Biznes kontra historia
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Z końcem 2022 roku ma być zamknięte Muzeum Narodowe Polskie w Rapperswil w Szwajcarii. Może jeszcze coś się takiego stanie, że przetrwa, ale póki co decyzją lokalnych władz ma zniknąć z zamku, który jest jego siedzibą od 1870 roku.

Muzeum założyli Agaton Giller i Władysław Plater. Polscy patrioci, uczestnicy powstań narodowych, działacze emigracyjni, publicyści i - można tak powiedzieć - politycy. Giller był wcześniej zesłańcem na Syberię, więźniem Cytadeli, członkiem Rządu Narodowego podczas Powstania Styczniowego, a hrabia Plater w 1831 roku podpisał akt detronizacji cara Mikołaja I. Współpracował później w Paryżu z księciem Adamem Czartoryskim, a nawet był jednym z inicjatorów powołania w USA Związku Narodowego Polskiego. W zbiorach znajdowało się miedzy innymi archiwum Wielkiej Emigracji, czyli ludzi im bliskich i im współczesnych.

Od początku Muzeum umieszczone zostało w zamku nad Jeziorem Zuryskim. Dzierżawa opiewała na 99 lat... i może to jest ciągle źródłem kłopotów. Sale odremontowanego za polskie pieniądze zamku szybko zapełniły się bezcennymi dla nas zbiorami. Dzieła sztuki, meble, archiwalia, książki. Na przełomie XIX i XX wieku rapperswilska biblioteka miała największy polski księgozbiór na emigracji - 100 tysięcy druków. A bibliotekarzami bywali tam na przykład Stefan Żeromski / 1892-96/ czy Florian Znaniecki /1901-1910/. W momencie odzyskania przez Polskę niepodległości, wydawało się pewnie, że najlepsze, co można zrobić, to odesłać te zbiory do Polski. W 1927 trafiły więc do Muzeum Narodowego i do Biblioteki Narodowej. A w Szwajcarii, w opustoszałych salach zamku, urządzano wystawy sztuki współczesnej polskiej i ekspozycje obrazujące dorobek wolnej Polski. Niestety, w czasie II wojny światowej to, co było odesłane do Kraju - przepadło, spalone przez Niemców. W Szwajcarii sale zamkowe zaś po wojnie opanowali urzędnicy komunistycznej władzy. Urządzili tam ekspozycję propagandową, coś w rodzaju muzeum ruchu rewolucyjnego. Szwajcarom nie mogło się to podobać i w 1951 roku władze miasteczka przy pomocy wyroku sądu zerwały umowę dzierżawną. Zbiory Muzeum znowu wywieziono więc do Polski.

W 1954 roku powstało Polsko-Szwajcarskie Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Polskiego w Rapperswil. Dzięki temu Towarzystwu Muzeum ponownie otwarto, w 1975 roku. Wielka to zasługa Juliana Godlewskiego, prawnika ze Lwowa, mieszkającego od lat na emigracji. Urodził się w 1903 roku, już w 1920 wałczył jako ochotnik. W okresie międzywojennym był przedstawicielem koncernu Harrmana na Polskę, a następnie dyrektorem Polsko-Francuskiej Spółki Naftowej. W 1939 roku służył w Pułku Ułanów Jazłowieckich, później w armii tworzonej przez generała Sikorskiego we Francji. W Anglii, po 1940 - w dywizji gen. Maczka. Pod koniec wojny był przez pewien czas adiutantem generała Bora-Komorowskiego, wtedy już dowódcy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Po kilku latach w Argentynie, wrócił do Europy, kierował tu koncernem stalowo-hutniczym rodziny Thyssenow, która odzyskała majątek skonfiskowany przez hitlerowców. Już w latach pięćdziesiątych Julian Godlewski podarował zbiorom rapperswilskim księgozbiór, historyczne medale, potem obrazy i przez lata ogromne sumy pieniędzy na opiekę nad miejscami pamięci, na urządzanie wystaw, gromadzenie pamiątek. Tworzył fundacje, których celem było wspieranie działalności na rzecz polskiej kultury.

W Muzeum organizowano sympozja, spotkania ludzi kultury, wystawy, koncerty. Wśród bezcennych płócien Fałata czy Kossaka można tam spotkać tak oryginalne kolekcje jak zbiór zegarków firmy Pathek Phillipe, czy tabakierek z motywem ułana polskiego z czasów wojen napoleońskich.

Muzeum działa więc od 1975 roku i teraz grozi mu ostateczna likwidacja. Szwajcarom widocznie nie przynosi specjalnego zysku ani honoru. Miasteczko chce mieć u siebie ośrodek restauracyjno-hotelowy, właśnie w tym zamku i Muzeum stoi na drodze tych interesów.

Kiedyś nazywane Sercem Polski być może zniknie z mapy polskich placówek rozsianych po rożnych stronach świata. Trzeba mieć tylko nadzieję, że jeśli jego zbiory trafią znowu do Polski - tym razem nikt ich nie spali!

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.