Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Cudownie jest móc spędzić święta w uroczym zaciszu swego domu z filiżanką parującej herbaty Assam, rozkoszując się niezliczoną ilością prezentów przygotowanych pod choinką, oglądając z oddali pokaz noworocznych ogni sztucznych. No cóż – uroczo jest rozkoszować się tymi przyjemnościami, szczególnie gdy wyprzemy ze swej świadomości, że zarówno herbata Assam, wiele z choinkowych ozdób i prezentów, sama choinka oraz ognie sztuczne i petardy to produkty, które są efektem pracy niewolniczej tych, dla których takie radości i wspaniałości mogą być najwyżej czymś bajkowym, kompletnie niedostępnym, a jeśli już to tylko w sferze marzeń.

Współczesna rzeczywistość jest naznaczona chorobową wręcz obsesją zysku, która to obsesja dopadła już, jeśli nie homo erectus, to z pewnością homo sapiens. Jest z nami od zawsze, ale nigdy nie przybrała tak globalnie bezwzględnego charakteru. Dlaczego? Choćby dlatego, że dzisiejsza inżynieria marketingowa i manipulacja zachowaniami kupujących doprowadziła do przedziwnego przekonania, że nowe jest lepsze od starego i posiadanie nowego czyni nas szczęśliwszymi w naszym, raczej mało ciekawym, życiu. Jak to? Otóż tak to – kupować tanio, byle co, wyrzucać po chwili i natychmiast zamawiać nowe – nieustannie nakręcać machinę produkcji poprzez stale rosnącą sprzedaż. Obniżać w nieskończoność ceny i uwodzić kupujących złudzeniem, że tańsze i nowe to jest to, co da nam szczęście, samozadowolenie i samospełnienie. Co najciekawsze, opozycja nowe – stare ulega kompletnemu przewartościowaniu. Stary model czegoś (gadżetu elektronicznego, sprzętu domowego) może istnieć równolegle z nowym, a różnica w czasie ich pojawienia się często liczy, co najwyżej, parę tygodni.

Książka Kevin Balesa „Jednorazowi ludzie – nowe niewolnictwo w gospodarce światowej” nie pozostawia złudzeń: „nowe niewolnictwo jest niczym nowa zaraza, na którą nie ma szczepionki. Dopóki nie zrozumiemy go w pełni, dopóki nie dowiemy się dokładnie, dzięki czemu może ono funkcjonować, mamy niewielkie szanse, aby je powstrzymać. A ta konkretna zaraza się rozszerza. Zjawisko nowego niewolnictwa wciąż się nasila, a liczba ludzi żyjących w niewoli wzrasta z dnia na dzień. Jesteśmy świadkami epidemii niewolnictwa, która w ramach globalnej gospodarki wiąże się z życiem każdego z nas.

…wybrać wolność i głód czy jedzenie, którego ceną jest niewola? To dylemat milionów niewolników, przed którym stają każdego dnia. Oczywiście owo „jedzenie” to kubek ryżu albo w najlepszym wypadku fasoli, na cały dzień. Brzmi to niesamowicie w Stanach, gdzie 50% populacji cierpi z powodu nadwagi, a 75% jest chorobowo otyła. Pytanie o wolność jednakowoż pozostaje otwarte. Co za paradoks.

Rzecz jasna nie jest to w interesie naszego przyjemnego, sytego i długiego życia, by sobie głowę zawracać niewolnikami, którzy pracują - na nasze, tanie dobra materialne, nasze finansowe portfolia i fundusze emerytalne - w Indiach, Brazylii czy Pakistanie. W istocie w każdym kraju na świecie, począwszy od Bangladeszu a skończywszy na USA, niewolnicy pracują, byśmy mogli gnuśnieć w bezkrytycznym samozadowoleniu. Co najbardziej groteskowe i paradoksalne; mamy usta pełne chrześcijańskich sloganów o miłości i współczuciu, co nie przeszkadza nam w każdej prawie sferze naszego życia, bezpośrednio czy pośrednio, korzystać z pracy tych, którzy nie tylko nie mają nic, ale którzy traktowani są jak jednorazowe narzędzia, które po użyciu po prostu się wyrzuca.

„Niewolnictwo to kwitnący interes, a liczba niewolników i niewolnic rośnie. Ludzie bogacą się, wykorzystując niewolników. A kiedy już ze swoimi niewolnikami skończą, po prostu ich wyrzucają. Tak wygląda nowe niewolnictwo, skupione na wielkich zyskach i tanim życiu. Nie chodzi tu o posiadanie ludzi na własność w tradycyjnym sensie, jak w niewolnictwie starego typu, ale pełną nad nimi kontrolę. Ludzie stali się narzędziami jednorazowego użytku, służącymi do zarabiania pieniędzy”.

Współczesny niewolnik jest pozbawiony jakichkolwiek praw do samostanowienia o sobie. Musi pracować praktycznie za darmo, albo za jedzenie i miejsce do spania. Nie decyduje sam o miejscu swego pobytu, nie nakładają się na niego żadne albo prawie żadne regulacje prawne, nie może się przemieszczać bez zgody swego pana (ale nie właściciela), bo nowoczesny niewolnik nie jest już niczyją własnością, jest nikim, a raczej niczym. Jest rzeczą, a dokładniej mówiąc narzędziem do produkcji dywanów, tanich ubrań, herbaty, bananów, stali, węgla, a nawet biżuterii. Dostarcza usług erotycznych, sprząta, gotuje i wychowuje dzieci swych panów. Jest częścią cyklu produkcyjnego, który wytwarza rzeczy i usługi jak najtaniej. Nic, albo bardzo niewiele sam kosztuje, zatem to, co wytwarza, albo jakie usługi świadczy, jest tanie – możemy więc kupić sobie prawie za bezcen sztuczną choinkę wyprodukowaną w Chinach, ciuchy z Bangladeszu, herbatę z Pakistanu, czy tani komputer z Indii – zapakować je w świąteczny, tani papier i jesteśmy gotowi do świąt. Celebracje noworoczne uświetnijmy sobie, zupełnie za darmo, oglądając spektakularne pokazy ogni sztucznych i petard. I cóż nas to może obchodzić, że: „znaczny odsetek niewolniczej siły roboczej w Indiach stanowią dzieci. Szczególnie dobrze opisaną grupą są dzieci wytwarzające sztuczne ognie i zapałki w okolicach miasta Sivakasi w stanie Tamilnadu. W tamtejszych fabrykach, będących być może największym skupiskiem dziecięcej siły roboczej na świecie, pracuje około 45 tysięcy dzieci. Każdego dnia, pomiędzy 3 a 5 rano, fabryczne autobusy kursują przez większość okolicznych wsi. Lokalni agenci zatrudniają dzieci w wieku od 3.5 roku do 15 lat, wypłacając ich rodzicom zadatki i wciągając w ten sposób w pułapkę długu. […] Używana do produkcji fajerwerków mieszkanka prochu jest wysoce szkodliwa dla zdrowia i żrąca, z czasem wytrawia skórę na dłoniach i palcach dzieci. Pojawiają się wówczas pęcherze i dziecko nie może pracować, ponieważ chemikalia szybko wżerają się w pozbawione naskórka ciało. Wygojenie się ran po pęcherzach zajmuje pięć – sześć dni, jednak tak długa niezdolność do pracy oznacza zwolnienie. Dlatego pęcherze przypala się kawałkiem rozżarzonego węgla lub papierosem – pęcherz pęka, a wytrawiona chemikaliami rana zamienia się oparzelinę. Z czasem koniuszki palców dzieci pokrywają się masą bliznowatej tkanki. Z kolei ich płuca wypełniają się sproszkowanym chloranem potasu, fosforem i tlenkami cynku, co skutkuje trudnościami w oddychaniu i zatruciem krwi”.

Wspaniałe pokazy świątecznych i noworocznych fajerwerków przyciągają co roku tłumy widzów. Pamiętajmy, żeby zabrać ze sobą swoje dzieci. Niech też nacieszą oczy feerią kolorów i kształtów.

Wszystkie cytaty za: Kevin Bales, Jednorazowi ludzie – nowe niewolnictwo w gospodarce światowej, wyd. w podwórku, 2019, s.377.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: