Pandemia! Covid-19 trzęsie światem
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

To nie mój pomysł na tytuł, to pomysł, którego autorem jest Slavoj Žižek, jeden z najbardziej kontrowersyjnych, najczęściej cytowanych i bardzo znanych filozofów i teoretyków kultury, którego książka pod tym właśnie tytułem niedawno się ukazała w polskim tłumaczeniu. Pisze on głównie o tym co tu i teraz, ale zawsze, lub prawie zawsze z heglowsko-marksistowsko-lacanowskiego  punktu widzenia. Umiejętność lawirowania między tym, co jest określane jako lewicowe, i tym, co poniektórzy uznają za prawicowe (jakkolwiek te określania już dawno się rozmyły, co widać w ideologicznym pogmatwaniu republikańsko-demokratycznym w Stanach), pozwala dostrzec to, co zwykle nam umyka, gdyż z natury wolimy akceptować to, co nam bliskie, zgodnie z prasłowiańskim, prawdziwie polskim porzekadłem o bliższej koszuli ciału, niż sukmana, czy kaftan. Nie będziemy rzecz jasna dochodzić wieku znaczeń, które się w tym przysłowiu kotłują, bo dlaczego kaftan, a jeśli już, to jak się on ma do sukmany? Wystarczy, że zaakceptujemy tę, bardzo zresztą oczywista tezę, że u innych lubimy tylko to, co sami lubimy u siebie. Wszystko inne raczej odrzucamy, lub traktujemy po macoszemu.

Ale wróćmy do mojego ulubionego cytatu wszechczasów:

„Nie wiadomo, dlaczego i komu coś daje do myślenia. Dlaczego jedni są myślicielami, wielkimi odkrywcami, a inni nie. Platon sądził, że myślicielami są ci, których dusze oglądały kiedyś światło Prawdy. A święty Augustyn, że ci, którym boskie światło daje do myślenia. Jedno jest pewne: myśl nie pojawi się, jeśli na nią nie będziemy polować, jeśli nie zdobędziemy się na wysiłek i trud, a także odwagę myślenia. Tylko myślącemu myśl daje do myślenia. Gdzie jednak tropić ślady myśli? Na polu czytania. Myślenie zawsze zaczyna się od czytania, gdyż czytanie poszerza nasza świadomość i poszerza granice naszego rozumu”. (T. Gadacz, w: Wartość wartości, s.151)

***

Profesor Gadacz swego czasu stwierdził, że wszystko, co istotne dla sensownego istnienia człowieka powiedzieli już filozofowie antyku, pozostaje więc jedynie nieustanne okrywanie i nakładanie poglądów starożytnych Greków i Rzymian na naszą współczesność. Według tej samej zasady, która mówi, iż człowiek się nie zmienia, zmieniają się jedynie dekoracje na scenie dramatu, który odgrywa się nieustanie w specyficznych konfiguracjach, charakterystycznych dla różnych epok. Ale czy rzeczywiście, i jeśli tak, to na ile?

***

Pandemie dotykały ludzi zawsze, co jest zatem odmiennego w tej, której teraz jesteśmy świadkami i często ofiarami? No cóż? Wygląda na to, że jej kontekst. Korporacyjny kapitalizm, który w wielu krajach ociera się o totalitaryzm (Chiny), albo system oligarchiczny (Rosja), czy jakakolwiek inna mutacja tego, opierającego się na wolnym rynku (cokolwiek miałoby to znaczyć) układzie sił polityczno-społecznych, okazuje się mało wydolny. Oczywiście owa „wydolność” ma różne realizacje, które nam się mogą mniej kub bardziej podobać, ale fakt jest faktem, że coś tak małego, nie wiadomo czy żywego, czy martwego, jak wirus, w tym wypadku jeden z patogenów grypowych,  rozwaliło dotychczasowy porządek świata dosyć skutecznie. Przypomnijmy, że wirus w swej łacińskiej etymologii oznacza jad albo truciznę.

Jak pisze Slavoj Žižek: /by lepiej to wyjaśnić, chciałbym zacytować pewną popularną definicję: wirusy to „dowolne z różnych cząstek zakaźnych, zwykle ultra mikroskopijnych, składających się z kwasu nukleinowego, RNA lub DNA, w białkowej otoczce: zarażają zwierzęta, rośliny oraz bakterie i ulegają reprodukcji tylko w komórkach żywych. Wirusy są uważane za martwe jednostki chemiczne, a czasem za organizmy żywe”. Kluczowa jest ta oscylacja między życiem i śmiercią: wirusy nie są ani żywe, ani martwe, w zwykłym znaczeniu tych terminów, są pewnego rodzaju żywimy umarłymi. Wirus żyje w swoim pędzie do replikacji (rozmnażania), ale jest to pewnego rodzaju życie na poziomie zerowym, biologiczna karykatura nie tyle pędu do śmierci, co życia na najgłupszym poziomie powtarzalności i rozmnażania.” (s.84)

I to prymitywne, głupie, żeby nie powiedzieć tępe narzędzie natury, bardziej martwe niż żywe, pokonało najbogatsze kraje świata, aczkolwiek nie najbogatszych ludzi na tymże. Ci przecież mają się tak dobrze, jak nigdy wcześniej (wystarczy przykład właścicieli takich firm jak Amazon, czy Apple). To ciekawe i paradoksalne. Z jednej strony państwo, niejako z natury rzeczy, musi pomagać obywatelom (płatnikom podatków) w sytuacjach zagrożenia i robi to lepiej lub gorzej, ale zdecydowanie bardziej skuteczniej, niż super bogaci, którzy jako beneficjanci tegoż państwa i jego mieszkańców, nie poczuwają się do żadnego obowiązku wobec konsumentów (swoistej funkcji kapitalistycznego pojęcia obywatel). Do czego się natomiast bardzo chętnie poczuwają, to generowanie jeszcze większych zysków osiąganych z wykorzystania publicznych pieniędzy dzięki, czy raczej w efekcie, pandemii. Pisze o tym Naomi Klein w eseju „Gracze z Doliny Krzemowej chcą skorzystać na pandemii” zamieszczonym we wrześniowym Magazynie Pismo z tego roku:

„Wydarzenia toczą się obecnie bardzo szybko. Australijski rząd podjął współpracę z Amazonem, pozwalając mu przechowywać dane gromadzone przez kontrowersyjną aplikację do śledzenia kontaktów osób zakażonych koronawirusem. Rząd Kanady zakontraktował u tej samej firmy dostawy sprzętu medycznego (posypały się pytania, dlaczego pominięto publiczną pocztę). Na początku maja Alphabet ogłosił nową inicjatywę pod egidą Sidewalk Labs mającą na celu przekształcanie infrastruktury miejskiej, z kapitałem zalążkowym wynoszącym czterysta milionów dolarów. Josh Marcuse, sekretarz kierowanej przez Schmidta Rady Innowacji w zakresie Obronności, ogłosił, że opuszcza stanowisko i przechodzi do Google’a. Będzie szefem do spraw strategii i innowacji dla sektora publicznego. Pomoże zatem firmie wykorzystać rozmaite okazje pozyskiwania publicznych pieniędzy, na rzecz których on i Schmidt tak intensywnie lobbowali.” (s.62)

Wiadomo od zawsze, co rządzi światem, i to bez wglądu na system ekonomiczny czy społeczny. To rzecz tak niezmienna, jak charakter człowieka – oczywiście tym czymś jest pieniądz – jak mówią niektórzy: mała rzecz, a cieszy. Ta radość z liczenia przybiera różne formy. Pieniądz rządzi światem odwiecznie, ale przecież nie sam, tak jak wirus nie może istnieć samodzielnie, musi mieć jakiegoś „nosiciela” – a z tym bywa różnie.

David Rothkopf w swej  książce „Super klasa – kto rządzi światem” pisze:

„Każdy z nich to milion. Jest ich 6 tysięcy. Kierują naszymi rządami, największymi korporacjami, potężnymi instytucjami finansowymi, mediami a nawet grupami religijnymi a z ukrycia najgroźniejszymi organizacjami terrorystycznymi. Ta globalna superklasa tworzy naszą współczesną historię i określa kierunek rozwoju świata. Superklasa osiągnęła w dzisiejszych czasach niebywały poziom potęgi finansowej i władzy. Zglobalizowała się o wiele szybciej, niż jakakolwiek inna grupa społeczna. Ludzie ci mają więcej wspólnego ze sobą, niż z mieszkańcami państw, z których pochodzą. Kontrolują procesy globalizacji. Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami w Davos albo na pokładach prywatnych i firmowych odrzutowców? Czy to konspiracja, czy kolaboracja? Kto ustala prawa dla grupy działającej poza prawem?”

(kontynuacja za tydzień)