Wojna postu z karnawałem
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Po zamachach 11 września redakcje dostawały faksem porady, jak i o czym rozmawiać z czytelnikami czy słuchaczami. Radzono na przykład, jak rozmawiać z wystraszonymi dziećmi: mówić, że im nic nie grozi, że są bezpieczne, że oto są osoby odpowiedzialne /in charge/, które panują nad sytuacją, znajdą sprawców, zapewniają nam wszystkim bezpieczeństwo. A my mamy się zająć swoimi sprawami.

Te faksy przychodziły od jakiejś ważnej agencji rządowej.

Kto jest in charge teraz? Kto nam teraz zapewnia bezpieczeństwo? Czy są tam jacyś dorośli czy same przedszkolaki?

"Już od niedzieli każdy będzie mógł poddać się testowi". Ta niedziela była kilka tygodni temu.

Zniecierpliwieni ludzie wychodzą na ulice i domagają się złagodzenia rygorów kwarantanny, czy tego, co teraz jest. No bo jak to? Zabrali nam pracę, dochody, swobodę, a nadal nie wiadomo, ile osób jest chorych, ile wyzdrowiało, jaki procent umiera, czym to leczyć i kiedy będzie szczepionka? Jak można leczyć chorobę, o której ciągle nie ma podstawowych danych? Mamy już koniec kwietnia i ciągle nie ma patyczków do testowania - kawałek plastiku i gaziku, nie ma odczynników, nie ma testów! Nie ma odzieży ochronnej dla służby zdrowia! Nie ma masek! Nie ma rękawiczek! Prezydent mówi o tym, jakie to piękne testy! Gubernatorzy skarżą się na brak pomocy ze strony rządu federalnego, a federalni mówią - niech sobie gubernatorzy kupią: testy, maseczki, patyczki i nawet te maszynki do oddychania. Następna wiadomość jest juz kompletnie niezrozumiała: gubernatorzy kupują gdzieś w świecie to wszystko tak potrzebne, a federalni, ktokolwiek to jest, zgarniają im transporty sprzed nosa. Zabierają całe zamówienie. Ostatnio mignęła informacja, że cały transport sprowadzony do stanu przy pomocy - zdaje się wojska, czy gwardii, trafił w ręce prywatnych dystrybutorów...

Kto się tu i w co bawi? Gdzie są dorośli?

Gruchnęła wiadomość, że wśród czarnoskórej populacji jest najwięcej zarażonych i najwięcej ofiar śmiertelnych. W którymś z wielkich miast otwarto więc w dzielnicy biedaków stanowisko do testowania, drive-in, czyli takie, do którego się podjeżdża, bez wychodzenia z auta oddaje się materiał do testowania. Tylko, że... w tej dzielnicy mieszkali ludzie tak biedni, że przeważnie nie mieli samochodów!

Zresztą cały ten interes pewno i tak szybko zlikwidowano, bo brakło patyczków.

Na samym początku tego piekła urzędniczka od oświaty publicznie wyrażała swój żal z tego powodu, że nie da się wszystkich dzieci objąć nauczaniem przez komputery w domach, bo w wielu domach tych dzieci nie ma komputerów! Bo bieda. Nie wiedziała? Najwyraźniej nie wiedziała, ale już wie i w związku z tym informuje rodziców, że wszystkie informacje o nauczaniu w czasie pandemii znajdą na takiej to a takiej stronie internetowej! Ja nie żartuję, ona tak powiedziała. Z nawyku, z przyzwyczajenia i nawyku do biurokratycznego żargonu? Jest problem, no to co robimy? Zwołujemy specjalny zespół zadaniowy, pracujemy 24/7 w ściślej i stałej współpracy z odpowiednimi agencjami stanowymi czy federalnymi /tu zwykle padają te tajemnicze nazwy/ no i zakładamy stronę internetową. Prezydent też zaraz na początku mówił nam, że sławna firma informatyczna już pracuje nad stroną internetową i wszystko będzie jasne. Firma szybko sprostowała, a problemy mamy do dziś.

W szpitalach, domach starców nie było sprzętu. Nie było zapasów rękawiczek i masek. Nie produkowaliśmy tego w kraju? Te wszystkie drille i inne manewry przeprowadzane na wypadek nieszczęścia nie owocowały refleksja, że jeśli kataklizm zablokuje nam połączenia, to zostaniemy bez podstawowych artykułów. A lekarstwa? Komponenty do ich produkcji z Chin, z Indii...

Strach się bać.

Najgłupsza rzecz, jaką w tych dniach usłyszałam, brzmiała mniej więcej tak: testowanie nie daje żadnej informacji, bo ktoś dziś testowany, może się zarazić jutro, więc co - mamy testować codziennie?! Jasne! Codziennie, właśnie tak! Co, nie stać nas? Czy któraś matka powie dziecku: nie dam ci dziś obiadu, bo jutro i tak będziesz głodny?!

Kto jest in charge? Kto nam zapewnia bezpieczeństwo?

Znawcy twierdzą, że Jacek Kaczmarski pisząc tekst piosenki, której tytuł jest tytułem tego felietonu - miał na mysi odwieczne zmagania dwóch wizji świata: duchowej i materialistycznej.

"Oszalało miasto całe
Nie wie starzec ni wyrostek:
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał postem?"

Karnawał to mają teraz różni spece od niewiarygodnych bredni. Ludzkość wystraszona, więc garnie się do nauczających. Jeden taki ostatnio wykładał w internecie, że przecież w USA ilość ludzi zmarłych teraz przez ten śmiercionośny wirus jest żadna w porównaniu z liczbą tych, których zabrały rak, zawały, czy wypadki samochodowe. Tylko że porównywał gruszki z kartoflami: liczbę ofiar wirusa w USA z liczbą ofiar zawałów na całym świecie. Liczbę ofiar wirusa w USA z liczbą ofiar wypadków czy głodu na całym świecie. Wyszło oczywiście tak jak zapowiadał, zakładał czy nauczał: nie ma żadnej pandemii, to wszystko wymysł... nawet nie będę powtarzać, wiadomo czyj. Obowiązuje teraz kilka wersji najprawdziwszej prawdy, nauczający się świetnie uzupełniają, jeden bredzi na przykład o tym, że zdrowych ludzi się nie poddaje kwarantannie.....A ludność słucha i jest wdzięczna za otuchę.

Resztki rozumu walczą z głupotą.

Gdzie są dorośli!!!!

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym: