Lilak nie lilak - bez!
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Uwaga, uwaga nadchodzi: doroczne szaleństwo kolorów, odcieni, zapachów, kropelek rosy pochowanych w kiściach. Jednym słowem - zaczynają kwitnąc bzy!

Jedni szukają brzozy, by ją koniecznie u siebie, w ogródku, bo im Polskę przypomina. Inni sadzą bzy. Choć takie sobie na oko, gdy nie kwitną, krzewy, choć kwitną tylko kilka tygodni w roku, jednak: bez to bez! Choć mówi się, że żaden on lilak, albo że od kiedy nosi nazwisko: Bez, nie wiadomo. Bociany, brzozy, wierzby plączące, lipy, bzy ....

"A polski bez jak pachniał w maju.
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
gdy z Bielan wracał lud warszawski". /Julian Tuwim/

Pochodzi, tak jak my, z innych światów. Jest w Ameryce imigrantem. Jedni mówią, że Turek z domu, albo inny mieszkaniec Bałkanów, wywodzą go także z Azji. Tak się w Ameryce przyjął i spodobał, że miasto Rochester w stanie Nowy Jork uchodzi za światową stolicę bzów. W tamtych też okolicach, na Wschodzie, założono 50 lat temu, w 1971, roku Międzynarodowe Stowarzyszenie Bzowe, czyli International Lilac Society. Ma swoich ludzi już w dwudziestu trzech krajach świata. Doroczna konwencja została w tym jubileuszowym roku odwołana, ale jest już zapowiadana na rok 2022, w Rochester. Ale przecież - mimo pandemii - bzy i tak zakwitną! W czerwcu zbzikowany festiwal organizowany jest na wyspie Mackinack, w Michigan, są festiwale w japońskim Sapporo, w Calgary w Kanadzie, w Nowym Meksyku, w podchicagowskim Lombard. I choć nasze Lombard nie należy do największych na świecie siedlisk bzów - warto może wybrać się tam i to już, na początku maja.

Licznik kwitnienia bzów, umieszczony w tamtejszym parku, już wskazuje połowę sezonu kwiatów, więc można nawet teraz. Trzeba sobie wyguglować Lilacia Park w Lombard, Il i dostaniemy wszystkie informacje. Pełnia szaleństwa to dni od 1 do 16 maja. Nie tylko można pochodzić po dostępnych dla wszystkich alejkach. Można kupić sadzonki różnych roślinek, wyroby rękodzielnicze związane z bzem, poczytać, posłuchać, albo nawet zatańczyć podczas dorocznego balu ojców i córek. Oczywiście można i należy podziwiać dziesiątki, setki odmian bzów, kolory kwiatów, zapach i nawet - przekonać się, że bzy są jadalne! Park jest w systemie Park District, więc ogólnie dostępny, także po przekwitnięciu bzów. Wtedy bywają tam miłośnicy kolibrów, którzy co roku obserwują te maleństwa w ich drodze na południe, przed zimą. Póki co jednak - bzy! Królowa Bzów będzie koronowana 1 maja. W czasie Festiwalu poruszać się po parku pomagają przewodnicy. Warto sobie pobyt tam przygotować, żeby wszystko zobaczyć i wszystkiego powąchać.

Spotkamy tam na każdym kroku nazwisko Plum, William i Helena. To im Lombard zawdzięcza ten pachnący park. Osiedlili się tu w 1869 roku. Bzy poznali podczas wakacji we Francji, sprowadzili do swojej posiadłości. Po śmierci żony, pułkownik Plum chciał je zlikwidować, oddać J. Mortonowi, założycielowi Morton Arboretum, ale ten przekonał pułkownika, że dobrze bzom w Lombard i niech zostaną. W. Plum zmarł w 1927 roku i w testamencie zapisał swoją posiadłość mieszkańcom Lombard, jako park publiczny poświęcony pamięci jego żony. Dom rodzinny przeznaczył na publiczną bibliotekę i czytelnię. Mieszkańcy łaskawie zgodzili się darowiznę przyjąć, zatrudnili architekta terenów zielonych i powstał Lombard Community Garden obecnie nazywany Lilacia Park. Podobno do dziś są tam dwa krzewy sprowadzone do Lombard przez pułkownika Williama Plum z Francji. Bo bzy tak mają, są długowieczne, żyją nawet setki lat. I jest wśród nich więcej kolorów niż nam się powszechnie wydaje, są nawet żółte, czy żółtawe. 

W Polsce wyliczaliśmy - kukurydzę mamy z Ameryki, włoszczyznę z Włoch, ziemniaki, pomidory... rzadko zastanawiamy się, że i tu w Ameryce, coś jest skądś, a przecież tu wszystko trzeba było najpierw przywieźć.

Waszyngton, stolica, ma swój festiwal kwitnących wiśni czy czereśni. Otóż tam pięknie kwitnące drzewka trafiły za sprawą kontaktów dyplomatycznych i politycznych między Stanami Zjednoczonymi i Japonią. Zaczęło się długo przed II wojną światową, tradycja trwa do dziś, stopniowo roznoszona po różnych parkach i promenadach stolicy. Krajem kwitnącej wiśni pozostała jednak Japonia, a w kwestii bzów - wydaje mi się, że Stany Zjednoczone przejmują rolę światowego centrum. Dla nas jednak bez to bez, co tak pachniał w maju! I ciągle pachnie.

56

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.