Wojna, w którą wplątało się USA
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wiele długich lat działań zbrojnych, dziesiątki tysiące poległych, miliardy dolarów strat i… bolesna porażka. Dla Stanów Zjednoczonych zaangażowanie w ten konflikt okazało się to bagnem, które przez lata uniemożliwiało sensowne działania. Chodzi oczywiście o wojnę w Wietnamie.

Indochiny, czyli dzisiejszy Wietnam, Laos i Kambodża, były od XIX wieku terytorium kolonialnym kontrolowanym przez Francję. W czasie II wojny światowej, po upadku metropolii pod ciosami Niemców wiosną 1940 roku, obszar ten zajęła Japonia, która budowała swoją własną mocarstwowość w Azji. Rządy Japończyków w takich krajach jak Wietnam przyniosły dwojakie korzyści. Po pierwsze, jako takie podważyły rządy białych i dały podwaliny ideologii antyeuropejskiej. Po drugie zaś, miejscowa ludność zyskała poczucie okupacji przez obce mocarstwo, stąd też narodziny ruchu oporu, który stał się w ten sposób ruchem niepodległościowym. W Wietnamie nosił on nazwę Việt Minh (Liga Niepodległości Wietnamu) i był zbudowany przy mocnym udziale Komunistycznej Partii Indochin, na czele której stał Hồ Chí Minh.

Việt Minh nie wyzwolił sam Wietnamu – koniec okupacji japońskiej związany był ze zwycięstwem USA w wojnie na Pacyfiku. Do Azji Południowo-Wschodniej wrócili Francuzi, popierani przez Amerykanów. Nic nie dała ogłoszona we wrześniu 1945 roku deklaracja niepodległości. Paryż nie chciał zrezygnować ze swoich zamorskich terytoriów, co skutkowało wybuchem powstania miejscowej ludności, na czele której, w aurze patriotycznych bojowników, stanęli komuniści. Tak zwana I wojna indochińska z Francuzami trwała prawie dziesięć lat i zakończyła się dopiero po bitwie pod Điện Biên Phủ, w której źle dowodzeni spadochroniarze francuscy ponieśli spektakularną klęskę w walce z partyzantami wietnamskimi.

W 1954 roku powstały dwa państwa wietnamskie – rządzone przez komunistów na Północy ze stolicą w Hanoi oraz popierane przez Francuzów i (przede wszystkim Amerykanów) państwo na Południu ze stolicą w Sajgonie, rządzone przez Ngô Đình Diệma. Teoretycznie obydwa państwa miały zjednoczyć się i w wolnych wyborach wyłonić władzę, ostatecznie jednak podział utrwalił się. Wkrótce też na Południu rozpętała się wojna domowa, rozpoczęta przez tamtejszych komunistów, skupionych w Narodowym Froncie Wyzwolenia Wietnamu Południowego – Vietcongu. Ich celem, wspieranym przez Hanoi, było połączenie Wietnamu w jedno, socjalistyczne państwo. Diệm sprzeciwiał się temu, tworząc własny, autorytarny reżim, popierany coraz mocniej przez Amerykanów.

Dla USA kwestia wietnamska od lat 50. stawała się coraz ważniejsza. Stratedzy amerykańscy z oczywistych względów myśleli w kategoriach zimnowojennych, politykę międzynarodową interpretując przede wszystkim przez pryzmat walki z międzynarodowym komunizmem i Związkiem Radzieckim. Dojście komunistów do władzy w całym Wietnamie oznaczałoby z tego punktu widzenia włączenie ważnego kraju w orbitę wpływów obcego supermocarstwa. Bano się zwłaszcza „efektu domino” – upadek Wietnamu mógł oznaczać, że komunizm wkrótce zapanuje w kolejnych państwach. Dlatego też kwestia tego południowo-zachodniego państewka zaczęła spędzać sen z powiek Białemu Domowi.

Początkowo, w czasach prezydentury Eisenhowera i Kennedy’ego, Stany Zjednoczone nie chciały bezpośrednio angażować się w wojnę domową w Wietnamie. Dlatego też wspierały reżim w Sajgonie politycznie, gospodarczo oraz dostawami sprzętu wojskowego. Z czasem na Południu pojawili się też doradcy wojskowi, którzy mieli szkolić i wspomagać swoich wietnamskich kolegów w przeprowadzaniu działań antypartyzanckich. W czasach JFK w Azji pojawiły się słynne „Zielone Berety” – żołnierze amerykańskich sił specjalnych, którzy w tajemnicy przez opinią publiczną w kraju mieli pomagać w walce z Vietcongiem. Niestety, Wietnam Południowy nie mógł poradzić sobie z partyzantką komunistyczną, intensywnie wspieraną przez towarzyszy z Północy. Reżim Diệma był skorumpowany i nieskuteczny, dodatkowo zaś wplątał się w konflikt ze społeczeństwem reprezentowanym przez mnichów buddyjskich. Doprowadziło to w 1963 roku do obalenia dyktatora, co jeszcze bardziej zdestabilizowało kraj. Tymczasem komunistyczni partyzanci zdobywali tam coraz silniejsze wpływy.

Do eskalacji konfliktu doszło w czasach prezydentury Lyndona B. Johnsona, który zmuszony był wspomagać słaby Wietnam Południowy. W lipcu i sierpniu 1964 roku doszło do tajemniczych incydentów w Zatoce Tonkińskiej na wietnamskich wodach przybrzeżnych – amerykańskie okręty najpierw zostały zaatakowane przez Wietnamczyków, następnie same otworzyły ogień. Wkrótce amerykańskie lotnictwo zaczęło naloty na cele w Wietnamie Północnym oraz na tzw. Szlaku Hồ Chí Minha, którym przez Laos przerzucano siły dla partyzantki na Południu. Wkrótce zaś w Wietnamie wylądowały regularne oddziały wojsk lądowych i piechoty morskiej, które przejęły trud walki z komunistami.

Trudny teren, opór Wietnamczyków i liczne błędy w dowodzeniu sprawiły, że Amerykanie w żaden sposób nie mogli wygrać wojny w Indochinach. Nawet gdy zabijali więcej żołnierzy wroga niż sami tracili, coraz mocniej wplątywali się w wojnę nie do wygrania. Swoje zrobiła też opinia publiczna w kraju, z każdym rokiem bardziej krytyczna wobec bezsensownej walki. W 1973 roku prezydent Richard Nixon wycofał amerykańskie wojska z Wietnamu, a dwa lata później Północ podbiła Południe. Ameryka, mimo zaangażowanych środków, nie osiągnęła sukcesu, zyskując tylko traumę, która trwa do dziś.

Tomasz Leszkowicz