Wartości w płynie
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

„Nie wiadomo, dlaczego i komu coś daje do myślenia. Dlaczego jedni są myślicielami, wielkimi odkrywcami, a inni nie. Platon sądził, że myślicielami są ci, których dusze oglądały kiedyś światło Prawdy. A święty Augustyn, że ci, którym boskie światło daje do myślenia. Jedno jest pewne: myśl nie pojawi się, jeśli na nią nie będziemy polować, jeśli nie zdobędziemy się na wysiłek i trud, a także odwagę myślenia. Tylko myślącemu myśl daje do myślenia. Gdzie jednak tropić ślady myśli? Na polu czytania. Myślenie zawsze zaczyna się od czytania, gdyż czytanie poszerza naszą świadomość i poszerza granice naszego rozumu”. (T. Gadacz, w: Wartość wartości, s.151)

Pojawiła się ostatnio, kolejna z wieloczęściowej serii, książka „Dieta warzywno-owocowa dr Ewy Dąbrowskiej w postaci płynnej”. Nie musimy zatem już niczego gryźć, przeżuwać czy miażdżyć, wystarczy wypić, wygodnie przełknąć i tylko czekać, aż będziemy szczupli, piękni i zdrowi. Czy łatwość odchudzania w wersji płynnej rzuca nas w objęcia płynności w ogóle? I tak i nie! Dlaczego? Z jednej strony płynna dieta zrzuca z naszych przemęczonych życiem ramion ciężar odchudzania w wersji tradycyjnej, ale z drugiej pozbawia radości z gryzienia. A któż nie lubi ugryźć czegoś lub kogoś? Któż nie lubi poprzeżuwać, porozkoszować się smakami ciał stałych, a nie płynnych? Oczywiście, że lubimy posmakować, ale wygoda płynności przede wszystkim. Przełknąć zamiast gryźć - szybko, łatwo i przyjemnie!

Czy zatem płynność jest wartością, skoro niesie w sobie takie kategorie jak: łatwość, lekkość i zadowolenie? Czy rzeczywiście wymaga od nas mniej pracy, mniej zaangażowanie, bardziej nas rozleniwia i wydrąża z uczestnictwa? Czy w ogóle możemy mówić o wartości płynności? Chciałbym być czegoś wart, czyli chciałbym przyswoić, czy raczej oswoić pewne wartości; chciałbym być dobry, szlachetny, odważny, prawdomówny, wytrwały w dążeniu do celu, czy w osiąganiu sukcesu – tak jak starożytni Grecy i Rzymianie marzę, by realizować się w owych cnotach, czy raczej owymi przymiotami cnotliwego życia naznaczyć swoje postępowanie. Ale jak to zrobić, skoro nic już nie jest takie jak było, a płynność ogarnia wszystko i wszystkich? Ale czy naprawdę i czy wszystko i wszystkich?

Płynna rzeczywistość porywa nas ku niewiadomemu. Nic nie ma swego oryginalnego kształtu, smaku i konsystencji. Przemielone i zmiksowane ułatwia przełykanie i trawienie, ale pozbawia nas radości z czytania, czy raczej odczytywania smaków, zapachów, okrywania tajemnicy połączeń, pochodzenia i faktury poszczególnych elementów. Płynność nas pochłania czy tego chcemy, czy nie i to bez względu na to, czy ją uznamy za wartość, czy też za jej przeciwieństwo, za coś ze znakiem minusowym.

Profesor Tadeusz Gadacz w znakomitej książce „Wartość wartości” opracowanej przez Hannę Kordalską-Rosiek mówi wprawdzie, iż: „[…] zdumiewające jest, że kiedy patrzę na filozofię, widzę, że najważniejsze myśli zostały już sformułowane dawno temu przez Greków. To myśli w gruncie rzeczy bardzo nowoczesne.” (s.152) To jednocześnie, nie ulega wątpliwości fakt, że niebywałe wręcz przyśpieszenie w rozwoju technologii, obejmujące ostanie dwa stulecia, spowodowało nienotowane wcześniej upłynnienie dotychczasowych, wydawałoby się wodoodpornych, wartości. Pisze o tym w swej kultowej pracy „Płynna nowoczesność” Zygmunt Bauman: „życie w epoce płynnej nowoczesności przypomina codziennie o powszechnej przemijalności wszystkiego bez wyjątku. Nie ma na świecie niczego trwałego (…). Z paroma wyjątkami, wszystkie użyteczne i niezbędne dzisiaj przedmioty jutro powędrują na śmietnik. Nic nie jest absolutnie konieczne, nic nie jest niezastąpione. Każda rzecz schodzi z taśmy produkcyjnej z wyznaczonym jej „terminem ważności” (…). Żaden krok i żaden wybór nie są ostateczne i nieodwołalne. Żadne zobowiązanie nie trwa na tyle długo, by nie można się było z niego wycofać. Wszystko wokół istnieje do odwołania. Nad mieszkańcami świata płynnej nowoczesności unosi się widmo: widmo zbędności. Płynna nowoczesność jest cywilizacją nadmiaru, zbędności, odpadów i ich uprzątania” (s. 152-153) Wszystko to daje poczucie obracania się w świecie Eschera, gdzie nie widać różnicy między wspinaniem się, a schodzeniem” (s. 50).

O jakim świecie mówi profesor? Maurits Cornelis Escher, to intrygujący i fascynujący holenderski malarz i matematyk, który w swych słynnych grafikach upłynniał granice między ułudą, optycznym złudzeniem, grą pespektywy i pozorami tego, co wydaje się nam, iż widzimy w jego pracach. Magiczno-matematyczny świat rzeczywistości, która jest, a jakby jej nie było, bo jest czymś innym, niż nam się wydaje, że jest. „Escher proponuje widzowi zabawę architekturą, perspektywą i przestrzenią. W jego pracach odnajdujemy intrygującą rzeczywistość pełną sprzeczności i fantazji, absurdalnego poczucia humoru, ale i matematycznej logiki. Prezentując swoje fantastyczne wizje, artysta zawsze kieruje się żelaznymi zasadami matematyki, które rzadko kojarzymy z prawami estetyki. To właśnie matematyka jest dla niego głównym środkiem wizualnego przedstawienia wyobrażeń o rzeczywistości. Ukazuje ją w różnych perspektywach, świetnie wykorzystując zasady rzutu środkowego i równoległego, zaskakując niezwykłymi rozwiązaniami geometrycznymi w różnych wymiarach i w różnych geometriach, które jednak bazują zawsze na szczegółowych szkicach i matematycznych obliczeniach”. (za: E. Stróżecka, W magicznym zwierciadle Eschera)

Co paradoksalne w jego pracach to fakt, iż to właśnie matematyczne wyliczenia i koncepty graficzne prowokują do istnienia rzeczywistą nierzeczywistość. Wszystko rozmywa się w płynności naszej niedoskonałości postrzegania i analizowania.

Jak bardzo rozmywamy się w płynnej diecie warzywno-owocowej, którą serwujemy sobie ku pokrzepieniu serc raczej, niż mózgów, pokazuje znakomity esej Naomi Klein zatytułowany „Gracze z Doliny Krzemowej chcą skorzystać na pandemii”. Wszystko się przeistacza i zmienia. Nawet coś tak elementarnego jak dom, przestaje być domem. Naomi Klein pisze:

„Mówimy o przyszłości, w której twój dom nie będzie już wyłącznie prywatną przestrzenią. Za sprawą cyfrowej łączności będzie też pełnił funkcję szkoły, gabinetu lekarskiego, siłowni lub – jeśli władza tak zechce – więzienia. Oczywiście, wiele osób już dawno zamieniło swoje mieszkania w miejsca pracy, z której nigdy się nie wychodzi. Jeszcze przed pandemią właśnie w domach najczęściej korzystaliśmy z różnego rodzaju oferty rozrywkowej. Coraz częściej stosowano też narzędzia dozoru elektronicznego. Jednak cyfrowy nowy ład, którego zręby dziś pospiesznie powstają, sprawi, że wymienione tu zjawiska nasilą się w niewyobrażalnym wręcz stopniu.” (w: Magazyn Opinii Pismo, wrzesień 2020, s.59)

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak