----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

Kupujesz i jesz tanie produkty? Rób tak dalej, katastrofa do której się tym przyczyniasz, pochłonie cię prędzej czy później.

O czym mowa? Oczywiście o najgłębszym, istotnie fundamentalnym aspekcie naszego współczesnego egzystowania, który streszcza się we frazie „ile to kosztuje?”, co znacznie lepiej brzmi w wersji językowej powszechnie zrozumiałej na całym świecie: „how much?” To „how much?”, niestety i o zgrozo, niesie w sobie tylko i wyłącznie, jedną jedyną implikację sprowadzającą się do intencji pytającego. A jaka jest ta intencja wie każde dziecko wychowane w kapitalizmie, szczególnie w jego amerykańskiej wersji: tanio, taniej i najtaniej. Czy to przekłada się na westernową parafrazę rzeczywistości określanej też przeinaczonym tytułem „okrutny, brzydki, zły”?

Że westernowej, to z domniemaną pewnością (rządzi bezprawie, a w istocie prawo siły pieniądza), że okrutnej, brzydkiej i złej, to więcej niż pewne ( o tym za chwilę)! Dlaczego? Zacznijmy od przypomnienia paru super ważnych tez z książki Wiek kapitalizmu inwigilacji – walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy, autorstwa Shoshany Zuboff:
"Kapitalizm inwigilacji/nadzoru, rzeczownik (ang. Sur-veil-lance Cap-i-tal-ism, n.) –
1. Nowy porządek ekonomiczny, który uznaje ludzkie doświadczenie za darmowy surowiec do ukrytych handlowych praktyk wydobycia, prognozowania i sprzedaży;
2. Pasożytnicza logika ekonomiczna, w której wytwarzanie towarów i usług jest podporządkowane nowej globalnej architekturze modyfikacji behawioralnej;
3. Niegodziwa mutacja kapitalizmu naznaczona koncentracją bogactwa, wiedzy i władzy, niespotykana w historii ludzkości;
4. Podstawowe ramy gospodarki nadzorczej;
5. Równie znaczące zagrożenie dla ludzkiej natury/człowieczeństwa w XXI wieku, jak kapitalizm przemysłowy dla świata przyrody w XIX i XX wieku;
6. Powstanie nowej potęgi instrumentalnej roszczącej sobie prawo do dominacji nad społeczeństwem i stawiającej zdumiewające wyzwania demokracji rynkowej;
7. Ruch, którego celem jest narzucenie nowego ładu zbiorowego opartego na zasadzie całkowitej pewności;
8. Wywłaszczenie, pozbawienie człowieka jego krytycznych praw, najlepiej rozumiane jako odgórny zamach stanu: obalenie suwerenności narodu". 

Czy możemy się odczepić od korporacji i dać im święty spokój, niech trzepią tyle kasy ile mogą i jak tylko mogą, w końcu wszyscy w jakiś sposób korzystamy z ich usług, jeśli nie bezpośrednio, kupując towary/produkty, to pośrednio, zyskując z „benefitów” jako udziałowcy posiadający ich akcje w swoim portfolio inwestycyjnym, emerytalnym czy jakimkolwiek innym.
Otóż nie możemy i nie powinniśmy dać im chwili oddechu, bo bez nas, konsumentów, ich potęga nie byłaby możliwa, mało tego, bez naszych podatków, wiele z tych firm miałoby znacznie trudniejsze życie (upusty podatkowe, specjalne strefy ekonomiczne, przekonanie polityków, że warto pójść im na rękę w redukcji zobowiązań finansowych, w zamian za miejsca pracy, czy inne wyimaginowane korzyści).

Przyjrzyjmy się dwóm, szczególnie drastycznym w swej jaskrawości, stwierdzeniom Zuboff, które mimo, że wyciągnięte z kontekstu, znakomicie wpisują się w tytułowe założenie, o podcinaniu gałęzi, na której siedzimy:
3. Niegodziwa mutacja kapitalizmu naznaczona koncentracją bogactwa, wiedzy i władzy, niespotykana w historii ludzkości;
5. Równie znaczące zagrożenie dla ludzkiej natury/człowieczeństwa w XXI wieku, jak kapitalizm przemysłowy dla świata przyrody w XIX i XX wieku;
Co to oznacza i jak tę gałąź sobie podcinamy? Pisze o tym Stefano Liberti, dziennikarz śledczy, który swe dochodzenie przedstawił w książce Władcy jedzenia – jak przemysł spożywczy niszczy planetę. Oto niewielki fragment z tego opracowania:
„Brazylijczycy wykorzystują swoje ziemie do produkcji soi, która zostanie pożarta przez hodowane na przemysłową skalę świnie importowane przez Chiny ze Stanów Zjednoczonych. Chińczycy eksploatują własne wsie do produkcji koncentratu pomidorowego, który zostanie eksportowany do Afryki lub posłuży za bazę do ketchupu do hamburgerów sprzedawanych na całym Zachodzie przez fast foody, takie jak McDonald’s, i zyskujących coraz większą popularność także w Chinach”
Autor koncentruje się wprawdzie tylko na czterech produktach:  wieprzowinie, soi, pomidorach i tuńczyku, ale to absolutnie wystarcza, by pokazać, jak bardzo jesteśmy korporacyjnie odmóżdżeni kupując tani, wysoko przetworzony pokarm, który w istocie jest zawsze mutacją soi, kukurydzy i pszenicy, co skutecznie wciąga nas w zaklęte i przeklęte koło chorób wszelkiego rodzaju. Co paradoksalne i ciekawe, oszczędzamy na jedzeniu, kupując dużo i tanio, ale wydajemy fortunę na leczenie efektów spożywania tego , co dużo i tanio. Gdzie tu tak zwany sens i logika? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze i to duże pieniądze. Jak pisze Karol Przybylak w jednej z recenzji książki Libertiego:
„Ten globalny system jest efektywny i dochodowy, a to ważne bo za spożywczymi korporacjami stoją od wielu lat fundusze inwestycyjne, które interesują się przede wszystkim możliwie wysoką stopą zwrotu.
Liberti zwraca uwagę na to, że działanie wielkiego biznesu nie uwzględnia ograniczoności ziemskich zasobów i unika ponoszenia kosztów pojawiających się przy okazji intensywnego rolnictwa i produkcji spożywczej”.
Czy jest jakieś wyjście z tego globalistycznego cyrku, w którym amerykańskie świnie, eksportowane do Chin, jedzą soję uprawianą na wypalonych połaciach Puszczy Amazońskiej, czy też Włosi produkują koncentrat z pomidorów „produkowanych” w Chinach, raczej poza regulacjami dotyczącymi ilości zżutych do uprawy nawozów sztucznych i pestycydów, bo jak wiadomo to, co chińskie jakością i zgodnością z międzynarodowym prawem i takimiż regulacjami, nie grzeszy.
Wyjście jest jedno i bardzo oczywiste, tak jasne, jak słońce – trzeba pomyśleć. Myślenie ma jednak, o dziwo!, ogromną przyszłość, mimo, że nie jest czynnością pożądaną ani przez korporacje, ani przez polityków, bo jak wiadomo, korporacjom zależy, żebyśmy kupowali bezmyślnie, a politykom, abyśmy na nich bezmyślnie głosowali – co jak widać obu grupom udaje im się znakomicie. Na czym to myślenie ma polegać i czy jest to system do natychmiastowej i zupełnej wymiany:
„Wydawałoby się, że tak, ale szersze poznanie całej siatki zależności i powiązań (lokalnych i globalnych), które odkrywa przed nami Stefano Liberti uświadamia czytelnikowi, że zero – jedynkowe postrzeganie tych procesów często nie jest najlepszym rozwiązaniem. Autor odwiedza najróżniejsze miejsca. Obserwuje zmiany zachodzące wśród lokalnych społeczności. Rozmawia z ekspertami z branży spożywczej, urzędnikami, aktywistami. Czy znajduje alternatywę dla globalnej produkcji żywności? Czy ludziom, którzy porzucili (lub zmusiły ich do tego okoliczności) niewielkie gospodarstwa żyje się teraz lepiej? Czy świat jest gotów, aby „przestawić się” na kilkukrotnie droższą żywność? Dlaczego jeden z chińskich hodowców wieprzowiny, część stada prowadzi metodą “wolnowybiegową”? Dlaczego tuńczyk nie powinien być tak tani?
Część odpowiedzi poznacie podczas lektury Władców jedzenia, ale niektóre nadal pozostaną w zawieszeniu”. (za: Karol Przybylak, w: biokurier.pl)
Jedno jest pewne, utrzymanie obecnego systemu produkcji i dystrybucji żywności to prosta droga do drastycznego wyniszczenia zarówno Ziemi jak i nas samych. Jemy za dużo, a zdecydowanie za mało myślimy. Widać to choćby po tonach wyrzucanego na śmietnik jedzenia, do którego produkcji potrzebne były ogromne ilości choćby wody i energii. Mogliśmy o tym przeczytać w ubiegłotygodniowym Monitorze:
„Przeciętna amerykańska rodzina co roku wyrzuca do kosza od 1,365 do 2,275 dolarów. Tracą też producenci i handlowcy, którzy często muszą wyrzucać produkty o dziwacznych kształtach lub to, co się nie sprzedało. Jest to złe dla środowiska, bowiem 25 procent wody w USA zużywa się na produkcję niezjedzonej żywności, do tego aż 21 procent masy na wysypiskach to wyrzucana żywność, co stanowi 50 proc. wzrost od 1974 r.
Co więcej, w wyrzucających tak dużo produktów żywnościowych Stanach Zjednoczonych, około 42 milionów ludzi nie ma stałego dostępu do żywności i doświadcza głodu”.
Czy spadniemy z naszej gałęzi, prosto do łajna, wydalanego przez krowy i świnie, które zjadamy, nie bacząc, że jemy również ich rozpacz, ból i cierpienie, jaki jest im zdawany w trakcie „procesu produkcji” któremu są poddawane ? Zależy, czy odważymy się myśleć, czy też nie.

Zbyszek Kruczalak

Stefano Liberti, Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę, przeł. Ewa Nicewicz-Staszowska, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019, s. 384

Wiek kapitalizmu inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy, Shoshana Zuboff, wyd. Zysk i S-ka, wyd.1. 2020, s. 831.