----- Reklama -----

Luxahaus Beyond

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

28 kwietnia 2022

Udostępnij znajomym:

Wielkimi krokami zbliża się 9 maja – w Rosji obchodzony jako święto państwowe: Dzień Zwycięstwa. Analitycy polityki międzynarodowej wskazują, że data ta będzie dla Władymira Putina okazją do zwrotu w sprawie wojny w Ukrainie. Dlaczego święto to jest aż tak ważne dla współczesnej Rosji i jej dyktatora?

Możliwych scenariuszy jest podobno kilka. Najczęściej mówi się o tym, że Putin przy okazji corocznej defilady wojskowej na Placu Czerwonym w Moskwie będzie próbował ogłosić triumf „operacji specjalnej” – zdobycie lądowego połączenia Krymu z resztą Federacji Rosyjskiej bądź „wyzwolenie” reszty Donbasu – i rozpocznie „zamrażanie” konfliktu bądź nawet rozmowy o zawieszeniu broni. Niektórzy twierdzą coś wręcz przeciwnego: zdesperowany dyktator, rozgniewany porażkami na froncie, miałby wykorzystać świąteczną mobilizację do ogłoszenia rozszerzenia, już teraz nie tylko z „nazistami z Ukrainy”, ale i całym Zachodem. Równie dobrze oprócz rytuałów, przemówień i machania szabelką może się też nic nie wydarzyć.

Czemu jednak to właśnie rocznica zakończenia II wojny światowej w Europie – bo z tym wiąże się Dzień Zwycięstwa – miałaby być taką dobrą okazją do realnej zmiany polityki prezydenta Rosji? Jak wiadomo, symbole są niezwykle ważne, ten zaś jest dla wschodniego mocarstwa wręcz fundamentalny.

Zacznijmy od przypomnienia podstawowego faktu: wojna z hitlerowskimi Niemcami zakończyła się formalnie… 8 maja 1945 roku, kiedy to w berlińskiej dzielnicy Karlshorst delegacja niemieckiej generalicji na czele z feldmarszałkiem Wilhelmem Keitlem podpisała ostateczny akt bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy przed aliantami zachodnimi. Wydarzenie to miało miejsce o godzinie 22:43, czyli czterdzieści trzy minuty po północy według czasu moskiewskiego, już 9 maja. W związku z tym ZSRR celebrowało właśnie ten dzień jako moment zakończenia II wojny światowej.

Świętowanie to szczególnej intensywności nabrało około dwudziestu lat po zakończeniu konfliktu, w latach 60. Nastał wówczas czas rządów Leonida Breżniewa, a z polityki wraz z jego poprzednikiem Chruszczowem odeszło pokolenie polityków, stojących w czasie wojny u steru państwa radzieckiego. Czasy Breżniewa, będące czasem stabilizacji radzieckiego realnego stalinizmu, wiążą się ze wzrostem znaczenia „patriotyzmu radzieckiego” i tendencji imperialistycznych. To wówczas też mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – jak w ZSRR mówiono o wojnie z Hitlerem od 1941 roku – zaczął wysuwać się na czoło oficjalnej pamięci państwowej, powoli spychając w cień mitologię rewolucyjno-bolszewicką. Ogromne znaczenie miało tu to, że z Niemcami walczyli wszyscy (lub prawie wszyscy) mieszkańcy ZSRR, było to więc doświadczenie łączące, w mniejszym stopniu ideologiczne i oparte o figurę wroga zewnętrznego. To w czasach breżniewowskich obchody Dnia Zwycięstwa i innych rocznic związanych z wojną osiągnęły swój punkt kulminacyjny, a defilady, pomniki i hołdy dla weteranów stały się stałym elementem oficjalnej celebry.

Młody kagiebista Władymir Putin dorastał w tej atmosferze i jak się wydaje bardzo wiele z niej wchłonął, wykorzystując tamte praktyki i opowieści w czasie, gdy stanął na czele Federacji Rosyjskiej. Dla Prezydenta Rosji Zwycięstwo ZSRR w II wojnie światowej jest jednym z najważniejszych wydarzeń w rodzimej historii, wpływającym na kolejne dekady historii najnowszej aż do dnia dzisiejszego. Zacznijmy od tego, że sam Putin wyraźnie utożsamia ze sobą Związek Radziecki i współczesną Rosję. Nie chodzi tutaj tylko o samą zasadę następstwa prawnego, ale po prostu ciągłość państwową i mocarstwową – „czerwone imperium” Lenina, Stalina, Chruszczowa i Breżniewa jest tym samym rosyjskim imperium, co dawne państwo carów i dzisiejsza Federacja Rosyjska. Wojna z Ukrainą jest zresztą przecież uznawana za próbę restytucji dawnego imperium radzieckiego, „nieszczęśliwie” podzielonego w 1991 roku.

Zwycięstwo nad hitleryzmem ma być też podstawą pozycji Rosji jako światowego supermocarstwa. Po II wojnie światowej stalinowski ZSRR stał się jednym z dwóch najważniejszych państw na świecie, ze stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, bronią atomową, ogromnym terytorium i potężną strefą wpływów. Pokonanie Hitlera było sukcesem imperium i źródłem szacunku oraz strachu przed radziecką potęgą. Przypominanie o triumfie sprzed prawie ośmiu dekad ma przypominać o tym, że Rosja jest silna, ma świetną armię i zasługuje na należny jej szacunek na arenie międzynarodowej. Zwłaszcza, że przypomina się głównie o wysiłku radzieckim, przemilczając wkład aliantów zachodnich, w tym zwłaszcza ich pomocą gospodarczą w ramach programu Lend-Lease.

Triumf z 1945 roku ma też jednak swój wymiar moralny. II wojna światowa w propagandzie rosyjskiej przedstawiana jest jako wielkie starcie dobra ze złem, sił jasności i mroku. Związek Radziecki, który poniósł największe straty wśród aliantów, złamał lądową siłę Niemiec i zdobył Berlin, miał w tej perspektywie być najważniejszą siłą tej „świętej wojny”. W pewnym sensie Sowieci mieli wręcz uratować Europę, wyzwalając obozy zagłady, ratując okupowane państwa i niszcząc zagrożenie niemieckie. Z tego powodu Rosji nie można zarzucać zbrodni (chociażby Katynia), traktując ją jako absolutnego „good hero”.

Defilada z 9 maja zapowiada się jako wielki spektakl propagandowy z Putinem w roli głównej. Rosyjski prezydent będzie próbował podeprzeć się wielkim mitem, by wzmocnić swoją politykę. Z ciekawością i obawami będziemy czekać na to, co będzie chciał konkretnie zrobić…

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

MCGrath Evanston Subaru

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----