----- Reklama -----

Luxahaus Beyond

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

06 maja 2022

Udostępnij znajomym:

Jest pierwszą osobą, jaką poznajemy w życiu. Najlepsza, najwspanialsza istota na świecie. Przez pierwsze kilka lat miłość i przywiązanie do niej są coraz głębsze. Mając 10-12 lat zaczynamy być samodzielni, wykazywać inne zainteresowania, słuchać kolegów i koleżanek, lub w przypadku obecnego pokolenia „youtuberów” i „influencerów” (kolega z redakcji zaproponował określenie „wpływacze”, ale obawiam się, że nie jest wystarczająco rozpowszechnione). To wiąże się z lekkim osłabieniem naszych więzi z mamą. Gdzieś tak ok. 16 roku życia zaczynamy dochodzić do wniosku, że rodzice, więc mama też, nie wiedzą nic, zwłaszcza o nas, robią nam na złość, ograniczają nas i nie pozwalają rozwinąć skrzydeł. Bunt trwa chwilę, kilka lat, po czym wychodzimy z nastoletnich pieluch i stopniowo wkraczamy w dorosłe życie. Zaczyna powoli wracać przytomność umysłu i ponownie zauważamy, że jednak mama nas kocha, jest mądra i możemy jej zaufać. Ach, gdybyśmy tylko zdawali sobie z tego sprawę w okresie dojrzewania, uniknęlibyśmy wielu błędnych decyzji i wyborów!

Z drugiej strony, kiedy przekonuje, że nie chce niczego w dniu swojego święta, absolutnie nie słuchamy jej! Bo nie jest to prawdą, a nawet jeśli jest, to i tak powinna coś dostać. Bo jest matką. Bo nas urodziła, wykarmiła, wychowała, ochroniła i zrobiła tak dużo, że zasługuje na znacznie więcej niż upominek z okazji jej święta. Jaki? Pozostawiam to każdemu do wyboru. Ale jeśli ktoś naprawdę nie wie, to podpowiadam, że młode mamy najczęściej marzą o krótkiej przerwie w matczynych obowiązkach, a posiadające dorosłe dzieci odwrotnie, o tym, by przez chwilę były znów potrzebne. Oczywiście zawsze pozostaje karta upominkowa do jej ulubionego sklepu, ale nazwijmy to... planem B.

Matka zawsze jest osobą, która najbardziej cieszy się z naszych osiągnięć i najbardziej martwi niepowodzeniami. Zasługuje więc na naszą wdzięczność. Nawet jeśli nie wiemy, jak ją okazać, spróbujmy.

Pożegnam się już teraz, wcześniej, ale zamiast „Miłego weekendu” przypomnę dziś wyjątkowe opowiadanie. Powstało w 1974 roku, a jego autorką jest znana wówczas w całych Stanach Zjednoczonych felietonistka i humorystka, Erma Bombeck. Przetłumaczone na wiele języków, powtarzane do dziś, umieszczane w antologiach, choć w wielu miejscach już bez danych autorki. Oto ono:

Dobry Bóg zdecydował, że stworzy... matkę. Po sześciu dniach pracy pojawił się anioł i powiedział:
– Sporo czasu na to poświęcasz.

Bóg odrzekł:
– Owszem, ale widziałeś szczegóły zamówienia? Posłuchaj, ona musi nadawać się do prania, lecz nie może być z plastiku, składać się ze stu osiemdziesięciu części, z których każda musi być wymienialna, żywić się kawą i resztkami jedzenia z poprzedniego dnia, jej pocałunek ma leczyć wszystko – od złamanej nogi po złamane serce... no i musi mieć sześć par rąk.

Anioł potrząsnął głową:
– Sześć par? Nie da rady...

– Tak! Ale ręce to nie problem. Są nim trzy pary oczu.

– To standardowy model?

– Tak. Jedna para, by widzieć wszystko przez zamknięte drzwi i wiedzieć zanim zada pytanie "Dzieci, co tam wyprawiacie?". Druga ma być z tyłu głowy, aby widzieć to, czego nie powinna oglądać, ale o czym koniecznie musi wiedzieć. I jeszcze jedna para, żeby bez słów przesłać spojrzenie dziecku, które wpadło w tarapaty, mówiące "Rozumiem i kocham cię".

– Panie – rzekł anioł, dotykając delikatnie Jego ramienia – Idź spać. Jutro...

– Nie mogę! – odparł Bóg. A zresztą już prawie skończyłem. Udało mi się osiągnąć to, że sama zdrowieje, jeśli jest chora, potrafi przygotować sobotnio-niedzielny obiad na sześć osób z pół kilograma mielonego mięsa oraz jest w stanie zmusić dziewięcioletniego chłopca do wejścia pod prysznic.

Anioł powoli obszedł ze wszystkich stron model matki, przyglądając mu się uważnie, a potem westchnął:
– Jest zbyt delikatna.

– Ale za to jaka odporna! – rzekł z zapałem Pan. – Nie masz pojęcia, co potrafi osiągnąć i ile wytrzymać!

– Potrafi myśleć?

– Nie tylko. Potrafi zrobić najlepszy użytek z szarych komórek oraz argumentować i dochodzić do kompromisów.

Anioł pokiwał głową, podszedł do modelu matki przesunął palcem po jego policzku.

– Tutaj coś przecieka – stwierdził.

– Nic tutaj nie przecieka - uciął krótko Pan. – To łza.

– A do czego to służy?

– Wyraża radość, smutek, rozczarowanie, ból, samotność i dumę.

– Jesteś genialny! – zawołał anioł.

Bóg spojrzał smutno i powiedział:

– Ja tej łzy nie stworzyłem...

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

MCGrath Evanston Subaru

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----