----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Pamiętam lekcje historii z siódmej czy ósmej klasy. Pani od historii lekko drżały ręce. Rozkładała nam na ławkach mapy. I wyjaśniała, dlaczego Sowieci weszli we wrześniu 1939 roku do Polski. Jakieś bzdury o ochronie ludzi należących do narodów bliskich Rosjanom, a przed wojną uciskanych przez Polskę. Nie pamiętam natomiast lekcji o Katyniu. Ani z podstawówki, ani z liceum. Moja starsza siostra, właśnie za Katyń, o mało z ogólniaka nie wyleciała, za zadawanie głupich pytań. Matkę do szkoły wzywali, w domu dużo się o tym mówiło, dlatego pamiętam. Żal mi było Pani od historii... pamiętam, myślałam - ona robi doktorat, boi się, że ją z pracy wywalą. I tak cicho było w klasie. To się jakoś tak po prostu wiedziało, że Katyń, że Sowieci nas najechali. A mimo to nie pamiętam byśmy się zastanawiali nad informacjami o różnych ważnych, wielkich, sławnych: czytało się "wojnę spędził w Związku Radzieckim", albo "zginął w Związku Radzieckim". Nikt nam nie tłumaczył, skąd w tym radzieckim wziął się generał Anders, no skąd? Nawet generał Berling, przecież też go najpierw aresztowali, więzili w Starobielsku, a dopiero potem z nimi współpracował. A ci żołnierze, andersowcy to skąd? Dlaczego tylu ich było w sowietach. Nawet mój rodzinny andersowiec, dopiero kiedy byłam już dorosła, opowiedział nam, jak to "jechał" do Generała... z Workuty. Wcześniej jakoś się w domu o tej jego Syberii nie mówiło. O ofiarach wielkich czystek też nie. Czytało się o futurystach, o Bruno Jasieńskim na przykład. I też podawano nam tylko "zmarł w Związku Radzieckim". Dziś już wiemy, że "zmarł" jak wielu, zamordowany, rozstrzelany, wrzucony gdzieś pod Moskwą do zbiorowej mogiły.

Z czasem pojawiało się coraz więcej książek, wspomnień, nawet tu w Chicago, każdy chyba czytał "Kiedy Bóg odwrócił wzrok" Wiesława Adamczyka.

Ciągle jednak tę swoją wiedzę uzupełniamy. Że Witkacy popełnił samobójstwo, bo nie chciał trafić pod sowiecką władzę, to się jakoś szybko rozniosło, ale Ordonka? "Kiedy odmówiła występów z "polskim kabaretem" /to było w Moskwie, wcześniej w Warszawie hitlerowcy ją aresztowali, ale mąż Michał Tyszkiewicz ją wydostał, przedarli się do Wilna, ale tam wkrótce weszli Sowieci, aresztowali męża, udała się do Moskwy, by go poszukiwać/… więc: odmówiła występu w kolaborującym teatrzyku: "została aresztowana i wywieziona do Uzbekistanu. Kruszyła kamienie do budowy drogi i szybko zapadła na zdrowiu, pojawiła się gruźlica". Czytamy w książce Sławomira Kopera "Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej". Jakoś wydostała się "do generała Andersa", pomagała w organizacji transportu polskich dzieci do Indii, spotkała męża, zmarła w Libanie! Teraz się pisze, że jednak nie na tę gruźlicę, ale na tyfus. Wyobrażamy to sobie: Hanka Ordonówna, wielka gwiazda filmu, estrady, kabaretu, tłukąca kamienie na drodze?!

A Bodo? Eugeniusz Bodo łudził się, że pomoże mu szwajcarski paszport. A Sowieci na widok tego właśnie paszportu nabrali przekonania, że wykryli szpiega. I tak wielki amant polskiego kina, sława rewii i kabaretu, trafił do lagru. Myśmy lata całe nucili "Ach śpij kochanie", "Umówiłem się z nią na dziewiątą", "Całuję twoją dłoń", "Już taki jestem zimny drań" i Polskie Radio lata całe grało nam te utwory i ani się nikt nie zająknął, że Bodo - on te piosenki nagrywał dla przedwojennych filmów - wytrzymał w łapach Sowietów tylko dwa lata, zmarł z głodu i wycieńczenia, w Kotłasie, w obwodzie archangielskim. Pochowany w masowym grobie. A szwajcarski paszport spowodował i to, że kiedy już na podstawie układu Sikorski - Majski tworzyła się Armia generała Andersa, Bodo nie został zwolniony, bo przecież - zdaniem Sowietów - nie był Polakiem!

W święta, Boże Narodzenie albo Wielkanoc, Polska Telewizja bardzo często i przez wiele lata emitowała nam polskie przedwojenne filmy. Na przykład ten o Doktorze Wilczurze. Ale chyba nie informowano wtedy widzów, że długie lata obowiązywał w powojennej Polsce cenzorski zapis na twórczość Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, z wyjątkiem właśnie Wilczura, "Znachora" i "Kariery Nikodema Dyzmy". Niemal wszystkie powieści tego niezwykle popularnego pisarza zostały przed wojną sfilmowane. Dołęga-Mostowicz zginął we wrześniu 1939 roku na przejściu granicznym w Kutach. Jedni mówią, że wrócił, by cywilom oddać chleb żołnierzy, którzy przechodzili do Rumunii, inni wspominają, że wrócił właśnie po to, by zdobyć żywność dla wojska. "...jako kapral rezerwy należał do ostatniego oddziału polskiego, który strzegł mostu granicznego na Czeremoszu.... 20 września 1939 r. został wysłany do miasta samochodem, celem zdobycia żywności dla oddziału. W tym czasie nadjechały niespodziewanie czołgi sowieckie... jeden z czołgów ostrzelał z karabinu maszynowego odjeżdżający samochód polski, zabijając na miejscu Mostowicza". /Biuletyn Kola Lwowian, Londyn czerwiec 1979, artykuł nosi tytuł:" Dołęga-Mostowicz zabity przez sowieciarzy w Kutach", autorzy podają, że jest to relacja naocznego świadka/.

Boy-Żeleński, wielka postać polskiej kultury, zginął zamordowany we Lwowie, z profesorami tamtejszego uniwersytetu, ale - sprawcami tej zbrodni byli Niemcy. Warto przeczytać książkę Karoliny Lanckorońskiej, "Wspomnienia wojenne". Autorka dużo pisze też o Lwowie pod okupacją sowiecką.

"Sowieciarze", jak mówią polscy emigranci wojenni, starali się ukryć, zakłamać swoje własne zbrodnie i nasze losy. Tak, jak kłamali w sprawie Katynia. Ciekawe, dlaczego? Jeśli uważali, że działają w słusznej sprawie, że walczą o zwycięstwo wszechświatowej rewolucji, która ludzkości da samo dobro i szczęście, że taka walka musi przynosić ofiary... to dlaczego prawdę o tych ofiarach ukrywali? W gleby swojej sowieckiej duszy wiedzieli, że to zbrodnia, że nie wolno zabijać ludzi tylko dlatego, że mają inne poglądy, są innej narodowości, innej kultury, wyznają inną filozofię, mają inny światopogląd? Czyżby o tym wiedzieli? "Jedynie prawda jest ciekawa" pisał Józef Mackiewicz, pisarz, którego polska komuna też nam zabraniała i co? Lata minęły i Mackiewicza też czytamy. Te ich zakazy, zamazywania historii funta kłaków nie warte. Tylko ludzi szkoda!

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.