----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij znajomym:

Dawno temu, w dalekiej Polsce, pewien mój znajomy został myśliwym. Wypadało. W takim poruszał się świecie. Wśród rolników, leśników i... lokalnych notabli, czyli ówczesnych władców. Nie wypadało nie polować. Kupił więc strzelbę, czy strzelby, zapisał się do Koła Łowieckiego, pochodził na strzelnicę i ruszył w las!

Raz, drugi i trzeci. I nic. Niczego nie zastrzelił. Zaczęli się z niego prominentni znajomi podśmiewać. No to on udał się do okulisty i zaczął paradować w okularach. Na to kiwali ze zrozumieniem głowami, ale - za plecami - dalej się z niego podśmiewali.

W chwili szczerości znajomy wyznał przyjaciołom: jak w lunecie widzę tę sarnę, już ją mam namierzoną, już, już mam strzelić, a ona - niczego nie świadoma, odwróci głowę i popatrzy mi prosto w oczy tymi ogromnymi pięknymi ślepkami, mam ją w zbliżeniu jak na dłoni, nie mogę, nie strzelę, żeby nie wiem co!

Kupował odpowiednie kurtki, spodnie, buty, jakieś plecaki, lunety, noże nawet i cały ten sprzęt. Jeździł na polowania, socjalizował się z tymi specami od siania i wykopków, od sadów, tartaków, pasiek i pieczarek, ale - nie trafiał!

Z lasu przywoził grzyby, jagody, jedynie ryby czasem łowił. Też niechętnie. I wcale nie był wegetarianinem. Po prostu - nie potrafił zabić zwierzaka.

Ta historia przypomina mi się zawsze wtedy, kiedy powiat przysyła mi zawiadomienie, że w pobliskich lasach będzie się odbywało odstrzeliwanie sarenek, w dodatku nazywanych "...z białym ogonkiem", co czyni tę informację jeszcze bardziej przykrą.

Jak podają specjaliści, sarenki te ucieszyły się najpierw z rozwoju osadnictwa. Nabrały dostępu do ludzkich pól i ogrodów, a obfitość pożywienia sprawiła, że zaczęły się ochoczo rozmnażać. Z czasem ludzie zaczęli betonowanie okolicy - budowali drogi, parkingi, stawiali wielkie centra handlowe. Osiedla. Dla sarenek zaczęło brakować miejsca. Tym bardziej, że się przecież tak wspaniale namnożyły. Pozostawiono jednak lasy, forest preserve. Tam więc sarenki zajadały co się dało. Doprowadzało to do zakłóceń systemu. Brakowało jedzenia dla innych, a niektóre rośliny, także te nasadzane przez ludzi, zaczęły zanikać. Sarenki wychodziły na drogi, zaglądały do ogródków, nikt ich nie płoszył, nie strzelał do nich. Dochodziło do wypadków. Ludzie nawet ginęli na drogach. W końcu specjaliści policzyli - ile sarenek można bezpiecznie pomieścić na hektarze kwadratowym. Ile będzie dość i w sam raz i bez szkody dla środowiska. Nawet potrafili policzyć, ile sarenek faktycznie jest w danym lesie. I zaczęli regulować tę społeczność czy pogłowie...czyli strzelać. I o tym właśnie powiat informuje mieszkańców: nocami będziecie słyszeć strzały, to nasi specjaliści, w majestacie prawa, walczą o wasze dobro, o nasze wspólne środowisko. Strzelają do sarenek z białymi ogonkami, bo jest ich za dużo, i jedzą za dużo i tak dalej. Od listopada aż do marca. Brr.

Zżyjemy w epoce antropocenu. Czy: - ceny. Jest to epoka, w której człowiek ma decydujący wpływ na środowisko. Nie tylko trawki, kwiatki, także system geologiczny Ziemi. Opanowaliśmy wszystko, co się dało. Już nie żelazo, nie kamień łupany, nie dinozaury, czy nawet ewolucja cała, nie - człowiek decyduje o wszystkim, człowiek rządzi, kształtuje, używa.

W Afryce podobno pojawiły się już słonie bez kłów. Takie sprytne, nie dadzą szmuglerom kości słoniowej zarobić! Tyle zwierząt ci bandyci wybili, wymordowali tylko dla kłów, że Matka Natura wzięła się do pomocy i rodzą się słonie bez kłów. Czy bez tych kłów przeżyją? Najwyraźniej tak, a handlarze kością słoniowa muszą sobie poszukać innej roboty...

To lepsze niżby miały wyginać.

Nie zdajemy sobie tak bardzo sprawy z tego, że żyjemy w czasie wielkiego wymierania. Znikają nie tylko pojedyncze okazy, znikają cale gatunki. Nasza to robota, czy Natury? Na Dalekiej Północy miejscowi ludzie mówią, że średnia temperatura już dawno wzrosła o dużo więcej niż 3 stopnie. Możemy ochrypnąć od pyskowania, że to wina Natury, że to normalne, albo że to wina Człowieka, ale czy od tych kłótni będzie nam lepiej? Spokojniej? Bezpieczniej? To tak, jak w piaskownicy: matka ukarała Jasia, że pobił Karolka. Jasio na to: ale to on się zaczyna! Droga donikąd. Bo Jaś nie zrozumie z tego, że chodzi nie o zaczynanie, a o bicie kolegi.

Sarenek z białym ogonkiem jest za dużo. Rozmnożyły się, bo miały wśród ludzi za dobrze. To teraz ludzie je wymordują. Widocznie nie wystarczy, że mają teraz mniej jedzenia. Nie spowoduje to spadku ich populacji, tylko różne szkody w środowisku. Człowiek jest wykształcony i o tym wie. Ma więc prawo strzelać. I na otarcie łez informuje, że mięso zastrzelonych sarenek będzie przekazane do kuchni dla ubogich. Ludzi.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.