Poradziecka beczka prochu
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Region kaukaski ponownie stanął w ogniu – w Górskim Karabachu znowu doszło do walk ormiańsko-azerskich, w których obydwie armie wykorzystały nowoczesny sprzęt wojskowy. Wydarzenie te przypominają, że prawie trzydzieści lat po upadku Związku Radzieckiego na obszarach „czerwonego imperium” wciąż tlą się liczne konflikty narodowościowe.

Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich w okresie między rewolucją październikową a końcem II wojny światowej objął swoim bezpośrednim władaniem ogromny obszar, w znacznym stopniu pokrywający się z dawnym władztwem carów rosyjskich. Od Kamczatki do Kaliningradu, od Murmańska do Baku – największe państwo świata składało się z ogromnych, zróżnicowanych klimatycznie, kulturalnie i etnicznie terenów, którymi z Moskwy rządzono twardą ręką. Podobnie jak Cesarstwo Rosyjskie, ZSRR było „więzieniem narodów” – wewnątrz mocarstwa żyło wiele ludów, które posiadały własne państwa lub też nie mogły doczekać się niepodległości. Chaos porewolucyjny rozbudził nadzieje narodów Kaukazu i Europy Środkowo-Wschodniej, bolszewicki imperializm stłumił je jednak. Ostatnimi akordami podbojów były lata 1939-1945, kiedy na mocy podziałów stref wpływów do Związku Radzieckie włączono m.in. wschodnie obszary Polski, państwa bałtyckie, Besarabię, Karelię i część Prus Wschodnich.

Rządzący komunistyczną Rosją musieli radzić sobie z tak różnorodnym narodowościowo państwem, które mimo tworzenia nowego „człowieka radzieckiego” wciąż było zróżnicowane i niespójne. Jak zwykle stosowano tu metodę „kija i marchewki”. Represje czy wręcz terror (taki jak w okresie stalinowskim) miały obezwładniać wszystkie mniejszości i wrogów ustroju. Czasem przesiedlano całe narody – przykładem Czeczeni i Ingusze na Kaukazie oraz Tatarzy krymscy, którym w czasie II wojny światowej zarzucono współpracę z Niemcami. Czasem wystarczyły represje nakierowane „tylko” na warstwy przywódcze, które łamały opór podporządkowanych ludów.

Jednocześnie między rosyjskim centrum a wielonarodowymi peryferiami musiał być zawarty jakiś kompromis – nie da się bowiem ciągle „siedzieć na bagnetach”, czyli rządzić siłą i strachem. Związek Radziecki był w założeniu państwem quasi-federacyjnym, składał się bowiem z piętnastu republik (rosyjskiej, białoruskiej, ukraińskiej, uzbeckiej, kazachskiej, kirgiskiej, tadżyckiej, uzbeckiej, gruzińskiej, azerskiej, armeńskiej, mołdawskiej, litewskiej, łotewskiej i estońskiej). Co więcej, w ramach republik związkowych istniały republiki autonomiczne oraz obwody i okręgi autonomiczne, które organizowały życie mniejszości narodowych na terenach, gdzie stanowiły one zwartą większość. Tzw. leninowska polityka narodowościowa zakładała, że o ile państwo radzieckie miało być na szczeblu centralnym jednolite, o tyle na kolejnych poziomach pozwalano na autonomię kulturowo-narodowościową. W kolejnych dekadach zwiększano lub zmniejszano zakres swobód różnych narodów, rozwijano ich życie kulturalne, budowano instytucje i rozszerzano świadomość narodowościową. W ten sposób republiki związkowe sprawnie mogły stać się niepodległymi państwami – posiadały swoje instytucje i władze, które w pewnym momencie po ogłoszeniu niezależności od Moskwy przestawały komukolwiek podlegać.

Konflikty narodowościowe, często odwieczne, wciąż jednak tliły się pod skorupą pozornie jednolitego Związku Radzieckiego. W końcu na konkretnych terenach mieszkały obok siebie ludy i narody, które od dawna mogły żyć ze sobą w konflikcie – dzielić mogła je religia, dawne zależności rządzących i rządzonych, zadawnione krzywdy. Ważną rolę odgrywała tu sama polityka radziecka, która wykorzystywała starą zasadę „dziel i rządź” – władze radzieckie z jednymi narodami żyły lepiej i je faworyzowały (a one szukały wsparcia silniejszego), inne zaś gnębiły, często przy wykorzystaniu mniejszości. Dochodziło w końcu do zdarzeń zupełnie przypadkowych, które skutki przynosiły po wielu latach – tak było choćby przez zamieszkiwanym w większości przez Rosjan Krymem, który Nikita Chruszczow przekazał w latach 50. Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej, a który w 2014 roku „odzyskała” Rosja.

Znaczący dla kwestii narodowościowych był okres pierestrojki i głastnosi, czyli poluzowania i przebudowy władzy radzieckiej, zainicjowanej przez Michaiła Gorbaczowa w końcu lat 80. Słabsza cenzura „przepuszczała” coraz więcej treści narodowościowych, które budowały poczucie wspólnoty i odmienności od silniejszych narodów. Zachęta do „demokratyzacji” skutkowała wzmacnianiem ruchów i partii nacjonalistycznych, które chciały niepodległości. W końcu brak represji sprawiał, że malała bariera strachu.

W krajach bałtyckich pamięć o przedwojennej niepodległości motywowała obywateli do oddolnego zabiegania o niepodległość. Podobnie było też na Zakaukaziu (np. w Gruzji). W innych republikach to raczej partyjne elity starały się dopasować do zmian i postawić na wątki narodowościowe. Upadek ZSRR w 1991 roku okazał się jednak ogromnym wstrząsem, który wywołał liczne kryzysy – konflikty o pograniczne ziemie (Górski Karabach), problemy mniejszości rosyjskiej (Krym, Łotwa, Ukraina), próby odzyskania niepodległości (Czeczenia) czy zachowania wpływów przez Moskwę (Naddniestrze). Wciąż więc tereny ogromnego imperium są beczką prochu, w której co i raz wybuchają nowe, krwawe konflikty – spadek po dziesięcioleciach prób zapanowania nad różnymi narodowościami.

Tomasz Leszkowicz