----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Niebo wysokie, słoneczka mnóstwo, trochę białych majestatycznych chmur, wiaterek i ta wczesnojesienna cisza w powietrzu! Nic, tylko jechać! W cały świat.

Tak by się chciało - na Zachód! Aż do Arizony, albo jeszcze lepiej - aż do Kalifornii. Powodzeniem cieszą się też wyprawy dookoła Jeziora Michigan - po drodze farmy, w Indianie, w Michigan, w Wisconsin. Te jabłka, brzoskwinie, prawdziwe śliwki i pomidory! Albo pojechać choćby do Amiszów, do środkowego Illinois. Tras mnóstwo, możliwości też. Tylko ruszać!

Co jakiś czas obiega nas tu wiadomość o podróżnikach z Polski. Zahaczają o Chicago w drodze na Alaskę albo do Peru, niektórzy jadą po naszej mapie - od wybrzeża do wybrzeża. Pieszo, rowerami, kajakami, motocyklem. Spotkanie z takim wolnym ptakiem, to dopiero stres! My tu przywiązani do spraw, do życia, do obowiązków, a taki, najczęściej małolat, sobie używa...

Są i tacy co z podróżowania zrobili sobie sposób na całe życie, nie tylko na wakacje. Należy do nich Mateusz Waligóra, członek światowego The Explorers Club. To są już wędrowcy na bardzo zaawansowanym poziomie. Tam się nie jeździ od motelu do motelu, to już inna bajka. Pan Mateusz na przykład wędrował swego czasu po Kubie, śladami Buena Vista Social Club, albo z żoną i nawet nie rocznym synkiem - sławną drogą św. Jakuba, w Hiszpanii. Rowerem. Andy kiedyś przemierzył rowerem, pokonał też najtrudniejszą drogę wytyczoną na Ziemi Canning Stock Route w Australii Zachodniej. W 2018 roku jako pierwszy śmiałek na świecie samotnie przeszedł mongolską Pustynię Gobi. Od lat więc wędruje po świecie, najczęściej pieszo lub właśnie rowerem. Australia, Azja, Ameryka Południowa i Północna. Powstają z tych wypraw relacje filmowe, książki, no i nagrody dla najlepszych, najodważniejszych, niepokonanych.

Im też pandemia dokuczyła. Rok temu ruszył więc wzdłuż Wisły! Czy nie świetny pomysł? Maszerował od źródeł, aż do Bałtyku. Oglądałam właśnie filmową relację z tej wyprawy. Polska tam taka, jaką pamiętamy, tylko mosty jakieś... strasznie nowoczesne! I mnóstwo problemów - susza i powodzie, zanieczyszczenia, zatrucia, wyniszczenie ryb. Piękna przyroda i straszna głupota nas, ludzi.

Opisane to wszystko w książce.

A teraz? Jeszcze lepiej. Od 6 września Mateusz Waligóra wędruje wybrzeżem Bałtyku. Przez 30 dni ma przejść około 600 kilometrów, od Świnoujścia do Piasków. Ogląda to "morze nasze morze", to wybrzeże, tę naszą granicę północną, rozmawia z ludźmi. O zmianach klimatu, o walącym się z klifu kościele, o łowieniu ryb, o unijnych dotacjach i sprzedawaniu turystom, o wrakach. Rozlecą się czy nie, wycieknie z nich paliwo i mazut, zatruje Bałtyk u polskich brzegów, czy nie. Dlaczego się tego nie wydobywa, tak jak i materiałów wybuchowych czy innych trucizn, które spoczęły na dnie po wojnie? No dlaczego? Kto, my Polacy, mamy za to płacić? Nie my to tam porzuciliśmy, nie my powinniśmy sprzątać. Kto ciekaw może sobie poczytać na stronie Facebook, książka kiedyś pewnie też będzie. Może do czasu jej wydania aż tak wielkie zmiany nie zajdą...

Tacy wędrowcy zwykle przekonują, że trzeba się odważyć, trzeba realizować swoje marzenia. Hmmmm. Kiedy tak szczerze porozmawiać, to wiele osób będzie deklarować chęć podróży. Najczęściej właśnie w taki nieskrępowany sposób: samochodem, gdzie oczy poniosą. Wielu z nas ma za sobą długie wyprawy po tym tu kontynencie, wielu na przykład przemierzyło sławną Drogę 66. Poznałam kiedyś panią, która puściła się w tę drogę sama, samochodem! I to najbardziej kusi - taka wyprawa na przykład aż po Alaskę, czy Dakoty, obie, czy na Wschód, śladami amerykańskiej rewolucji. Jest tych możliwości mnóstwo. Niektórzy wolą wyprawy zorganizowane, z przewodnikiem, wygodnie, bezpiecznie. To trochę inna bajka. Bardziej kusząca jest chyba wyprawa jakimś porządnym autem, które może też służyć za sypialnię, w dobrym towarzystwie, ciekawą trasą. W dobie Internetu można z drogi prowadzić swoje życiowe sprawy, płacić rachunki, wysyłać pocztę i... odbierać emeryturę, bo nie oszukujmy się: na takie marzenia jednak chyba stać wolne ptaki, czyli emerytów, którzy już nic nie muszą, a tyle mogą! Jeśli mogą.

Idalia Błaszczyk

Na podst. strony mateuszwaligora.com, jego portalu na FB oraz gazeta.pl