----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij znajomym:

„Przepaść pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością wypełniona jest obsesją” (za: Zuzanna Kowalczyk, w: Niewolnicy lewego nadgarstka)

Jeśli coś może być przerażające i jednocześnie nadzwyczajnie piękne, to jest to zbiór dwu genialnych baśni Ango Sakaguchi’ego. Tekstów bardzo krótkich, ale tak naładowanych znaczeniami, że aż obezwładniających. Jest coś specyficznie unikalnego w świecie wyobraźni japońskich autorów, iż przeszywa nas ona, aż do samych trzewi. Czym i w jaki sposób? Magią bajecznej opowieści i świecie nieustannego dramatu i niezrozumiałego okrucieństwa.

Dzięki Ango Sakaguchi’emu wracamy do absurdalnego - ale tylko częściowo, bo przecież nie jest one pozbawione niepokojącego sensu - pytania: Po co nam literatura? A jeśli już po coś, to czy musi nas przestraszać?

W niepokojąco pięknych i ociekających perwersyjnym wyuzdaniem opowiadaniach W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie (cóż za tytuł!) i drugim zatytułowanym Wielkouchy i księżniczka długiej nocy, dzieją się rzeczy niewyobrażalne.

Bohaterem pierwszej noweli „jest rozbójnik mieszkający w górach i trudniący się okradaniem zamożnych podróżnych. Niczego się nie boi. Prawie, bo strach, który ociera się o niepojęte szaleństwo, ogarnia go, gdy znajdzie się w tytułowym lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie. Któregoś roku w tym czasie zabija bogatego wędrowca i uprowadza jego małżonkę, która okazuje się najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widział. Choć rozbójnik miał już osiem żon, dla nowej wybranki zabija je bez mrugnięcia oka, ścinając im głowy mieczem. Potem zaślepiony miłością zetnie jeszcze setki głów, by zaspokoić kaprysy ukochanej. (za: Maria Fredro-Smoleńska, w: Vogue.pl)

Drugie opowiadanie jest nie mniej porażające. Młody rzeźbiarz staje do dworskiego konkursu. „Na widok jego olbrzymich uszu i twarzy przypominającej koński pysk księżniczka wybuchła pełnym szyderstwa śmiechem. Zrazu chciano go wypędzić, przekupić sakwą złota. Ale on został i zahipnotyzowany urodą córki naczelnika postanowił w zemście wyrzeźbić figurę demona”. (tamże)

Skąd ta mnogość i wieloznaczność „przestraszeń”? Z bajek?

Wygląda to raczej na inny kierunek. Nie z bajek, ale w bajkach, czy raczej w baśniach, dzieją się rzeczy przyprawiające o bojaźń i drżenie i to w wymiarze, jaki trudno by siebie wyobrazić wielu filozofom. Stąd chyba ta niemożliwa do zasypania różnica między literackim i filozoficznym odkrywaniu tego, co zakryte.

Rozbójnik W lesie pod wiśniami jest nieskończenie dobry i nieskończenie niedobry. Kocha i nienawidzi bezgranicznie. Jest w stanie zrobić wszystko z miłości. I tak się dzieje. Robi wszystko, co niemożliwe. Jest pogrążony w miłosnym uniesieniu. Kocha „rozbójniczo” zdobytą w rozboju kobietę. Nie dostrzega i nie rozpoznaje rzeczywistości w szaleństwie miłości. „Przepaść pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością wypełniona jest [u niego] obsesją”.

Jakimi marzeniami? Rozbójnik pragnie być kochany przez kobietę za wszelką cenę. Jaka jest rzeczywistość? Ona go nie kocha. Co jest ich obsesją? Zaspakajanie niekończących się pragnień. Jakich? Różnych. Luksusowego życia, bogactw i wszelkich wygód, życia w stolicy zamiast w górach, ale nade wszystko czegoś, co wykracza poza ramy nawet najbardziej nieoczekiwanych i wyrafinowanych oczekiwań. Co to mogłoby by być?

„Mężczyzna, kobieta i kaleka służąca zamieszkali w stolicy. Co noc mężczyzna wślizgiwał się do kolejnych rezydencji wskazanych przez kobietę. Wynosił kimona, klejnoty i różne utensylia – ale i tak nie wystarczały one, żeby ją zadowolić. Tym, czego pragnęła najbardziej, były głowy tych, którzy tam mieszkali. W domu zebrali już dziesiątki głów z wielu posiadłości. Zostały ułożone w wyznaczonym miejscu i odgrodzone z czterech stron parawanem; niektóre z nich wisiały. Było ich zbyt wiele, żeby mógł je wszystkie spamiętać. Ale kobieta pamiętała każdą z nich, nawet te, które potraciły włosy, których ciało zgniło i po których została tylko biała czaszka. Wpadała w gniew za każdym razem, gdy ktokolwiek którąś z nich przesunął. Zachwycała się nimi głośno – ta głowa należy do rodziny stamtąd, a tamta – do takiego rodu. Kobieta bawiła się głowami każdego dnia. Jedna głowa wybierała się na spacer w towarzystwie służących. Pewna rodzina głów szła odwiedzić inną głowią rodzinę. Niektóre głowy się w sobie zakochiwały. Raz to głowa kobiety odtrącała głowę mężczyzny, innym razem głowa mężczyzny porzucała głowę kobiety, skazując ją na łzy” (s. 38)

Dziwne? Straszne? Przerażające? Niezwykłe? Absurdalne? Intrygujące? A może tylko baśniowe? Ale jeśli tak, to na ile jest to baśniowa, a na ile freudowska historia miłosna? I czy rzeczywiście jest to opowieść o miłości?

Bardzo możliwe, że Ango Sakaguchi komponuje dla nas opowieść o toksycznej relacji dwojga osób, z których każda żyje w bańce swej własnej bajki. Każda ma swoje oczekiwania i marzenia wobec tej drugiej, a rzeczywistość skrzeczy, zgodnie z konceptem, który mówi, iż „przepaść pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością wypełniona jest obsesją”.

To obsesyjne mordowanie dla zabawy w głowy, czy raczej gry z głowami, to przecież nie tylko gra, to przede wszystkim rozgrywka między miłością i wyrachowaną perwersją. W istocie cała opowieść osadzona jest w nieskończonej ilości wątków, symboli i tropów literackich. Sakaguchi „rozprawia się z całą gamą symboli, nadając im nowe znaczenia. Kobiety nie są już posłusznymi, dobrymi żonami i mądrymi matkami, a płatków wiśni należy się bać. Korzysta przy tym z dawnych legend, wtrąca frazy z dzieł klasycznych, zapisuje niektóre słowa w katakanie, sylabariuszu używanym zazwyczaj do zapisywania obcych nazw, tak jakby chińskie znaki wymagały zbyt wiele wysiłku albo po prostu były niepotrzebne. Opowiadania tego zbioru osadzone są w antycznej Japonii, […] ale za to postaci mówią do siebie tak, jakby były na współczesnej popijawie.” (ze wstępu Karoliny Bednarz, s.20)

Baśniowo niebywałe jest zakończenie, które wyrzuca czytelnika w inne wymiary literackiego doświadczenia. Jeśli bowiem główny zrąb opowiadania można by z łatwością wpisać w sny analizowane na freudowskiej kozetce i doszukiwać się w nich ukrytych symboli niespełnienia erotycznego w toksycznym, deprawującym związku ( relacja oparta na przymusie, kompletna niezgodność charakterów, odmienne oczekiwania wobec partnerów, różnice kulturowe i pochodzeniowe) to nieoczekiwaność zakończenia przywraca nas do pionu interpretacyjnego i wyprasza z gabinetu psychoanalityka – aczkolwiek chyba nie natychmiast i raczej niejednoznacznie.

Co się dzieje przy końcu? Dzieją się cuda! Oboje wracają w góry i tam, w wiśniowym sadzie „mężczyzna wszedł pod ukwiecone drzewa. Dookoła panował spokój. Powoli zaczął go przenikać chłód. Raptem zauważył, że ręce kobiety są przeraźliwie zimne. Poczuł strach. A razem z nich pewność: kobieta była demonem. Nagle z każdego krańca przestrzeni pod kwiatami zawiał zimny wiatr”. (s.48)

Zupełna bajkowość i totalnie nierealna rzeczywistość. Ich wspólne obsesje, skrywane W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie materializują się, przenikającą zimnem, pustką.

„Pozostały tylko kwiaty i zimna pustka. Nic więcej”. (s.50)

W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie, Ango Sakaguchi, wyd. Tajfuny, 2021, s.93.

Zbyszek Kruczalak