----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

03 marca 2022

Udostępnij znajomym:

Przeglądam właśnie w mediach społecznościowych profil zatytułowany Ищи Cвоих, czyli Szukaj Swoich. Strona ukraińska zamieszcza tam fotografie i filmy pojmanych i zabitych żołnierzy rosyjskich, a także dokumenty znalezione przy ciałach, gdy identyfikacja nie jest możliwa. Po co? By rodziny w Rosji mogły poszukać swoich bliskich w sytuacji, gdy ich własny kraj nie chce im takich informacji udzielić. A także po to, by wbrew rozpowszechnianej w Rosji propagandzie pokazać, iż jest to regularna wojna, w której giną ludzie i może choć w ten sposób wpłynąć na obojętną na nią część opinii publicznej.

W tym samym czasie w innym zakątku sieci infantylni internauci robią sondę, kto powinien w filmie zagrać Putina, a kto Zełenskiego. Padają nazwiska aktorów i wzory postaci. Według sporej grupy użytkowników Twittera nieznani jeszcze twórcy przyszłego filmu za wzór powinni obrać postacie z Gwiezdnych Wojen. Najgorętsza dyskusja dotyczy tego, czy Putin bardziej przypomina Dartha Vadera, czy Imperatora Palpatine.

Na profilu Szukaj Swoich zdjęć pojmanych do niewoli znacznie mniej, większość stanowią krwawe, zwęglone, spuchnięte, czasami pozbawione kończyn zwłoki w mundurach i znalezione przy nich rzeczy osobiste. Nie jest to strona zablokowana przed nieletnimi. Dostępna w każdym kraju i z każdego komputera. Działa dopiero od kilku dni, a już ma prawie 700 tysięcy subskrybentów. Tylko część to rodziny żołnierzy, większość po prostu lubi sobie takie zdjęcia pooglądać.

Fotografie te pojawiają się w różnych miejscach, również tam, gdzie nie powinny. Pod nimi głupie komentarze i żarty w wielu językach. Niedorozwinięci użytkownicy portali społecznościowych wydają się nie dostrzegać tego, co one pokazują. Ludzie nie są w stanie zmusić się do chwili powagi. Nawet wtedy, gdy naprawdę tego potrzeba.

Gdy w jednym miejscu zamieszczone jest zdjęcie ze szpitala w Mariupolu, gdzie płaczący ojciec tuli twarz leżącego pod zakrwawionym pledem syna, w innych zakamarkach internetu kanapowi specjaliści od wszystkiego rzucają się na nowe wojenne tematy i zaczynają zadawać idiotyczne pytania. Czy amerykański czołg jest lepszy od rosyjskiego? Czy F-16 lata szybciej od Su-35? Czy wybuch bomby termobarycznej oznacza, że w okolicy trudno jest oddychać? Czy Ukraina leży w Europie? Czy poza benzyną zdrożeje też piwo? Albo ile kobiet i dzieci wśród uchodźców okaże się podstawionymi szpiegami Putina?

Zresztą okazuje się, że nie tylko anonimowi użytkownicy internetu gadają i piszą głupoty. Wydawałoby się poważni i mądrzejsi politycy na wysokich stanowiskach będą bardziej wstrzemięźliwi i publicznie nie będą się wygłupiać. Nic z tego. Ubiegający się miejsce w Kongresie były wojskowy prawnik proponuje prewencyjnie zrzucić bomby na Rosję. Od razu. Nie ma na co czekać. Mam nadzieję, że nie wygra. Inny, już wybrany i zasiadający w Izbie Reprezentantów polityk domaga się wyrzucenia Rosjan z międzynarodowej stacji kosmicznej. Nawet kilka osób mu przyklasnęło. Chyba wydaje im się, że to działa podobnie do wyrzucenia rosyjskich siatkarzy z rozgrywek o jakiś puchar.

W czasie, gdy tam giną ludzie, w internecie mnożą się strony i profile, na których można oddać swój głos: na Ukrainę lub Rosję, na Putina bądź Zełenskiego. Widziałem profil jakiejś nastolatki z USA, która zestawiła zdjęcia ich obydwu i pytała koleżanek, który jest przystojniejszy. To nie jest straszne. Straszne jest to, że głos oddało kilka tysięcy osób. W innym miejscu pytanie, czy ładniejsze są Ukrainki czy Rosjanki.

Wojna to nie zabawa. To nie gra. Choć przez lata oswajana była w społeczeństwie i stała się rozrywką dla mas. Pociąga najczęściej tych, którzy nie mają z nią nic wspólnego. Ludzie przestali dostrzegać różnicę pomiędzy wojną udawaną na ekranie komputera lub telewizora, a tą rzeczywistą. Chyba, że nagle wkroczy ona do ich domu. Ale nie wkracza i dla większości pozostaje jedynie rozrywką. Nawet ta prawdziwa. Dyskusje na temat tego, co dzieje się w Ukrainie, zbyt często dotyczą wyłącznie korzyści i strat dla jej uczestników i reszty świata. A może zamiast martwić się tym, że galon benzyny będzie droższy, powinniśmy zrozumieć, że taki jest koszt powstrzymania masowego mordercy, który ma nie tylko środki by zabijać, ale również ochotę, by to robić.

Im dłużej trwa wojna w Ukrainie, tym więcej osób łączy się w grupy fanów obydwu stron i wymienia epitetami, uwagami, a nawet pustymi groźbami. Dokładnie tak samo, jak robią to użytkownicy portali gier. Podejrzewam, że to te same osoby. Nieznający życia poza ekranem komputera nastolatkowie i starsi od nich, zamieszkujący piwnice w rodzinnych domach miłośnicy Call of Duty, Halo i Battlefield.

Mówi się, że każdą tragedię w pełni rozumie się dopiero wtedy, gdy nas ona dotknie osobiście. Ale nie trzeba chyba uczestniczyć w krwawej wojnie, by wiedzieć, iż zakłady bukmacherskie dotyczące jej wyniku są niemoralne. Jak można stawiać pieniądze na wynik wojny?

Coraz częściej postrzegamy konflikty w różnych częściach świata wyłącznie jako wydarzenia telewizyjne. Po jakimś czasie nawet najbardziej krwawe schodzą na plan dalszy. Mylą nam się tragedie ludzkie i działania wojenne z grami strategicznymi. To nie filmy z happy endem, gdzie słabszy pewnie na końcu wygra. To nie zabawa na ekranie. To tysiące zabitych, miliony pozbawionych domu. To tragedia dla każdego z nas. Nawet jeśli tego nie rozumiemy.

Spokojnego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

VL TRUCKING

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----