Yan Lianke – Czteroksiąg - Syzyf – mit – rzeczywistość
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

Mit Syzyfa opowiedziany na nowo przez Yana Lianke’ego w ostatnim, szesnastym rozdziale jego Czteroksięgu, pozwala nam zobaczyć tę kultową i powszechnie znaną historię mitologiczną z innej perspektywy. Trzeba pamiętać, że Czteroksiąg to powieść o manipulacji, prowokacji, reedukacji i ideologizacji w kontekście budowania kolejnej utopii w dziejach człowieka, w jakiś przedziwny sposób skazanego wiecznie na ponoszenie konsekwencji owych pomysłów na idealny świat. Te konsekwencje to bolesne, często rozpaczliwe i okrutne doświadczenie konieczności przetrwania za wszelką cenę, w tym duchu, w jakim Darwin pisał o koncepcie doboru naturalnego, czyli umiejętności dostosowania, czy raczej adaptacji to otaczającej rzeczywistości. Wrzucenie człowieka w kręgi piekła obozu reedukacyjnego w czasach rewolucji Kulturalnej, namaszczonej przez Mao, sprawia, że wszystko staje na głowie, bo urzeczywistnia się świat, w którym dwa plus dwa nie równa się cztery. Kanibalizm okazuje się jedyną drogą przetrwania totalnego głodu, a zdrada czy donosicielstwo to sposób na wywindowanie się w obozowej hierarchii. Ale jak to wszystko ma się do mitu Syzyfa?

Otóż trzeba niezwykłej wyobraźni Yana Lianke’go, by zdać sobie nagle sprawę, że Syzyf to nie tylko starożytna opowiastka o relacjach człowieka z bogami, ale niespodziewanie, niesamowita metafora losu ludzkiego zaprzęgniętego w kierat absurdu powracającej utopii, a raczej dystopii, w jaką bardzo często pomysły polityków czy jakichkolwiek innych szaleńców zwanych „inżynierami dusz”, wciągają całe społeczeństwa.

Lianke parafrazuje grecki mit dając nam go do czytania w swoistym odwróceniu. Owo odwrócenie ma parę odsłon, ale trzy z nich są absolutnie fundamentalne:

- Syzyf spotyka w czasie swej absurdalnej wędrówki pod górę dziecko i rozmawia z nim spoglądając mu w oczy

- jest za to po raz kolejny ukarany zmianą kierunku toczenia kamienia – zamiast wtaczać go pod górę, stacza go w dół

- ale zbiegiem niewyjaśnionych zrządzeń losu znowu spotyka ludzi przed buddyjskim klasztorem i boi się kolejnej, boskiej kary za spotkanie z drugim

- przyzwyczaja się do tej absurdalnej mordęgi, a kara bogów, zaakceptowana, przeradza się w rutynę – przestaje być karą

Czy taka sytuacja przenosi nas w niebezpieczne rejony rzeczywistości pełnej zatartych granic między tym, co dobre i złe? Czy przyzwyczajenie i akceptacja to tylko sposób na przetrwanie?

W tekście ostatniego rozdziału Czteroksięgu mamy mnóstwo pytań, ale też sporo odpowiedzi, które idealnie wpisują się w wielką metaforę człowieczego istnienia i kondycji ludzkiej w horyzoncie utopijnych, a raczej dystopijnych, pomysłów na uszczęśliwianie człowieka za wszelką cenę i w bezwzględny sposób.

Przypomnijmy tylko, że Czteroksiąg to para biblijny tytuł, który odnosi się do czterech tekstów, budujących cztery wymiary powieści Lianke’go, o których mówi sam narrator w ostatnim rozdziale powieści. Owe części idealnie się uzupełniają, choć pisane są z różnych perspektyw i przez różnych autorów. Ta polifoniczność to jedna z najważniejszych cech stanowiących o wyjątkowości prozy Lianke’go.

/(Księga złoczyńców wchodząca w skład Czteroksięgu została wydana w latach osiemdziesiątych XX wieku jako zbiór materiałów źródłowych. Natomiast liczące niemal 500 stron Pradawne rzeczysko ukazało się dopiero w 2002 roku, w zupełnie innych czasach i przeszło praktycznie niezauważone. Jeśli chodzi zaś o Niebiańskie Dziecko - kilka lat temu kupiłem tę książkę w antykwariacie, opublikowaną w Wydawnictwie Ksiąg Klasycznych i Mitów, a w miejscu, gdzie powinno się znajdować nazwisko autora, widniało tylko „utwór anonimowy”. Jedyną niewydaną częścią była nieukończona rozprawa filozoficzna Uczonego, efekt wieloletnich rozmyślań—Nowy mit o Syzyfie. Składa się z trzech rozdziałów i jedenastu podrozdziałów i do dziś nie została wydana z powodu ekscentrycznych i trudno zrozumiałych poglądów Uczonego na temat społeczeństwa. Znalazłem ten rękopis w Narodowym Instytucie Studiów Tekstów Filozoficznych. Lektura wstępu da czytelnikom ogólne wyobrażenie na temat tego dzieła)/ (s.337)

Ale wróćmy do sparafrazowanego mitu o Syzyfie, który stawia nas w powiewie niemożliwego, ale może właśnie dzięki temu otwiera nas jednocześnie na dramat ludzkich utopii, które zawsze, wcześnie czy później, zmieniają się z pięknych opowieści łudzących nas nadzieją na cudność przyszłości, w drastycznie piekielną teraźniejszość, z różnymi kręgami owej piekielności.

„Uważamy Syzyfa za bohatera, który potrafi znieść absurd, znój i karę, jego tragedia porusza nasze serca. Wytrwałość Syzyfa postrzegamy jako klucz i istotę tego, w jaki sposób rodzaj ludzki odsłania istniejącą rzeczywistość i ją znosi. Nikt zaś nie zdaje sobie sprawy, że błędnie pojmujemy sytuację Syzyfa. Z biegiem czasu Syzyf przyzwyczaił się do tego, co my postrzegany jaką karę, a on również odbierał początkowo jako źródło niepokoju i frustracji. Przyzwyczajenie stało się jego bronią i umożliwiło mu walkę z upływem czasu. Rankiem zaczynał wtaczać głaz na górę, wieczorem patrzył, jak stacza się w dół i następnego dnia od nowa - wtaczanie i staczanie. Tę wieczną powtarzalność Syzyf zaczął już widzieć jako obowiązek do wykonania i gdyby wypadł z tego kręgu repetycji, poczułby, że jego życie straciło sens.

Niezależnie od tego, czy czas płynął do przodu czy w tył, czy starzał się, czy też młodniał, Syzyf nie podlegał żadnym zmianom i tkwił w wiecznym kręgu wyczerpania i odpoczynku. Pewnego dnia jednak, kiedy głaz stoczył się do podnóża góry i Syzyf schodził za nim gotowy do podjęcia rankiem na nowo swojej pracy, coś się zmieniło.

Spotkał dziecko.

Na skraju odwiecznej górskiej trasy pojawiło się dziecko, stało z boku i przyglądało się toczącemu się głazowi i biegnącemu za nim Syzyfowi. Niewinne i szczere, pełne zdumienia nad światem. Syzyf dostrzegł je tylko kątem oka. Następnego dnia, kiedy toczył kamień pod górę, dziecka nie było przy drodze, ale kiedy głaz wracał na swoje miejsce na dole, znów się pojawiło.

Tym razem Syzyf zatrzymał się, kiwnął dziecku głową i powiedział:

—dzień dobry.

W wiecznej ciszy swego życia Syzyf po raz pierwszy wypowiedział te dwa słowa.

Przez kolejne dni Syzyf, idąc o zmroku za spadającym kamieniem, pozdrawiał dziecko stojące przy drodze.

I pokochał to dziecko./ (s. 337 i następne)

***

Czteroksiąg, Yan Lianke, PIW, s.347.

Zbyszek Kruczalak