----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij swoim znajomym:

Wraz z końcem listopada minie kolejna rocznica ważnego wydarzenia w polskiej historii – antyrosyjskiego powstania z lat 1830-1831, zapamiętanego jako „listopadowe”. Dlaczego przegrany zryw wybuchł i czy mógł zakończyć się sukcesem?

Po upadku Napoleona i przywróceniu „starego porządku” (który tylko częściowo był stary – rewolucja francuska zmieniła wszak w Europie) ziemie polskie ponownie podzielono między trzech zaborców. Większość terenów podległego Cesarzowi Francuzów Księstwa Warszawskiego przypadło Rosji, która utworzyła z nich Królestwo Polskie – jedno z najdziwniejszych tworów tego okresu. Formalnie było to oddzielne państwo, z własnymi instytucjami, a więc konstytucją, rządem, armią i skarbem. Jego władcą był jednak car rosyjski (który nosił oddzielny tytuł króla polskiego), przez co kraj ten w istocie był częścią wielkiego imperium i musiał realizować jego interesy. Żeby jeszcze bardziej skomplikować – pierwszy car-król, Aleksander I, nadał Polakom takie prawa, jakich nie mieli jego poddani. Konstytucja Królestwa Polskiego i prawa wyborcze panujące w nim były jednymi z najliberalniejszych w ówczesnej Europie. Samo państwo przez długi czas rozwijało się pomyślnie, głównie dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej i państwowym inwestycjom.

Jednak w II połowie lat 20. XIX wieku sytuacja pseudo-niepodległego państwa polskiego zaczęła się psuć. Władzę w Rosji objął Mikołaj I – tyran, który nie chciał widzieć żadnych praw swoich poddanych. W Królestwie Polskim coraz częściej łamano ustrojowe wolności. Co więcej, armia polska – nieliczna, ale dobrze zorganizowana, dowodzona m.in. przez doświadczonych oficerów z czasów napoleońskich – miała zostać wysłana do tłumienia niepodległościowego powstania Belgów.

W szeregach wojska i wśród polityków zaczęła wyrastać opozycja i spiski, których celem było wywołanie powstania i oderwanie się od Rosji – w Europie wciąż czuć było duch rewolucyjnych i narodowych zrywów i walki z tyranią. Najważniejszym sprzysiężeniem okazało się to zawiązane przez podchorążych – kandydatów na oficerów. Młodzi ludzie, na czele ze swoim dowódcą, porucznikiem Piotrem Wysockim, byli gotowi do wywołania buntu, który miał poruszyć cały naród.

Ich celem okazał się wielki książę Konstanty Pawłowicz, brat cara i jego gubernator w Królestwie Polskim. Jako naczelny wódz polskiej armii zasłynął ze swojego okrucieństwa i psychicznego niszczenia podkomendnych. W nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku podchorążowie, stacjonujący w Łazienkach, wraz z grupą spiskowców cywilnych ruszyli na Belweder, gdzie mieszkał Konstanty, podejmując próbę zamachu na jego życie. Wielki książę uciekł, bunt jednak rozlał się na całą Warszawę – zwolennicy powstania ruszyli do walki, porwali biednych mieszkańców miasta i zdobyli Arsenał, gdzie w swoje ręce dostali liczną broń. Do rana zaborcy stracili kontrolę nad stolicą.

Powstanie stało się faktem, pojawił się jednak problem – co dalej? Wiadomo, że młodzi spiskowcy w czasie nocy listopadowej zabili sześciu generałów, którzy odmówili przyjęcia dowództwa nad zrywem i wezwali buntowników do rozejścia się. Masy chciały walczyć z Rosjanami, elity nie były jednak do tego przekonane – wielu arystokratom, urzędnikom, generałom i potentatom dobrze żyło się w podporządkowanym carowi królestwie, obawiali się więc, że bunt nie przyniesienie niepodległości, a raczej pogorszenie sytuacji. Ostatecznie jednak 17 stycznia 1831 roku Sejm pozbawił Mikołaja I tronu polskiego. Rozpoczęła się wojna polsko-rosyjska.

Toczyła się ona ze zmiennym szczęściem. Jak wspomniano, armia polska była dobrze zorganizowana, dlatego też mogła stanąć do rywalizacji z silniejszym wojskiem rosyjskim. Historycy oceniają nawet, że ze wszystkich polskich powstań przeciwko zaborcom, to listopadowe miało największe (chociaż niepewne) szanse powodzenia. Już w lutym 1831 roku Rosjanie po raz pierwszy podeszli pod Warszawę. Polacy zagrodzili im wtedy drogę w rejonie Olszynki Grochowskiej – lasku, przez który przebiegał jeden z głównych wjazdów do stolicy. Całodniowe zażarte walki, w czasie których dochodziło do zwrotów sytuacji na polu bitwy, a sam lasek przechodził z rąk do rąk, okazały się nierozstrzygnięte (chociaż strona polska poniosła spore straty). Rosjanie wycofali się spod Warszawy, a w kolejnych miesiącach niezwykle zdolny gen. Prądzyński zadał im kolejne bolesne straty. Jednak w maju, z powodu opieszałości naczelnego wodza, gen. Jana Skrzyneckiego, Wojsko Polskie poniosło ciężką porażkę pod Ostrołęką, tracąc ostatecznie inicjatywę w wojnie.

Wojnie towarzyszył spór polityczny między konserwatystami i liberałami, którzy chcieli dogadać się z caratem i wrócić do lepszej autonomii, a młodymi rewolucjonistami-romantykami, którzy chcieli walczyć aż do odzyskania niepodległości. Ci pierwsi częściej dowodzili wojskiem i kierowali państwem, ci drudzy stanowili główną siłę powstania. Konflikty i spory, do których dochodził także problem stosunku do chłopów (którym nie chciano dać wolności i ziemi, by walczyli z zaborcami), osłabiał walkę z wrogiem.

Dowódca Rosjan, Iwan Paskiewicz, obszedł Warszawę od północy i zachodu, 6 września rozpoczynając szturm polskiej stolicy. Obrońcy nie mieli szans, i mimo heroicznych epizodów (obrona Reduty Ordona i Reduty Wolskiej) musieli skapitulować. W ciągu miesiąca powstanie upadło. Królestwo Polskie straciło resztki samodzielności, a emigrację zasiliła ogromna fala wychodźców – byłych spiskowców i żołnierzy.

Tomasz Leszkowicz