----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

13 maja 2026

Udostępnij znajomym:

Jeszcze kilka lat temu tzw. „birth tourism” był w amerykańskiej debacie raczej niszowym tematem, kojarzonym głównie z pojedynczymi aferami i luksusowymi pakietami dla bogatych cudzoziemców. Dziś zjawisko to stało się jednym z głównych argumentów w politycznej i prawnej batalii o obywatelstwo przez urodzenie, a więc zasadę obowiązującą w USA od ponad 150 lat.

Wokół turystyki urodzeniowej powstał przez lata cały rynek usług. Firmy działające legalnie i półlegalnie oferują ciężarnym kobietom z innych krajów kompleksową organizację pobytu w Stanach Zjednoczonych – od mieszkań, transportu i posiłków po opiekę medyczną oraz pomoc prawną. Klientami są najczęściej zamożniejsze rodziny traktujące amerykański paszport dziecka jako inwestycję w przyszłość: łatwiejszy dostęp do edukacji, rynku pracy czy możliwości życia w USA. Krytycy obecnych przepisów od lat wskazują, że zjawisko stworzyło lukratywny biznes wykorzystujący amerykańskie prawo imigracyjne.

Zwolennicy utrzymania obecnych zasad odpowiadają jednak, że problem istnieje, ale jego skala pozostaje niewielka i nie uzasadnia podważania jednej z najbardziej utrwalonych zasad amerykańskiego prawa konstytucyjnego.

Sprawa ma ogromne znaczenie, ponieważ już w czerwcu lub lipcu Sąd Najwyższy może wydać decyzję dotyczącą ograniczenia obywatelstwa przez urodzenie. Chodzi o dekret podpisany przez Donalda Trumpa w 2025 roku, który wywołał serię pozwów i doprowadził do jednego z najważniejszych sporów konstytucyjnych ostatnich lat.

Czym jest turystyka urodzeniowa?

„Birth tourism” to praktyka, w której ciężarne kobiety z innych krajów przyjeżdżają do USA przed porodem. Ich cel jest konkretny: dziecko urodzone na terytorium Stanów Zjednoczonych otrzymuje obywatelstwo automatycznie, na mocy 14. poprawki do Konstytucji z 1868 roku. Przepis ten mówi, że każda osoba urodzona w USA i podlegająca jego jurysdykcji jest obywatelem.

Według danych Migration Policy Institute zjawisko to dotyczy około 26 tysięcy urodzeń rocznie. Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych rodzi się każdego roku około 3,5 miliona dzieci. Turystyka urodzeniowa stanowi więc niewielki ułamek wszystkich narodzin.

Margines, który urósł do rangi argumentu

Mimo stosunkowo niewielkiej skali, temat stał się jednym z centralnych punktów współczesnej debaty imigracyjnej w USA. Obecna administracja federalna wykorzystuje go jako argument za ograniczeniem obywatelstwa przez urodzenie, twierdząc, że obecne przepisy zachęcają do nadużyć i stworzyły cały przemysł organizujący przyjazdy porodowe do Stanów Zjednoczonych.

Reprezentujący administrację przed Sądem Najwyższym D. John Sauer przekonywał, że obecne przepisy „dały początek rozbudowanemu przemysłowi turystyki urodzeniowej”, w ramach którego tysiące cudzoziemców – w tym z krajów uznawanych za nieprzyjazne – przyjeżdżają rodzić do USA, tworząc pokolenie obywateli niemających żadnych rzeczywistych związków z tym krajem.

Zwolennicy obecnych przepisów ripostują jednak, że nawet jeśli problem istnieje, jego skala jest zbyt mała, by uzasadniać zmianę konstytucyjnej interpretacji obowiązującej od ponad wieku. Ich zdaniem ewentualne nadużycia można ograniczać poprzez egzekwowanie prawa imigracyjnego i działania organów ścigania – bez ingerowania w zasadę obywatelstwa przez urodzenie.

Luksusowe pakiety i kryminalne afery

Republikanom udało się nagłośnić kilka spraw pokazujących bardziej zorganizowane oblicze tego zjawiska. W 2019 roku w Kalifornii aresztowano trzy osoby prowadzące firmy oferujące bogatym chińskim parom kompleksowe pakiety pobytowe – za kwoty sięgające nawet 100 tysięcy dolarów. W cenie były luksusowe apartamenty, nianie, prywatna opieka oraz zakupy w ekskluzywnych sklepach.

Podobne przypadki odnotowano również na Marianach Północnych – amerykańskim terytorium z łagodniejszymi wymogami wizowymi, położonym znacznie bliżej Azji niż kontynentalne USA.

Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że obywatelstwo dziecka nie daje automatycznie prawa pobytu rodzicom. Sam fakt urodzenia dziecka w USA nie oznacza więc natychmiastowej legalizacji statusu całej rodziny.

Co myślą Amerykanie?

Pomimo intensywnej debaty politycznej, poparcie dla zniesienia obywatelstwa przez urodzenie pozostaje w społeczeństwie stosunkowo niskie. Według badania AP-NORC przeprowadzonego wśród ponad 2,5 tysiąca dorosłych Amerykanów, 65 procent uważa, że obywatelstwo powinno przysługiwać każdemu dziecku urodzonemu na amerykańskiej ziemi, niezależnie od okoliczności. Wśród samych republikanów odsetek ten jest wyraźnie niższy i wynosi 44 procent.

W praktyce spór nie dotyczy już tylko turystyki urodzeniowej. Chodzi o pytanie, czy obywatelstwo w USA ma pozostać prawem wynikającym z miejsca urodzenia, czy też stanie się przywilejem zależnym od statusu rodziców i decyzji państwa.

Dla jednych byłoby to konieczne uszczelnienie systemu imigracyjnego. Dla innych – odejście od jednej z najbardziej charakterystycznych zasad amerykańskiej tożsamości.

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor