Czy każda data jest ważna?
----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Należę do osób mających problem z pamiętaniem o ważnych wydarzeniach. Nie tych z książek do historii, ale z życia własnego, rodziny czy bliskich i dalszych znajomych. Wojny, bitwy, wynalazki czy przesuwanie granic to nic w porównaniu z urodzinami, imieninami i rocznicami ślubów.

Wraz z powiększającą się grupą ludzi wokół nas, ważnych dat do zapamiętania jest coraz więcej. Rośnie liczba znajomych, a także własna rodzina, bo współmałżonek, potem dzieci, wnuki, a następnie ważne wydarzenia w życiu dorastającej młodzieży. To pomnożyć trzeba przez liczbę własnego rodzeństwa, ich małżonków i potomstwa, następnie braci i sióstr własnych rodziców i ich rodzin… O znajomych nie wspominam. Niektórzy mają łatwe do zapamiętania daty, na przykład 4 lipca - wszystkiego najlepszego, Marta! Albo trudne, jak 29 lutego - Krzysztofie, przepraszam, że prawie nigdy nie pamiętam.

Rozumiem, że każdy czeka, by złożyć mu życzenia lub po raz kolejny czegoś pogratulować, ale czasami po prostu nawet najważniejsza data ginie w gąszczu innych informacji. A co mówić, jeśli nie jest ona dla nas szczególnie ważna? Choćby imieniny młodszego syna siostry naszej stryjenki? Są tacy, co pamiętają i przyznam się, że absolutnie się z nimi nie utożsamiam.

Jedni mają jakieś genetyczne uwarunkowanie i są w stanie zapamiętać każdą datę, inni mają Facebooka pamiętającego o tym za nich. Trzeba jednak uważać, bo niektórzy wpisują tam inny dzień, by zobaczyć, kto faktycznie pamięta, a kto tylko udaje. Kiedyś notowaliśmy skrzętnie daty w małym notesiku lub kalendarzu ściennym, dziś robi to za nas smartfon. Ale według mnie korzystanie z elektronicznej pomocy to niewielkie, ale jednak oszustwo.

Kiedy ktoś mi mówi, że "dzwonił X i złożył życzenia. To takie miłe, on zawsze pamięta", to zamiast tego słyszę "Ty nigdy nie pamiętasz. Nieładnie".

Przyznam, że już nawet nie udaję, że próbuję zapamiętać. Nie dlatego, że nie szanuję bliskich i znajomych i ważnych dla nich dat, ale naprawdę podchodzę do tego nieco inaczej. Rozumiem, że każda taka data to okazja do spotkania, zabawy, wypicia, imprezowania. To nas łączy i przynosi radość. Wolałbym jednak, byśmy wykorzystywali do spotkań i imprez niezwiązane z nami daty i wydarzenia - święto flagi, dzień znaczka pocztowego, środę, rocznicę lądowania na Księżycu. A urodziny może tylko do pewnego momentu.

Radosne świętowanie coraz bardziej zaawansowanego wieku nie podoba mi się. Z wyjątkiem nastolatków mało kto tak naprawdę lubi swoje kolejne urodziny. To radość dla dzieci i osób czekających na przełomowe chwile, jak wiek pozwalający na powrót do domu po północy, zrobienie prawa jazdy, kupno broni czy wypicie alkoholu. Powinniśmy świętować do… powiedzmy… 30. roku. Później radość jest udawana.

Gdy przychodzi moment, że na jednym wdechu nie jesteś w stanie zdmuchnąć swych świeczek na torcie, to zamiast okazać współczucie, litość nawet i przestać je stawiać, bliscy i znajomi kupują ci dwie w kształcie obchodzonych lat. Okropność! Patrzysz na to i jeszcze musisz się uśmiechać.

Koleżanka obchodziła właśnie okrągłe. Uprzedziła, że jak ktoś przyniesie jej cokolwiek z tą liczbą - koszulkę, czapeczkę, itp. - to wyrzuci go z domu. Nie żartowała.

W pewnym momencie przychodzi wiek, jeszcze nie mój, ale znam takich, gdy celowo unikamy takich obchodów. Bo przestaje to być świętowaniem kolejnych urodzin, a zaczyna wyglądać jak przygnębiające odliczanie. Przysłowie, które mówi, że człowiek staje się mądrzejszy z wiekiem, też nie ma sensu. Podobnie jak zmienia się nasza twarz i słabnie ciało, umysł pracuje gorzej niż kiedykolwiek. Co tu świętować?

Może wprowadźmy w kalendarzu tydzień, miesiąc nawet, w którym obowiązywał będzie zakaz obchodzenia wszelkich rocznic, urodzin, imienin, a okazją do spotkań będzie wyłącznie chęć zobaczenia się z innymi, bez powodu, lub sama potrzeba rozmowy ze znajomymi i rodziną, czy też nietypowe kartki w kalendarzu - czy wiecie, że 9 lipca w tym roku wypada Dzień Chodzenia Do Pracy Inną Drogą? Jest okazja? Jest!

Oczywiście nie chciałbym, by po tym tekście nagle zamilkł w moje urodziny telefon. Byłoby mi trochę smutno. Nie zamierzam też specjalnie nie dzwonić, jeśli akurat o jakiejś dacie urodzin lub rocznicy sam będę pamiętał. Bo doskonale wiem, że teoria to jedno, a co innego praktyka. Byle nie na siłę.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.