Stolik, a wiedza ciemna i prawdziwa
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

„Wyraźnie wstąpił we mnie duch Demokryta. Dziwnym zbiegiem okoliczności był on tym silniejszy, im mocniej świeciło słońce.” (s. 527)

***

Jak zwykły stolik może zburzyć spokój i wygodną egzystencję porządnej, mieszczańskiej rodziny dobrych i uczciwych chrześcijan? No cóż? Pytanie jest tylko pozornie absurdalne, w istocie stolik może mieć zaiste fundamentalny wpływ na codzienne życie, a nade wszystko myślenie o sprawach wykraczających poza fizjologię. W jaki sposób?

***

Zniesiono ze strychu zapomniany, zakurzony stolik, który po odświeżeniu ustawiono w mieszkaniu. Ponownie zaczęto przy nim jeść śniadanie, czytać czy po prostu pić popołudniową herbatę. Ale to tylko początek historii. Sam stolik od początku budził pewien niepokój wśród domowników, częściowo przez swój wygląd, a częściowo przez swoje niejasne pochodzenie:

„Gdy po raz pierwszy zobaczyłem ten brudny, zakurzony stolik w najciemniejszym kącie poddasza o kształcie leja nasypowego, cały zastawiony starymi, potłuczonymi butelkami i purpurowymi fiolkami, które obrosły skorupą kryształów, z mocno nadwyrężonym i dość złowieszczo wyglądającym woluminem rozłożonym pośrodku, pomyślałem, że to iście nekromantyczny mebel, co jak ulał pasowałby do warsztatu braciszka Bacona. Miał dwa atrybuty niezbędne przy rzucaniu czarów i wywoływaniu duchów: okrąg oraz trójnóg.” (s. 505)

***

I wszystkie te dziwności i podejrzenia byłyby niczym, gdyby nie tykanie. Coś w tym owianym tajemniczością meblu zaczęło tykać. To tykanie było czymś na podobieństwo chrobotania czy postukiwania i dawało przedziwny efekt łudzenia nas wrażeniem, że coś w tym meblu żyje, albo to on sam jest żywym stworzeniem. Tak czy owak stolik dawał oznaki życia. Tykał. Czy taka rzecz jest normalna i czy może się zdarzyć?

***

Zdania w rodzinie były podzielone. Pan domu, sprawca całego zamieszania i sprawozdawca owego wydarzenia miał ambiwalentne odczucia, zakładał, że być może tak, ale też być może nie. W zasadzie to najwygodniejsza pozycja, by uniknąć kompromitacji. Jego żona była jednoznacznie odarta z przesądów i koncept, że coś w stoliku żyje, uznała za objaw głupoty i niczym nieuzasadnionych bzdur w przeciwieństwie do dwu córek, które bezkrytycznie oddały się przekonaniu, że to złe duchy i ciemne moce chroboczą stoliku po to, żeby omamić domowników i pociągnąć ich ku mrokom niewiadomego. Obydwie były ciężko przerażone. Podobnie zresztą jak służąca, która była gotowa natychmiast odejść z opętanego stolikowym tykaniem domu, ale powstrzymywała ją zaległa, niewypłacona jeszcze pensja, której jednak nie dostała i musiała zostać. Pani domu nie chciała, by ta pobiegła się wyspowiadać, co byłoby jednoznaczne z, definitywnie niepożądanym, rozplotkowaniem całej afery po mieście.

***

Zatem czekamy co się stanie. Tykanie ustanie czy nie? Wrócimy do normalności, czy też nie wrócimy? Coś się wydarzy i problem się rozwiąże, czy zostaniemy z tykającym stolikiem na wieki? Parę stresujących nocy i dni i coś ze stolika wychodzi, coś jak robak, i nawet zostaje złapane pod szklankę, ale służąca wyrzuca robala, a szklankę dokładnie wymywa. Nie ma dowodu na racjonalne wytłumaczenie tykania. Czekamy więc dalej, bo tykanie nie ustaje.

„– Posłuchaj mężu – odezwała się żona – jestem przekonana, że bez względu na to, co powoduje to tykanie, ani ono samo, ani stolik nie mogą wyrządzić nam krzywdy, bo jesteśmy dobrymi chrześcijanami; przynajmniej mam taką nadzieję.” (s. 518)

Akcja „tykający stolik” trwa. Czekamy dalej. Tykanie nie ustaje, aż tu nagle dzieje się coś niesamowitego. Ze szczeliny stolika wyłania się piękność. Nie żaden robal, ale: „pośrodku blatu wił się owad, rozświetlając mrok pokoju niczym ognisty opal. […] Był to, trzeba przyznać, wyjątkowo piękny owad – jak z warsztatu żydowskiego jubilera – odprysk wspaniałego zachodu słońca. Moim córkom nie śniło się podobne stworzenie. Owady kojarzyły im się z czymś obrzydliwym. Ale to był owad seraficzny, a raczej - z owada miał tylko „o”, wyglądał bowiem jak jakieś olśniewające objawienie”. (s. 531)

***

No i co z tego? Po co Herman Melville pisze opowiadanie, a raczej nowelę zatytułowaną Stolik z drewna jabłoni, czyli autentyczne manifestacje świata duchów? Po co nam ta cała historia jest opowiedziana? Po co w niej nieskończona ilość bezpośrednich i pośrednich odniesień do filozofów, myślicieli i pisarzy z różnych epok od Demokryta, przez Goethego po Thoreau?

„Stolik z drewna jabłoni, czyli autentyczne manifestacje świata duchów”, to między innymi satyra na XIX-wieczną modę na spirytyzm, ale też replika na idee zawarte w słynnej powieści „Walden” Henry’ego Thoreau czyli na tzw. amerykański transcendentalizm. Owad, który niespodziewanie ożywa w starym stoliku mającym stupięćdziesięcioletnią metrykę, ma być figurą „nieśmiertelności i obietnicy zmartwychwstania”, pochwały witalnych sił tkwiących w naturze ludzkiej. Jednak autorzy posłowia nie poprzestają na takiej konstatacji interpretacyjnej. W fakturze narracyjnej opowiadania doczytują się figury „odwrócenia”, inwersji sensów, co czyni dla nich sens tego opowiadania tajemniczym. „Narrator „Stolika” podkreśla, że „gdy już człowiek zdobędzie klucz do czegoś, zaraz bierze go chętka, by otwierać, szperać i eksplorować. Szukajmy więc kolejnych ukrytych kluczy, obracajmy nimi…/ – sugeruje Mikołaj Wiśniewski” w posłowiu do zbioru Nowel i opowiadań Hermana Melville’a. (za: Krzysztof Lubczyński, w: Labirynty, kamuflaże i klucze Hermana Melville)

***

Jak reagujemy na nieznane? Zawsze tak samo od wieków i nic tu się nie zmienia. Jeśli coś nas dopadnie, czego nie rozumiemy, albo czego zrozumieć nie chcemy i czego się boimy to zawsze jest jakaś, za coś, kara i to najpewniej boska. Na nic dorobek rzeszy filozofów, naukowców i myślicieli. Na nic uzależnienie od elektronicznych gadżetów dających nam praktycznie nieograniczony dostęp do informacji i naukowych badań we wszelkich możliwych dziedzinach. Nic to, że zaczęliśmy eksplorować Marsa i żyjemy w XXI wieku. Jeśli pandemia, to z pewnością kara boska. Zupełnie jak mitologiczne tłumaczenie świat a w antycznych opowieściach sprzed dwu tysięcy lat o bogach wplątanych w ludzkie losy. Jeśli robak w stoliku to z pewnością złe duchy i diabelskie działania, jak w noweli Melville’a z lat 1853-1856.

***

Przywołany w tekście Demokryt, filozof, którego intuicje co do strukturalnej budowy kosmosu są niewyobrażalnie bliskie koncepcji rzeczywistości, którą odkrywa fizyka kwantowa, mówił o wiedzy prawdziwej i wiedzy ciemnej, co mniej więcej streszcza się w przekonaniu filozofa, iż to myślenie jest tym, na czym można polegać, w przeciwieństwie do zmysłów, wobec których trzeba być raczej nieufnym, bo mają skłonność do zwodzenia nas. Co zatem na pozostaje? Sapere aude?

***

Tajemnicę tykającego stolika rozwiązuje zaproszony do jego oględzin przyrodnik, profesor Johnson, który mówi:

„Incydent ten nie jest bez precedensu. Stolik zrobiono z drewna jabłoni, w którym gustują rozmaite insekty. […] Stolik był zabytkowy. Jeśli miał, powiedzmy, osiemdziesiąt lat, znaczyłoby to, że owad czekał na wyklucie półtora wieku!” (s. 533)

***

Niby wszystko jasne i racjonalnie zinterpretowane, ale „– mówcie co chcecie – odparła Julia, podnosząc do góry zamknięty w szklance cudowny, lśniący, żywy opal – mówcie co chcecie, ale nawet jeśli to piękne stworzenie nie jest duchem, to lekcja, której nam udziela, jest natury duchowej.” (s. 534) Naprawdę?

***

Herman Melville – „Nowele i opowiadania”, przekład zbiorowy, posłowie i przypisy Adam Lipszyc i Mikołaj Wiśniewski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020, str.654.

Zbyszek Kruczalak