owszem, musi posiadać odpowiednie cechy charakteru, ale przede wszystkim przeczytał więcej książek na ten temat od ludzi, którym wciska te hasła, a czasem nawet zaliczył jakiś kurs.

Dzięki pandemii nastały dla nich złote lata, bo zamknięci w domach słuchamy, naśladujemy, kupujemy i próbujemy. Tradycyjnie, zbyt głęboko nie zastanawiamy się, czy to co mówią ma sens, czy też sensu głębszego jest pozbawione. Mówca motywacyjny amator to według mnie ktoś, komu się jego misja pomyliła z funkcją zawodowego sierżanta od musztry. Pokrzyczeć, zawstydzić, zmusić.

Przypadkowo trafiłem na takiego kolesia w internecie. Ma koszulkę polo z kołnierzykiem, modną fryzurę, swój kanał na youtube i w ogóle wszystko, co potrzeba. Stoi przed kamerą i drze się: Chcesz gnić w domu bezproduktywnie?! Rusz dupę! Rusz głową!

To było przywitanie. Żadnego cześć, witaj, dzień dobry, czy czegoś mniej miłego nawet. A potem zaczął się wymądrzać, że z zamknięcia w domu trzeba wyjść zwycięsko, jeśli nie z nowym zawodem, to chociaż pomysłem na biznes, że jeśli komuś się nie uda, to nie z braku czasu, ale braku dyscypliny, że ludzie zorganizowani mogą więcej, że teraz jest najlepszy moment na realizację odkładanych od dawna planów…

No i w tym stylu 10 minut. Męczące strasznie to było. Jakbym chciał pomęczyć się dłużej, to za jedyne 4.99 dolarów amerykańskich mogłem posłuchać dalszego ciągu. Nie chciałem.

To właśnie jeden z tych, którym wydaje się, że w celu zmotywowania kogoś trzeba go zawstydzić, ewentualnie publicznie zetrzeć na miazgę.

A najgorsze, to czego nie lubię najbardziej, to wciskanie głupich haseł.

Typu: Możesz wszystko.

Chciałem napisać co innego, ograniczę się do "guzik prawda". Czy tuż przed 50-tką i przy wzroście 5'10"mogę zostać sportowcem zawodowym, na przykład siatkarzem? Kierowcą wyścigowym? Czy przy mojej sylwetce zostanę modelem w poważnej agencji? Chciałbym. Podobno wystarczy. Zgadza się, marzenia są nam potrzebne i nie powinniśmy się z góry ograniczać. Ale planować też trzeba rozsądnie i z głową, by upadek z wysokości nie bolał za bardzo. Czym innym jest wyznaczenie sobie realnych celów – zwiedzam świat, piszę książkę, buduję dom, chudnę, zdobywam wiedzę. Wtedy ciężko pracujących prawdopodobnie czeka nagroda. Możemy próbować wszystkiego, po czym decydować, co chcemy robić. Nikt nie jest w stanie zrobić i zdobyć wszystkiego. To nierealne. Tacy zwykle kończą z niczym.

Jeszcze głupszym hasłem jest "Co cię nie zabije to cię wzmocni", ale temu trzeba by poświęcić osobny, obszerny tekst. Zakładam, że jednak większość z was wie o czym piszę i nigdy nie użyła tego hasła wobec osoby, która – na przykład – właśnie przeżyła jakąś tragedię.

Wracam do pseudomówców motywacyjnych. Jest więc ich coraz więcej i coraz trudniej jest ich słuchać. Chciałbym jednak przypomnieć, że mówię o amatorach. Kilku prawdziwych artystów też widziałem. Trzeba mieć nie tylko talent, ale również sporą wiedzę. Można nazywać ich szarlatanami, można również profesjonalistami. Są w stanie, tak jak w pewnym kawale, sprzedać łysemu grzebień. Jest to mieszanka umiejętności marketingowych, silnego charakteru, znajomości psychiki ludzkiej i zdolności odczytywania emocji, a także zadowolenia z własnego życia. Wielu próbuje i szybko przekonuje się, że są wyłącznie nieudolnymi naśladowcami, choć być może komuś w życiu pomogli. Bo o to chyba między innymi chodzi. Ale nie tylko.

W każdym razie dwudziestoparolatek krzyczący do mnie ze swojej piwnicy (może piwnicy w domu rodziców) na jakimś portalu społecznościowym, na pewno do niczego mnie nie motywuje. Nie potrzebuję go. Ani do mycia zębów, ani do pracy, ani do spędzania wolnego czasu. Poza tym chciałbym zobaczyć go w akcji za 30 lat, gdy wychowa dzieci, założy rodzinę i zacznie normalną pracę.

Nie można wszystkiego, ale można wiele. Rozkrzyczany motywator nie jest nikomu potrzebny, bo każdy wie, że coś robić trzeba. Można ten czas wykorzystać na dodatkową edukację. Do dyspozycji tysiące szkół i kierunków w necie. Można poczytać zaległe książki. Można napisać swoją? Można dowiedzieć się czegoś o innych kulturach, by lepiej funkcjonować w etnicznym tyglu, jakim jest ten kraj. Można dać szansę powiedzenia czegoś innym? Zamiast podcastu politycznego posłuchać egzotycznego audiobooka lub muzyki klasycznej? Wiedza o świecie nie powinna ograniczać się do tego, czego liznęliśmy za młodu oraz sporadycznego wypadu na tydzień w ciepłe kraje. Podobnie jak mówca internetowy nie powinien być niczyim motywatorem w życiu. Więc prośba do nich, by "krzyczeli ciszej", bo zamiast motywować zrażają do siebie.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym: