Znowu walentynki, hmmmm…
----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Oczywiście, że kobiety lubią to święto. W końcu zostało stworzone dla nich. Tego dnia obdarowywane są kwiatami, czekoladkami, romantycznymi życzeniami, drobnymi upominkami, pocałunkami nawet. Niektórzy panowie, mniej pewni związku albo dopiero go zaczynający, kupują biżuterię. Bo to Wasz dzień przecież. Pod warunkiem, że partner pamiętał…

Bo zdarza się, że nie pamięta. Ma prawo. W końcu walentynki nie zostały stworzone z myślą o nim. Co on dostaje tego dnia? Otóż dostaje możliwość kupna kwiatów, czekoladek, kartki z życzeniami, drobnego upominku, czasami biżuterii. Jest to dla niego bardzo trudny dzień.

Dzień próby.

Test.

Na wiele tygodni wcześniej zaczyna się nam delikatnie o walentynkach przypominać. Tu różowy miś, tam czerwone serduszko, promocja dla zakochanych, itd. Potem nic innego już w sklepach nie widać. Następnie w mediach pojawiają się teksty i poradniki poświęcone temu tematowi: "Randka w czasach pandemii", "Diament czy brylant", "Co mówią kwiaty". W radiu tylko romantycznie grają, i choć to już nie czasy Kenny G, to i tak nie daje się tego słuchać.

Każdy mężczyzna musi wtedy, jak najszybciej, odświeżyć sobie wiedzę na temat ukochanej. Jeśli znamy jej ulubione kwiaty sprawdźmy, czy są dostępne w okolicy. Ulubiona potrawa? Lody czekoladowe czy waniliowe? Woli słuchać metalu czy rocka? Gdyby trafiła na bezludną wyspę, jaką książkę by zabrała? Obudzeni w środku nocy musimy znać odpowiedzi na te pytania. Wtedy łatwiej szukać dla niej prezentu walentynkowego.

Odpowiednie przygotowanie to podstawa. Bo walentynki to dla mężczyzny jeden z najbardziej stresujących dni w roku. Nic w nas nie wywołuje większej dawki niepewności. Jeśli zapomnimy, tłumaczeniom nie ma końca, choć i tak żadne nie pomagają. Konsekwencje odczuwamy przez miesiąc, co najmniej. Jeśli pamiętamy, to towarzyszą nam nieodłączne wątpliwości: czy stanęliśmy na wysokości zadania, czy o to chodziło, czy mogłem to zrobić inaczej, może wybrać inną restaurację! to nie te kwiaty!! czekolada miała być mleczna!!! raaanyyyy…

Skoro wspomniałem o restauracjach, to w normalnych czasach zrobienie rezerwacji w przyzwoitym lokalu w walentynkowy wieczór graniczy z cudem, a przecież do gorszego zabrać ukochanej nie może. Jeśli chce mieć dalej ukochaną. W nienormalnych czasach, czyli teraz, jest pod tym względem jeszcze gorzej. Poza tym zbliżający się do stolika kelner w maseczce na twarzy skutecznie odbiera takiemu spotkaniu sporo romantycznego uroku. Oczywiście można zostać w domu, zamówić coś na wynos. Problem w tym, że pewnie jedzenie na wynos to przez ostatni rok stały element krajobrazu. Kochanie, znowu mamy pizzę!!!

Początkujące pary mają łatwiej, cokolwiek nie zrobią, wieczór się uda. Wystarczy spoglądanie sobie w oczy, przynajmniej w pierwszej fazie wieczoru. Te z dłuższym stażem mają gorzej. Kwiatek i bombonierka nie wystarczą. Więc upominek, ale jaki?? Jak przez cały rok nic droższego nie dajesz i nagle wyskoczysz z biżuterią, to podejrzane. Jak zawsze były czekoladki i bilet do kina, a nagle wyciągniesz naszyjnik, coś ukrywasz. Jak wartość jest niewspółmierna do okazywanych na co dzień uczuć, chcesz ją kupić. No tak źle, a tak niedobrze. Wybierając się na przedwalentynkowe zakupy warto zabrać ze sobą kumpla. Ma pilnować, byśmy nie wydali za dużo i pocieszać nas później, gdy pojawi się pytanie, czy zachowaliśmy rachunek.

Prosimy więc, by w tym roku spojrzeć na nas nieco łaskawiej. Jeśli zapomnimy, to pewnie ze strachu. Jak się pomylimy, to ze zdenerwowania. Nie stanęliśmy na wysokości zadania? Ważne, że próbowaliśmy. Kwiaty to może nie dla nas, ale poza każdy drobny upominek jest przez nas mile widziany.

Miłego weekendu

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.