Najlepsze spiski to takie, których nie ma
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Jak to? No cóż, jeśli spiskujemy to raczej po to, żeby komuś zrobić kuku, a nie przyczynić się do poprawy jego dobrostanu, cokolwiek by to miało znaczyć. Musimy jednak sprecyzować owe „nieistniejące” spiskowanie, bo jak powszechnie wiadomo, jest raczej coś niż nic. Ta starożytna definicja nakłada się też na spiskowanie i nie wiem, czy dzieje się tak, bo spiskowano od zawsze, czy też sama definicja jest tak pojemna, że obejmuje każdą kategorię działania człowieka, bo jest to przecież coś wyjątkowo i jedynie dane człowiekowi. Czyż bowiem zwierzęta spiskują? Biorąc pod uwagę niektóre psy można by się na chwilę nad tym zastanowić, ale będzie to jednak tylko chwila.

Idealne spikowanie jest, a jakby go nie było i to właśnie w tym ontologicznym zapętleniu mieści się ten fascynujący paradoks nieistnienie tego, co istnieje, paradoks, który otwiera nieskończone pole interpretacyjne. Możemy budować niekończące się teorie, spekulować i manipulować w oparciu o coś, co jest, a jakby tego czegoś nie było, jakby nigdy nie istniało. A przecież wiemy, że gdzieś, coś, ktoś, komuś, jakoś to czy tamto zrobił. Ale czy na pewno i czy w ogóle?

Tego rzecz jasna nie wiemy i nigdy wiedzieć nie będziemy, bo nawet jeśli już zdołamy dotrzeć do niezbitych faktów i niezaprzeczalnych dowodów, to zawsze gdzieś z tyłu głowy, gdzieś za uchem, usłyszymy ten napełniający nas wątpieniem, szept – na pewno? A może to prowokacja, może te dowody spreparowano, może to fałszywka i ustawka? Może! Ale co to ma za znaczenie?

Tajemne sieci układów i spiskowe teorie dziejów to przecież rodzaj wiary, specyficzna religia, to są kategorie mieszczące się poza rozumem, poza logiką i zdrowym rozsądkiem. Czy jednak na pewno?

Michał Nogaś napisał ostatnio:

/Czy wierzą Państwo w teorie spiskowe? Jeśli nie, to czas najwyższy przemyśleć swoje zachowanie! W najnowszym numerze "Książek. Magazynu do Czytania" Wojciech Orliński przekonuje: „Spiski naprawdę istnieją". I jeszcze udowadnia, że czasem opłaca się spiskować. Przykład z historii? Nasze najróżniejsze narodowe zrywy. "Powstania nie wybuchają bez spisków. Bez spisków nie byłoby też odzyskania niepodległości w 1918 roku i nie byłoby jej utraty. Bo zabory to dzieło serii błyskotliwie zaaranżowanych spisków, którym my bezskutecznie przeciwstawialiśmy nasze spiski nieudane: konfederację barską i ‘stronnictwo patriotyczne’, czyli nieformalną grupę, która doprowadziła do skonfederowania Sejmu i przyjęcia Konstytucji 3 maja.

Druga strona wygrała przede wszystkim dzięki temu, że robiła lepsze spiski. Targowica była prawdziwym majstersztykiem, był to bowiem spisek zawiązany przez zdrajców, którzy przedstawiali się jako najgorliwsi patrioci. Krótko mówiąc, komu jak komu, ale Polakom nie trzeba tłumaczyć, że spiski potrafią wpływać na bieg dziejów, usuwać z map całe państwa, a czasem też je na nich umieszczać". Orliński tropi spiski w różnych częściach świata i w popkulturze, a pomaga mu w tym lektura książki "Rynek i ratusz. O ukrytej sieci powiązań, która rządzi światem" szkockiego profesora Nialla Fergusona w przekładzie Wojciecha Tyszki. Warto po nią sięgnąć./

To, że spiski są immanentnie wpisane w ludzkie działanie to oczywista oczywistość. Pisze o tym Jacques Peretti w niesamowitej książce „Zakulisowe umowy, które zmieniły świat – niepohamowane ambicje, tajne negocjacje i skrywane prawdy w biznesie”:

„Peretti w dziesięciu klarownych rozdziałach opisuje dziesięć zdarzeń, które wyznaczyły ramy funkcjonowania współczesnego świata. Ramy, do których ci rzekomo potężni demokratyczni (lub niedemokratyczni) przywódcy muszą się dostosować i wśród nich nawigować. Jego opowieść zaczyna się w latach 30., gdy zebrani nad Jeziorem Genewskim producenci sprzętu oświetleniowego radzą, jak sprawić, by ludzie kupowali ich produkty częściej”. (za: GazetaPrawna.pl)

Pisze też o tym obszernie Scott Galloway w swej bestsellerowej publikacji zatytułowanej „Wielka czwórka, ukryte DNA Amazon, Apple, Facebook i Google” nie pozostawiając nam złudzeń, co do charakteru działań ponadnarodowych korporacji i ludzi, których fortuny określa się przymiotnikami: bajeczna, bajońska, niewyobrażalna czy też legendarna.

„Jakim sposobem cztery firmy zgromadziły tak wielką władzę? Jak to się dzieje, że nieożywiony twór, nastawione na zyski przedsięwzięcie wrasta w ludzką psychikę na tyle głęboko, żeby zmieniać zasady określające, jak może działać firma i czym być? Co ich bezprecedensowe rozmiary i wpływy oznaczają dla przyszłości biznesu i gospodarki? Czy ich przeznaczeniem, tak jak innych biznesowych potęg przed nimi, jest dać się przyćmić młodszym, atrakcyjniejszym rywalom? Czy może okopały się tak solidnie, że już nikt – człowiek, przedsiębiorstwo, rząd ani nic innego – nie ma szans?” (s.11)

Przed podobnymi dylematami stajemy w omówionym przez Michała Nogasia, potężnym opracowaniu Nialla Fergusona „Rynek i ratusz – o ukrytej sieci powiązań, która rządzi światem”. Przypomnijmy, że Ferguson jest autorem monumentalnej „Cywilizacji” i „Potęgi pieniądza”, co ostatecznie tworzy trylogię, której ideę przewodnią można by skupić w starym, polskim przysłowiu – jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Bo Polacy to złote ptacy. Polacy wiedzą i czują wyjątkowo i też wyjątkowo spiskują. Można śmiało stwierdzić, że spisek to ich życie. Spisek usensownia polską rację stanu, polską historię, polskie istnienie w ogólności i w każdym szczególe. „Krótko mówiąc, komu jak komu, ale Polakom nie trzeba tłumaczyć, że spiski potrafią wpływać na bieg dziejów, usuwać z map całe państwa, a czasem też je na nich umieszczać” (op.cit)

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: